Marta Brzezińska: Jerzy Miller powiedział dziś w TOK FM: „Nie wiem czy były cząsteczki, czy nie było cząsteczek. Nas interesował czy był wybuch. I wybuchu nie było”.

 

Antoni Macierewicz: Można powiedzieć, że ta wypowiedź pokazuje kompetencje pana ministra Jerzego Millera, postawionego na czele komisji państwowej przez Donalda Tuska, którego raport został przez tegoż Donalda Tuska zaaprobowany jako wyraz stanowiska jego i jego rządu. Jeżeli przewodniczącego komisji nie interesuje, czy znaleziono ślady materiałów wybuchowych, które świadczą o eksplozji, i jeżeli twierdzi, że skoro nie znaleziono śladów wskazujących na obecność materiałów wybychowych, to nie było wybuchu, to pokazuje to dramatyczny stan kompetencji ludzi, którzy zajmowali się tą sprawą, albo wysoki stan zakłamania.

 

Jerzy Miller chwali także ogromne zaangażowanie Donalda Tuska.Gdyby nie bezpośrednie zaangażowanie się premiera Tuska, to jestem przekonany, że do dnia dzisiejszego nie mielibyśmy nawet tych kopii kluczowych z punktu widzenia naszej wiedzy o tym co się naprawdę działo” (mowa tu o kopiach czarnych skrzynek). Pan też ma podobną opinię, jeśli chodzi o to niesamowite zaangażowanie Tuska w wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej?

 

Ja chcę przypomnieć, że pan Jerzy Miller, z poręczenia Donalda Tuska i ministra Spraw Zagranicznych, podpisał porozumienie międzynarodowe ze stroną rosyjską w dniu 31 maja 2010 roku, zgodnie z którym czarne skrzynki mają pozostać w Rosji do końca postępowania sądowego. To najlepiej pokazuje fikcyjność wszelkich działań, nie tylko Donalda Tuska, ale także ministra Sikorskiego jeśli chodzi o pozorne gesty co do starania się o zwrot zawłaszczonych i przetrzymywanych bezprawnie przez Rosjan części wraku, czarnych skrzynek i różnych innych dowodów w tej sprawie. Rząd Donalda Tuska, za pośrednictwem Ministerstwa Spraw Zagranicznych i pana Jerzego Millera, wyraził na to aprobatę. Tylko zdecydowane, jednoznaczne i związane z powołaniem komisji międzynarodowej działania mogłyby ten stan rzeczy zmienić po przyznaniu się rządu Donalda Tuska do błędów, jakie wówczas popełniono. Kopie, które przywiózł pan Jerzy Miller charakteryzują się tym, że musiał po nie jeździć trzykrotnie, bo za każdym razem dawano mu tylko fragmenty lub też materiał ze względu na poziom szumu zupełnie nieużyteczny. To najlepiej świadczy o jakości dowodowej materiału, jaki przywiózł. Nie zauważył również, że brakuje 16 najważniejszych sekund w nagraniach, co czyni ten materiał dowodowy bardzo wątpliwym.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska