Portal Fronda.pl: Minister Bartosz Kownacki zapowiedział kilka dni temu, że MON będzie pracowało nad powiększeniem stanu liczebnego armii z obecnych 100 tysięcy do 140, 150 tysięcy. To krok we właściwą stronę?
Gen. Waldemar Skrzypczak: Pomysł jest dobry i trzeba to robić. Jednak skok ze 100 tysięcy do 150 tysięcy nie jest możliwy od razu. To proces wieloletni. Problemem nie jest powołanie poborowych, ale ich wyszkolenie i zrobienie z nich w pełni sprawnych żołnierzy. Trzeba na to od 3 do 5 lat. Kwestią zasadniczą musi być uzupełnienie armii do etatu pokojowego, a więc do 120 tysięcy [tyle wynosi etat pokojowy z woli byłego prezydenta – red.]. Na dzisiaj brakuje w armii 20 tysięcy żołnierzy zawodowych. Narodowe Siły Rezerwowe zostały wliczone do etatu pokojowego w sposób oszukańczy, nieuczciwy dla podatnika [zrobił to minister w rządzie PO-PSL Bogdan Klich – red.]. To było oszustwo, na którym ucierpiała armia. 120 tysięcy to jest to, na co stać państwo polskie. W pierwszej kolejności trzeba uzupełnić jednostki wojsk operacyjnych. Za ministra Klicha skutecznie obcinano ich zdolności. To jest w tej chwili priorytet: 20 tysięcy nowych żołnierzy zawodowych.
Wiceszef MON Bartosz Kownacki mówił, że można sięgnąć po "żołnierzy służby kontraktowej, którzy ze względu na 12-letnią służbę odchodzili lub nie były przedłużone ich kontrakty". Stwierdził, że to "ludzie świetnie wyszkoleni, przygotowani, często po misjach zagranicznych".
Pan minister Kownacki musi wiedzieć, że ludzie, którzy odeszli z armii po 12 latach służby, mają 35, 40 lat. Zostało im tylko po kilka lat efektywnej służby. Czy jest sens po nich sięgać? Czy warto inwestować w żołnierza, któremu zostało tylko kilka lat w linii [służby jako żołnierz bojowy – red.]?
A więc trzeba po prostu wyszkolenia nowego wyszkolenia?
Oczywiście, przy czym chodzi o wojska operacyjne. Nie mam na myśli sztabowców czy logistyki, ale wojsko walczące. Wyobraża sobie pan faceta, który ma 40 lat, biegającego z CK po polu? Warto by było, by ktoś jeszcze raz to przemyślał…
MON mówi też o planie budowy Obrony Terytorialnej. Na razie bez szczegółów, ale sądzi pan, że w jakim kierunku może to pójść?
Obronę Terytorialną trzeba na pewno zbudować, mniej więcej na wzór przedwojennej OT. Mamy wzorce, nie trzeba kombinować, sięgnijmy po przykład sprzed wojny. Trzeba jednak stworzyć jednostki wojsk rezerwowych. Nie OT, ale jednostki rezerwowe. Brakuje nam potencjału operacyjnego. Trzeba stworzyć jednostki rezerwowe, które zostałyby rozwinięte na wypadek wojny, a które będą miały poziom wyposażenia i wyszkolenia zbliżony do jednostek zawodowych. Oceniam, że potrzeba około dwóch dywizji rezerwowych.
NSR nie pokrywają tego zapotrzebowania?
Nie! NSR… Wie pan, co to jest NSR? To było oszustwo.
Wiceminister mówił, że w tych 150 tysiącach miałyby zawierać się także NSR.
Jeżeli etat pokojowy miałby wynosić 150 tysięcy, w tym 10 tysięcy NSR, to się zgadzam. Jeżeli jednak miałoby zostać zrobione to samo, co zrobił Klich, to nie ma to sensu.
Co w takim razie z NSR? Utrzymać w jakiejś formie, zlikwidować?
NSR powinno zostać zlikwidowane już dawno. Potrzeba nam wojsk operacyjnych, jednostek rezerwowych wojsk operacyjnych oraz Obrony Terytorialnej. Nic więcej. NSR powinien na przykład stać się częścią jednostek rezerwowych wojsk operacyjnych, przy założeniu, że będzie się te siły dalej szkolić.
