Jarosław Kaczyński uważa, że aby ruszyć z ofensywą trzeba poczekać aż się skończy Euro 2012, bo teraz nie jest odpowiedni czas na polityczne tego typu działania. Później zaczynają się wakacje i one są naturalnym etapem wyciszenia i mniejszego zajmowania się polityką. Aby więc ruszyć z ofensywą po wakacjach, trzeba wyczyścić przedpole i Jarosław Kaczyński wie, że musi zgasić inicjatywę Zbigniewa Ziobro, która uniemożliwia mu m.in. ruch w kierunku centrum. Jego plan polega na tym, aby postawić kropkę nad „i” i zakomunikować, że polityczna inicjatywa Ziobry się nie udała.

 

Drugi etap działania Kaczyńskiego - w logice, że władza ma media i wszystko inne - to czekanie na czynniki zewnętrzne. On widzi co się dzieje w ekonomii czy gospodarce, gdzie następuje spowolnienie i ma miejsce stopniowa zmiana nastrojów Polaków wobec oceny działań władz czy oceny przyszłości.

 

Elementem jego planu jest bycie główną siłą opozycyjną, choć sporo mediów próbuje spoleczeństwu pokazać, że kontrofensywą dla Tuska jest Palikot, kontrofensywą jest Miller czy Ziobro. Prawda jest taka, że Polacy muszą wybrać między Kaczyńskim i Tuskiem i tego wyboru nic nie zmaże.

 

Nie sądzę, gdy jeszcze tak daleko do wyborów, aby Jarosław Kaczyński miał plan błyskawicznego zgniecenia ekipy rządzącej, doprowadzenia do przedterminowych wyborów. To się raczej nie uda. Trzeba pilnować tego, co już się ma, wzmacniać swój obóz, budować własne kontroferty medialne i szykować się na moment kiedy tąpnie, a Polacy przestaną wierzyć w propagandę sukcesu, wylewającą się z mediów, która niewiele ma wspólnego z ich życiem. Trwać, wzmacniać się, czekać na moment przełomu i zmianę nastrojów społecznych – podkreśla Karnowski.

 

Not. Jarosław Wróblewski