Antoni Macierewicz nie musi przepraszać spółki ITI za słowa o związkach tej spółki z wojskowymi służbami specjalnymi PRL i finansowaniu jej ze środków FOZZ – orzekł warszawski sąd. Sprawa dotyczyła wywiadu z byłym likwidatorem WSI w "Rzeczpospolitej". W 2007 roku Macierewicz mówił o tym w rozmowie o raporcie z likwidacji Służb.
"Wywiad podejmował też wysiłki powołania firmy telewizyjnej. Pierwotnie zamierzonym celem tych działań miało być ułatwienie plasowania agentury na Zachodzie. Tak tłumaczył swoje działanie Grzegorz Żemek (prawomocnie skazany w procesie FOZZ - przyp. red.), który na zlecenie wywiadu miał podjąć w tej sprawie rozmowy z firmą ITI i reprezentującymi ją Janem Wejchertem i Mariuszem Walterem. Ważną rolę odegrał w tych działaniach pracujący w Filmie Polskim agent wywiadu, ale relacje były bardziej skomplikowane, bo istotną rolę w operacjach FOZZ odgrywał też Weinfeld, mieszkający w Kalifornii obywatel niemiecki pochodzenia polskiego, który m.in. posiadał przedsiębiorstwo medialne. Weinfeld i Żemek zaangażowali się w przejęcie holenderskiej firmy medialnej SEPP i w tym celu Żemek w imieniu FOZZ przekazał pełnomocnictwa należącej do Andrzeja Kuny firmie Biccarco, która wykupiła akcje SEPP" – napisano w Raporcie.
Dziennikarka "Rzeczpospolitej" zapytała w wywiadzie Antoniego Macierewicza o dowody na poparcie zeznań Grzegorza Żemka znajdujących się w Raporcie.
- Dlaczego zeznania Żemka złożone pod przysięgą przed komisją nie są dla pani wiarygodne? Przypominam: gdyby kłamał, groziłoby mu 8 lat więzienia. A on mówi wyraźnie: były dwie dziedziny wykorzystywane przez wywiad do lokowania agentury na Zachodzie – międzynarodowy obrót produktami rolnymi i media. W związku z tym polecono mu znaleźć ludzi, z pomocą których można było stworzyć koncern medialny. Znał Wejcherta, zwrócił się do niego. Zapytał centralę, czy Wejchert może być. Powiedziano mu, że już z nimi współpracuje i jest dobry. Zaczęli tworzyć koncern medialny – tłumaczył Macierewicz.
Za tę wypowiedź szefowie spółki medialnej podali go do sądu. Sądy prawomocnie oddaliły już pozew Jana Wejcherta, a dwa lata temu Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo ITI, która się odwołała od wyroku. W końcu 2008 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie utrzymał wyrok. W lutym 2010 r. Sąd Najwyższy uznał jednak kasację ITI i nakazał powtórzenie procesu.
Ponowny proces zakończył się oddaleniem pozwu. Sędzia Tomasz Gal uznał, że Antoni Macierewicz nie musiał dowodzić prawdziwości słów o związkach szefów ITI ze służbami, bo jego działanie nie było bezprawne. Sąd uznał, że jako szef komisji weryfikacyjnej miał prawo mówić o ustaleniach raportu, które "powielił w wywiadzie". Sąd ocenił także, iż były wiceminister w rządzie PiS, twórca kontrwywiadu wojskowego, miał też prawo mówić o finansowaniu ITI ze środków FOZZ, bo tylko przypominał to, co wcześniej mówił płk Jerzy Klemba, żołnierz wojskowych służb specjalnych.
żar/Niezalezna.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

