Deklaracje władz na temat wybudowania pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej przyjmujemy z dużym zdziwniem i nieufnością. Pamiętając, że to właśnie pan prezydent, dzisiaj sprzyjający idei budowy pomnika, był najzagorzalszym i najbardziej zajdałym wrogiem harcerskiego krzyża ustawionego przed Pałacem Namiestnikowskim. Pamiętamy też, że takiej idei zdecydowanie sprzeciwiały sie władze Warszawy, jako pretekstem posługując się opinią konserwatora zabytków. Zdziwienie budzi, że ten argument przestał działać, że wraz z jakąś nową odsłoną „polityki smoleńskiej”, dotąd używane argumenty padają.
Być może nagła zmiana polityki władz ma związek z tym, że pan Marek Moderau, osoba, która zmonopolizowała państwowe zamówienia na upamiętnienia smoleńskie, potrzebuje zarobić. Bo jeżeli ta zmiana frontu ma związek z wyborami, to nie bardzo mi się chce po czterech i pół roku od katastrofy wierzyć w to, aby ktokolwiek nabrał się na takie gesty. Może tylko „pożyteczni idioci”. Ale jeśli chcą budować pomnik, niech to robią.
Prawdę mówiąc, mnie by bardziej ucieszyło dokończenie inicjatywy już rozpoczętej, wybudowania pomnika w Smoleńsku. W drugą rocznicę katastrofy wmurowano tam kamień kawęgielny i na tym się cała inicjatywa się zakończyła.
Not. ed
