Zaintrygował mnie jeden bon mot w sprawie Grzegorza Schetyny zaintrygował – lepiej dla tego polityka być nikim w Platformie niż kimś ważnym w więzieniu.

Oczywiście mogę w tej sprawie tylko spekulować. Błędnymi wydaje mi się ton, z którego miałoby wynikać, że Donald Tusk ma na Schetynę jakieś haki i ta postawa Schetyny żenująca i poddańcza w obliczu utraty wszelkich wpływów i stanowisk jest wynikiem świadomości, że wódz ma na niego jakieś papiery i on nie może wodzowi za bardzo podskoczyć bo wtedy wódz te papiery uruchomi. Oczywiście może być tak, że Donald Tusk wszedł w posiadanie papierów opisujących, albo działania Schetyny, albo jego bierność w obliczu jakiś wątpliwych reakcji w okresu kiedy był ministrem spraw wewnętrznych. To by pewnie zahaczało o sprawę informatyzacji. Jeśli tak się stało to nie z powodu zapobiegliwości Tuska, czy jego troski o stan państwa, tylko po prostu służby się wzięły ostro za robotę i mu te papiery dostarczyły. Czy to by starczyło na skazanie? Tego nie wiem. Tu też nie możemy mieć pewności.

Jest jednak pewien problem. Uważam, że gdyby tak miało być to by to było strasznie ryzykowne z punktu widzenia Donalda Tuska dlatego ta sprawa, gdyby się okazała sprawą kryminalną i sięgająca samego ministra to siłą rzeczy uderzałaby również w Tuska. Tego się nie da po prostu oddzielić. Schetyna był wtedy ministrem u Tuska, Schetyna był wtedy jego bardzo zaufanym człowiekiem i nie miał żadnych wątpliwości co do jego rzetelności i sposobu jego działania. Przy takiej kondycji PO jaki dzisiaj, mam również na myśli kondycję medialną i przy tym jak jednak coraz silniejsze są media opozycyjne – taka jest prawda – ta sprawa by zbyt dużym rykoszetem uderzała w samego Tuska by on chciał to wykorzystać lub żeby Schetyna mógł na serio myśleć, że Tusk to wykorzysta.

Zachowanie Schetyny wykazuje zatem objawy syndromu sztokholmskiego.

Tak. Mnie to też zaskakuje. Moim zdaniem to jest konsekwencja jego wcześniejszych decyzji. W polityce jeżeli się nie uderzy w odpowiednim momencie, nie zdecyduje się pójść własną drogą to potem nie ma już odwrotu od tej sytuacji i może być o raz gorzej. Można różne rzeczy mówić jak sobie poradził z tym zadaniem Jarosław Gowin. Sądzę, że on także zaczął robić swoją robotę indywidualną zbyt późno, ale nie ma wątpliwości, że od samego początku szedł na zwarcie, nie ukrywał tego i nie bał się tego mówić. Gowin i Schetyny są ciekawi do porównania. Z jednej strony jest Grzegorz „zniszczę Cię” Schetyna, człowiek o zasłużonej opinii bezwzględnego mahera, który jest w stanie każdego wykończyć bez żadnych sentymentów, pognębić, zlikwidować w partii i okazuje się, że w momencie próby dla niego samego jest miękką szmatką. Nie ma w nim nic ze stanowczości, kapituluje, kładzie uszy po sobie. Z drugiej strony mamy Gowina, który jest spokojny, mało konfrontacyjny, wręcz flegmatyczny, bez specjalnej charyzmy a postanowił rzucić wyzwanie wodzowi. I był w tym konsekwentny aż do wyjścia z partii i założenia własnego ugrupowania. Na tych działaniach wyszedł lepiej Gowin przy wszystkich problemach, które mogą przed nim stanąć otworzył sobie jednak okienko możliwości. Ma jakąś szansę stoi przed jakimś wyzwaniem, musi się starać temu wyzwaniu sprostać. Ale na pewno nikt rozsądny nie powie o nim w tej chwili, że już został pokonany i jest po nim. Natomiast bardzo dużo osób mówi tak teraz o Schetynie.

Ale co jeśli Gowin przegra wybory jakie przed jego ugrupowaniem? A Schetyna przezimuje i powróci jeszcze do wielkiej polityki.

Podkreślam, że mówię o dniu dzisiejszym. To się może zmienić, gdy będzie widać już jakąś tendencję. Jak się jest politykiem to chyba lepiej jest przegrać w walce niż przegrać bez walki będą jeszcze gdzieś tam kopanym pod progiem czy pod ścianą. Nawet jeśli Gowin przegra to przynajmniej nie zostanie zapamiętany jako ktoś słaby. To ma znaczenie także pragmatyczne, ponieważ daje lepszą bazę wyjściową na przyszłość. Nie zostanie zapamiętany jako mięczak, który nic nie zrobił tylko jako facet, który coś zaproponował i coś próbował zrobić. Może mu nie wyszło, ale poszedł za swoimi poglądami. A z czego może zostać zapamiętany Schetyna? Z wewnątrzpartyjnej nawalanki.

Czyli niezależnie od dalszego rozwoju sytuacji Gowin będzie miał jakąś pozycję w polityce, czy chociaż życiu publicznym, a Schetyna ogląda swój własny koniec polityce?

Na to wygląda. Gdyby Schetyna chciał założyć coś własnego teraz to jaka będzie jego wiarygodność? Jedyny powrót Schetyny jaki można sobie wyobrazić to przejęcie przez niego całej Platformy. To jeszcze można sobie ciągle wyobrazić, tyle że Schetyna ma teraz bardzo mało argumentów instytucjonalnych by obdarowywać ewentualnych swoich popleczników.

Rozmawiał Tomasz Rowiński