Zbliżający się koncert Madonny na Stadionie Narodowym w Warszawie rozgrzewa emocje do czerwoności. Zarówno fanów amerykańskiej piosenkarki, jak i zagrzewających do bojkotu imprezy. Może tych drugich nawet bardziej....

 

Po moim tekście, w którym napisałam, że mam wątpliwości co do tego, czy taki protest ma sens, posypały się na mnie (spod piór niektórych publicystów) jasne gromy. Niestety, przypisano mi poglądy, do których jest mi bardzo daleko. Być może wynika to z jakiejś osobistej niechęci, albo po prostu czytania tekstu bez zrozumienia (a raczej czytania z intencją jego przeinaczenia, bo inaczej nie da się tego wytłumaczyć). Bo fakt, że nie jestem w 100 proc. przekonana, co do formy, którą zaproponowała Krucjata Młodych nie oznacza, że atakuję tę organizację w ogóle. Bynajmniej. Niech sobie młodzież z Krucjaty działa jak najdłużej (akcja "Nie wstydzę się Jezusa" jest kapitalna). Co nie zmienia faktu, że w moim odczuciu bojkotowanie koncertu Madonny nie jest najszczęśliwszym pomysłem.

 

Dlaczego? Jak argumentowałam, akcja wydaje się tyleż bezsensowna, co po prostu nieskuteczna. Co z tego, że organizatorom protestu udało się już zebrać ponad czterdzieści tysięcy podpisów, skoro impreza i tak się odbędzie? W moim odczuciu bojkot o tyle ma sens, o ile przekłada się na realne skutki. I tak, po raz kolejny podam przykład akcji Stowarzyszenia Twoja Sprawa, które troszczy się o to, by z przestrzeni publicznej eliminować te wszystkie reklamy, które epatują wulgarnością, a nawet erotyką. Jak działa STS? Zachęca do wysyłania maili z protestami do firm, które reklamują się w nieodpowiedni sposób. Po otrzymaniu setek, jeśli nie tysięcy ostrzeżeń od klientów, którzy deklarują, że nie zakupią już produktów danej marki, firma zwykle wycofuje kontrowersyjne reklamy. Działa? Działa.

 

Dlaczego w przypadku koncertu Madonny to się nie sprawdzi? Przecież to także „tylko” wysyłanie maili, w którym nie ma nic z histerii – jak upominał mnie Aleksander Majewski (Drogi Alku, histerycznym nazwałam nie samo słanie elektronicznych listów, ale oburzanie się na koncert Madonny. Różnica niewielka, ale jednak). Sęk w tym, że niezależnie od tego, czy Krucjata Młodych zbierze 40 czy 400 tys. podpisów, koncert Madonny się odbędzie. Co więcej, jedynym efektem akcji młodych z Krucjaty będzie jeszcze większe rozpromowanie gwiazdy, która i tak już mało co świeci. Czy naprawdę tego chciała Krucjata Młodych?

 

Nie ma co ukrywać, Madonna to już przeszłość. Dlatego, by ściągnąć jak najwięcej widzów na swoje – moim zdaniem żenujące show, ale de gustibus... - potrzebuje jak najwięcej rozgłosu. Nie mam co do tego wątpliwości, że gdyby nie histeryczne (uwaga, Aleksandrze!) oburzanie się na jej koncert, mało kto w ogóle dowiedziałby się o tym wydarzeniu. W Warszawie zapowiadają je jedynie mdłe, blade i w ogóle nie przyciągające uwagi plakaty...

 

Moim zdaniem, Madonna powinna wystosować specjalne podziękowanie dla działaczy Krucjaty Młodych za tak szczere i całkowicie darmowe (!) zaangażowanie się w promocję jej koncertu. Że piosenkarka nie ma zielonego pojęcia o bojkotach Krucjaty? Ano nie ma, tak samo jak nie zielonego pojęcia o tym, że jej show wypada w ważną dla Polaków rocznicę Powstania Warszawskiego. Piosenkarka udzieliła skromnego wywiadu dla najnowszego „Wprost”, z którego wynika, że nic jej nie wiadomo o protestach. Co więcej, mówi niemal dosłownie, że takie bojkoty to woda na jej młyn. - Humor jest mi potrzebny, żeby nie zwariować. Ci, którzy szukają wszędzie sensacji, najczęściej wykorzystują to dla swoich celów, sprzedając kolejne nagłówki w gazetach. To ich problem. Nie czytam prasy ani nie oglądam telewizji. Ale czasem mam ochotę pobawić się z mediami w kotka i myszkę i czymś je podpuścić. To bardzo łatwe. Wygląda na to, że cały świat traktuje wszystko zbyt poważnie, w dodatku szukając ukrytych znaczeń tam, gdzie ich po prostu nie ma – powiedziała w rozmowie z Piotrem Metzem.

 

A ja mam jeszcze pytanie do mojego redakcyjnego Kolegi – drogi Aleksandrze, dlaczego Krucjata Młodych nie protestuje na przykład przeciw koncertom Nergala? Przecież na nich faktycznie dochodzi nawet nie do obrazy uczuć religijnych, ale po prostu szargania wartości chrześcijańskich. Bo Nergal nie gra 1 sierpnia? A czy tylko 1 sierpnia mamy być katolikami i bronić tego, co dla nas ważne?

 

Dlaczego Krucjata nie protestowała przeciw koncertom Vadera, który w sierpniu ubiegłego roku przejechał Polskę ze swoją trasą koncertową? Albo przeciwko Gorgorothowi, który w krakowskim ośrodku telewizyjnym nagrywał swoje koncertowe DVD (martwe zwierzęta nabite na pale, dwumetrowe krzyże, na których wisiały nagie kobiety i mężczyzna). Czemu działacze Krucjaty nie zająknęli się ani słowem, kiedy w Polsce grały takie kapele jak KAT, Cradle of Filth czy Slayer (ostatnie juwenalia w Warszawie!). „Popisy” Nergala to przy nich przedszkole. No więc czemu? Bo żaden z nich nie grał na Stadionie Narodowym, a to "nasze narodowe dobro", "wybudowane za nasze pieniądze"? Aha, czyli znowu obrona naszych świętości jest ograniczona miejscem – rozumiem, że w pomniejszych klubach można już drzeć Pismo Święte i wieszać się na krzyżach, bo klub to nie jest "dobro narodowe wybudowane za nasze pieniądze"... .

 

To właśnie dlatego mam poważne wątpliwości co do sensu takiego protestu, którego skutkiem ubocznym będzie jedynie ośmieszenie katolików, którzy są oprotestować wszystko, co się da. A przecież nie o to chodzi. Oczywiście, jako katolicy mamy prawo powiedzieć, że coś się nam nie podoba, ale to prawo nie jest tożsame z próbami zakazywania komukolwiek występów. Bo młodzi z Krucjaty chyba nie wzięli pod uwagę, że ich akcja rykoszetem może uderzyć w katolików i katolickich muzyków. Przecież jakaś zorganizowana grupka ateistów także może uznać, że koncerty Magdy Anioł czy Arki Noego urażają ich uczucia i urządzić bojkot. I obawiam się, że ich protesty niestety mogą być skuteczniejsze.

 

Marta Brzezińska