Fronda.pl: Jak Pan ocenia wiarygodność doniesień "Gazety Wyborczej", która napisała, iż z raportu MAK wynika, że strona polska ponosi odpowiedzialność za katastrofę smoleńską?
Antoni Macierewicz: Obawiam się, że gazeta, o której Pan mówi, ma dobre informacje. Wielokrotnie przekazywała ona wiadomości sugerujące winę polskich pilotów za tragedię z 10 kwietnia. To jest konsekwencja, przed którą ostrzegaliśmy od samego początku. Kierowany przeze mnie zespół wielokrotnie wskazywał, że oddanie Rosjanom postępowania i śledztwa ws. Smoleńska oznacza w istocie zgodę rządu Donalda Tuska na zrzucenie całej winy na polskich pilotów i ewentualnie na osoby lecące tym samolotem. Taki obrót sprawy został przesądzony w pierwszych godzinach po katastrofie.
Co się wtedy wydarzyło?
Donald Tusk łamiąc prawo zgodził się na żądanie rosyjskie, by podstawą postępowania była konwencja chicagowska. Zostało to potwierdzone w porozumieniu prokuratorów polskich i rosyjskich w nocy z 10 na 11 kwietnia. Późniejsza procedura miała na celu utrzymanie w tajemnicy przed Polakami rzeczywistego przebiegu postępowania i śledztwa oraz uniemożliwienie nam obrony dobrego imienia Polski i polskich pilotów.
Manipulowano opinią publiczną?
Nałożenie tajemnicy na wszystkie materiały śledztwa doprowadziło to tego, że media, które chcą w tej sprawie dojść do prawdy, są bezsilne. Natomiast druga strona świata medialnego, korzystając ze sterowanych przecieków, narzuca opinii publicznej jednostronnie rosyjską wersję wydarzeń. Z politycznego punktu widzenia ona jest jedyną możliwą obecnie do przyjęcia.
A jak się ma to do ustaleń Pana zespołu?
Z merytorycznego punktu widzenia wersji rosyjskiej nie da się obronić. Mamy jednak do czynienia ze zorganizowaną akcją godzącą w dobre imię Polski. Ona jest wynikiem porozumienia między władzami Polski i Rosji, o którym wspominałem. Nasz zespół pokazywał wielokrotnie fałsz i obłudę władz i organów państwowych w tej spawie.
O czym Pan mówi?
Są cztery jawne dowody złej woli w związku z badaniem okoliczności katastrofy smoleńskiej. Po pierwsze, przez pół roku niszczono dowód w sprawie, jakim jest wrak polskiego Tupolewa. Uniemożliwiono Polsce zbadanie terenu tragedii z 10 kwietnia. Obecne prace polskich archeologów ze względów choćby meteorologicznych nie mają już sensu. Wciąż nie mamy również dostępu do czarnych skrzynek, znane w Polsce stenogramy zostały zmanipulowane, czego dowiodły badania. Media donosiły również o innych nieprawidłowościach związanych z taśmami. I ostatni dowód, być może najważniejszy - polski rząd od początku dysponuje bezspornym dowodem przebiegu wydarzeń. Dysponuje nim po dzień dzisiejszy.
Co to za dowód?
Mówię o polskim rejestratorze szybkiego dostępu (skrzynce ATM), którego zapisy nie są tajne. Jego upublicznienie pozwoliłoby na precyzyjne i jednoznaczne stwierdzenie przebiegu wydarzeń. Zapis z tego urządzenia od początku znajduje się w polskich rękach. Wciąż jednak nie jest znany społeczeństwu.
Czy bez niego można ustalić prawdziwy przebieg wydarzeń?
Mój zespół wielokrotnie podawał informacje wskazujące na rzeczywisty przebieg wydarzeń z 10 kwietnia. Jak dotąd nie wskazano żadnych przesłanek kwestionujących diagnozy zespołu, który jasno wykazał, że przyczyną katastrofy były błędne informacje na temat podchodzenia do lądowania, a zwłaszcza błędy w pracy wieży kontrolnej na lotnisku w Smoleńsku. Służący w niej Rosjanie podawali błędne dane polskim pilotom, a wcześniej konsultowali się z Moskwą i działali według jej wytycznych. Tu nie może być mowy o jakimś przypadku.
Rozmawiał Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

