Antoni Macierewicz: O godzinie 10:41:05 Tupolew, który rozbił się w Smoleńsku, znajdował się 15 metrów nad poziomem lotniska. Rozbił się 142 metry dalej, a czarna skrzynka zamontowana w samolocie zakończyła prace 0,4 sekundy później. To są informacje podane przez stronę rosyjską. Jeśli one są prawdziwe, to oznacza, że katastrofa miała miejsce w powietrzu. Do zatrzymania czarnej skrzynki doszło w powietrzu. Jakieś wydarzenie przerwało dopływ do samolotu i jego głównego komputera. Na wysokości 15 metrów doszło właśnie do zatrzymania komputera Tupolewa. To ustalenia rosyjskich ekspertów badających komputer pokładowy. To ustalenia, na których możemy w tej sprawie polegać. Istnieje bowiem daleko idące domniemanie, choć nie pewność, że są one prawdziwe i nie podlegały politycznej obróbce. Te dane możemy uznać za twarde. One mówią, gdzie kiedy i na jakiej wysokości zatrzymał się komputer na skutek braku dopływu energii elektrycznej. To właśnie miało miejsce o godzinie 10:41:05 mniej więcej 20 metrów od szosy w Smoleńsku, na wysokości 15 metrów nad poziomem pasa. Jeśli rzeczywiście tak jest, oznacza to, że katastrofa miała miejsce w powietrzu.
Na razie nie chcę komentować hipotezy, że rządowy samolot uległ rozerwaniu w powietrzu. Prowadzimy analizy, sprawdzamy co się mogło stać. Jednak analizy te będą tylko hipotezami, poszlakami, przesłankami do wyciągania wniosków. Nie dysponujemy bowiem dostępem do wraku. Wyrabiamy sobie opinię tylko w oparciu o zdjęcia. To będzie tylko pośrednie wnioskowanie. Dopóki nie otrzymamy dostępu do wraku, dopóty będziemy zmuszeni do mówienia o hipotezach i poszlakach.
Prokuratura badająca przyczyny katastrofy smoleńskiej nie wykluczyła hipotezy dotyczącej zamachu, jako przyczyny katastrofy smoleńskiej. Opinię taką sformułował prokurator Andrzej Seremet. Wycofał się jednak z niej jego zastępca. Seremet wypowiedział się publicznie w tej sprawie, media jego słowa podchwyciły, natomiast prokurator prowadzący tę sprawę wypowiedział się w tej sprawie cicho, w sposób nie do końca jasny. Jednak z punktu widzenia prawnego hipoteza, że w Smoleńsku doszło do zamachu jest nadal rozpatrywana. Nie ma w tej sprawie nowego planu śledztwa, a to jest konieczne, by hipotezę tę wykluczyć. Nic takiego się nie stało. Na razie mamy do czynienia z medialnymi zachowaniami. Żaden poważny prawnik nie wykluczy badania hipotezy bez analizy najważniejszych dowodów. Nikt natomiast nie badał wraku, oryginałów czarnych skrzynek. Gdy Polacy mieli badać wrak Tupolewa, Edmund Klich – polski akredytowany – wyjechał z Moskwy. Rosjanie powiedzieli natomiast, że polscy eksperci bez obecności Klicha nie mogą uzyskać dostępu do szczątków Tupolewa. Polscy eksperci nie badali tego materiału. Dopóki takich badań nie przeprowadzi się, nie można wykluczyć wersji o zamachu. Gdyby prokuratura to zrobiła, złamałaby kodeks postępowania karnego. On nakazuje jej działanie zgodnie z zasadą bezpośredniości, czyli bezpośredniego dostępu do dowodów, jeśli one istnieją.
Uważam, że badania spektralne, o które wnioskuje mecenas Rafał Rogalski, należy przeprowadzić. Jednak nie znam bliżej tej sprawy. Nasz zespół nie zajmował się kwestią ewentualnego rozpylenia helu w Smoleńsku. Bardzo wysoko cenię mecenasa Rogalskiego. Jego wnioski do tej pory były uzasadnione, ale tej sprawy bliżej nie znam. Na pewno dobrze jest podjąć badania w tej sprawie. Przeprowadzenie ich wydaje się czymś naturalnym. Zresztą nie tylko tych analiz. Niestety jednak mamy sytuację, w której rząd Donalda Tuska na mocy umowy oddał czarne skrzynki Rosjanom. Media o takich sprawach jednak nie mówią, udając, że zadają poważne pytania. Poważnym nie jest pytanie o oddanie czarnych skrzynek. Poważnym jest pytanie o dymisję ministra Jerzego Millera, który podpisał umowę, na mocy której Polska oddała Rosji czarne skrzynki. Jednak media nie są zainteresowane takimi pytaniami, ale młóceniem słomy.
Not. żar
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

