Nowa Rada Etyki Mediów zainaugurowała wczoraj działalność. Nominacje jej członkom wręczył Juliusz Braun, prezes TVP, która przejęła przewodniczenie Konferencji Mediów Polskich (ciało, które wybiera REM). Nominacji nie przyjęła Magdalena Bajer, która była szefową Rady od 1996 r., czyli początku jej istnienia.
Magdalena Bajer:
Powody mojej rezygnacji są zasadnicze, ale – co podkreślam - nie są to powody polityczne. Są to powody wynikające z fundamentalnej różnicy moich zapatrywań na kondycję mediów i w związku z tym na zadania Rady Etyki Mediów. Różnice te zarysowały się między mną a nowym przewodniczącym Rady p. Ryszardem Bańkowiczem i większością kolegów z Rady.
Mój pogląd jest taki, że wiele mediów i często – choć zastrzegam, że nie wszystkie i nie zawsze – porzuca swoje główne zadanie, jakim jest wg mnie opisywanie świata i tworzenie dla odbiorców obrazu świata, komentowanie tego, co się dzieje. Część mediów tego zadania nie wypełnia, natomiast stanowi pewną siłę polityczną, a praktycznie polega to na tym, że ekscytują odbiorców incydentami, które można by zmarginalizować a może czasem i pominąć.
Media te kreują rzeczywistość przez wypaczanie tego obrazu; poszczególne informacje mogą być prawdziwe, jednakże obraz świata może być zafałszowany. Jeżeli się marginalne zjawiska bardzo eksponuje, bardzo je rozdyma, to one zaczynają sprawiać wrażenie głównego nurtu życia. Moje przekonanie jest takie, że w sytuacji, jaka jest obecnie, Rada Etyki Mediów powinna się starać (nie wspominając o bieżących sprawach jak np. korespondencja, na którą trzeba odpowiadać) inicjować jakąś debatę o zadaniach mediów. Nie tylko o przekroczeniach, ale i o zadaniach mediów, o dylematach wynikających z wykonywania tych zadań itd. Wydawało mi się, że jak będzie większa liczba członków Rady, to da się to zrobić i przy okazji uporać się z bieżącymi sprawami.
Koledzy jednak tak nie uważają. Wczoraj p. Ryszard Bańkowicz powiedział coś takiego, z czym ja się właśnie nie zgadzam. Powiedział mianowicie, że Rada będzie sojusznikiem dziennikarzy. To mało znaczy wg mnie. Oczywiście, że trzeba być sojusznikiem przyzwoitych dziennikarzy, to jest jasne. Pan Bańkowicz dodał także, że nie będzie dyktować mediom i dziennikarzom, co mają ogłaszać a czego nie mają - media takie są i trudno.
Kierując Radą przez 15 lat oczywiście zdaję sobie sprawę, że waliłam głową w ścianę, ale przynajmniej ze wszystkimi członkami Rady. Przez cztery kadencje była absolutna solidarność przy niejednokrotnie dużych różnicach zapatrywań na różne sprawy, jednakże gdy się odzywaliśmy to jednym głosem.
Boję się, że obecnie w działaniach Rady będzie miała miejsce tylko taka korekta incydentalnych przewinień, ktoś tam użyje epitetu to mu się zwróci uwagę itp.
Natomiast co to znaczy „dyktować”, jak powiedział p. Bańkowicz? Może użyjmy słów dotyczących opisywania tego, co media powinny robić a czego nie powinny. No bo właśnie po to jest Rada, tak ja uważam – mogę się mylić, ale powtarzam - mojego przekonania na razie nic nie zmieni.
Skuteczność w tym zagadnieniu jest osobną sprawą. Wczoraj żegnając się z członkami Rady powiedziałam, że życzę im dobrej współpracy, natomiast owoce będą późno, bo to jest ciągle jeszcze zasiewanie - coś czasem wprawdzie kiełkuje, ale owoce będą niezbyt obfite i późno.

