Przedstawiciele środowisk lewicowych i liberalnych w Stanach Zjednoczonych dostają białej gorączki od czasu, gdy Donald Trump wygrał wybory, a następnie objął urząd prezydenta. Znana piosenkarka Madonna groziła nawet... wysadzeniem Białego Domu.
Madonna była obecna podczas jednego z marszu kobiet. Wygłosiła tam wiele mocnych, a wręcz wulgarnych słów pod adresem obecnego prezydenta USA:
"W tych wyborach nie wygrało dobro, ale to dobro ostatecznie zwycięży. (...) Więc dziś zaczyna się początek naszej historii. Tu zaczyna się rewolucja. Walka o prawo do bycia wolnym, do bycia sobą, do bycia równym. (...) A wszystkim hejterom, którzy uważają, że ten marsz nic nie zmieni mówię: Pier**cie się!"
Jakby tego było mało podzieliła się z zebranymi swoimi marzeniami o zniszczeniu Białego Domu:
"Tak, bardzo długo myślałam o tym, żeby wysadzić w powietrze Biały Dom" - krzyczała wściekle wokalistka.
Zarząd jednej z rozgłośni radiowej w Teksasie postanowił po wystąpieniu Madonny nałożyć dożywotnie embargo na jej utwory. Jak powiedziano, nie jest to kwestia polityki, ale patriotyzmu.
"Nie można puszczać jej utworów, płacić jej tantiemów, gdy wiemy, że ma nieamerykańskie podejście" - poinformowali przedstawiciele władz teksańskiej rozgłośni.
emde/niezalezna.pl
