Zaczyna się od refleksji na temat „Ratzingera (…), który rewitalizował tomizm, oddalając Kościół od postanowień II Soboru Watykańskiego”. I już to jedno zdanie wystarcza, żeby nie czytać wypocin Środy dalej. Benedykt XVI nigdy nie był bowiem tomistą, a jeśli odwoływał się do jakiejś tradycji, to raczej do augustyńskiej. I wystarczy przeczytać cokolwiek z tego, co napisał żeby to wiedzieć. Zabawnie brzmi też opinia o oddaleniu Kościoła od postanowień Vaticanum II, szczególnie, że – z właściwym lewakom pustosłowiem – Środa nawet nie wymienia owych postanowień. A nie wymienia ich, bo nagle okazałoby się, że takowych nie ma.

 

Dalej zaś Środa zajmuje się „osiągnięciami papieża”. „Do historii przejdzie jako osoba, za której pontyfikatu zostały odkryte skandale pedofilskie w Kościele - z którymi rozpoczął walkę, ale do końca nie potrafił sobie poradzić - oraz odnotowano rekordowy spadek wiernych. Z tym pierwszym będą sobie musiały dać radę władze świeckie, z tym drugim już nikt nie da sobie rady” - napisała. I znowu brednie. Otóż spadku wiernych nie ma. Kościół rozwija się dynamicznie i wciąż rozwija. Wyjątkiem (a nie regułą) jest Europa. Wszędzie indziej widać zaś wzrost, a nie spadek. I choć Środa tego nie widzi, to takie są fakty. Nie inaczej jest też ze skandalami pedofilskimi. Benedykt XVI oczyścił atmosferę, przedstawił jasne zasady reagowania i mocno docisnął śrubę. Nie tylko zresztą pedofilom, ale także lobby homoseksualnemu.

 

Środa dzieli się też swoimi przemyśleniami na temat wpływów Watykanu i Kościoła. Jej zdaniem są one bliskie zeru. „Kościół jest wielkim hamulcowym i obrońcą tradycji, która nie kryje w sobie żadnych istotnych dla większości współczesnych ludzi wartości (poza stricte religijnymi). Dobrem najwyższym jest w tej aksjologii posłuszeństwo feudalnej władzy kościelnej, a najwyższym złem - aborcja i in vitro” - oznajmia. I znowu nie jest jasne, na jakiej podstawie. Bo wprawdzie Kościół walczy z zabijaniem ludzi (jak walczył i za czasów komunizmu czy nazizmu), ale nigdzie nie uznaje za najwyższe dobro posłuszeństwa feudalnej władzy kościelnej.

 

Na koniec zaś Środa pisze o swoich marzeniach i sugeruje, że Kościół wchodzi w okres schyłkowy. Tyle, że i to są wyłącznie marzenia Środy. Kościół ma się bowiem świetnie, a jeśli jakaś instytucja czy cywilizacja wkroczyła w okres schyłkowy, to jest to Europa, a nie Kościół.

 

Tomasz P. Terlikowski