Wybuchające petardy i kamienie lecące w stronę policjantów. Manifestacja zorganizowana kilka dni temu w Sosnowcu zakończyła się starciami z policją. Zatrzymano 14 osób. Dwóch policjantów jest niegroźnie rannych. Protest odbył się w związku ze śmiercią 23-latka, który zmarł po interwencji policji. Zdaniem rodziny, do tragedii doszło z powodu nieprofesjonalnej interwencji funkcjonariuszy.
- To jest przesada. Nie mówiąc o tym, że próbowali wmówić, że sam się zaczął bić. Wstrzyknęli mu jeszcze coś, co go kompletnie dobiło. Na izbie zamiast chodzić koło niego, to chodzili po nim- twierdzą uczestnicy manifestacji
Kolejny protest. Tym razem podwarszawskie Legionowo. Scenariusz podobny. Umiera 19-latek podczas interwencji policji. W czasie manifestacji doszło do zamieszek, w których ucierpiało siedem osób, z czego sześć to policjanci. Zatrzymanych zostało ośmiu uczestników demonstracji.
Do tego głośny protest zza Oceanu z ubiegłego roku. Co najmniej 61 aresztowanych, podpalone budynki i auta, splądrowane sklepy to bilans zamieszek, które wybuchły w w Ferguson w USA, gdy białemu policjantowi nie postawiono zarzutów w sprawie zastrzelenia czarnoskórego nastolatka.
Trzy pozornie podobne sytuacje. Demonstracje antypolicyjne. Jaka jest ich przyczyna, czy mogą przerodzić się w poważniejszy przewrót?
„Po pierwsze, myślę, że policja od dobrych paru lat daje wiele powodów do tego, żeby nawet osoby które jej bronią, straciły do niej zaufanie. Ja jestem jedną z takich osób” – komentuje specjalnie dla Frondy Łukasz Warzecha.
„Dużo różnych zdarzeń, zachowań policji np.: z Marszu Niepodległości, przekonuje mnie, że sprawa nie jest taka prosta.”- dodaje.
Odwołuje się również decyzji zero tolerancji, którą głosił szef nowojorskiej policji William Bratton. Odnosiła się nie tylko do przestępców, ale i do policjantów, co do których są uzasadnione podejrzenia przekroczenia uprawnień.
„Chodzi o kwestię obustronnego zaufania pomiędzy policją a obywatelami. Jeżeli policja nie będzie stanowczo wyrzucała z szeregów ludzi, którzy nie dają sobie rady, są skorumpowani, przekraczają uprawnienia, to nie będzie miała wsparcia od strony obywateli, a tym samym nie będzie skuteczna. W Polsce na ogół dzieje się tak, że policjant, który przekracza uprawnienia nie ponosi żadnych konsekwencji, wręcz jest chroniony absolutnie za wszelką cenę.” – mówi Warzecha.
„W Polsce panuje powszechne przekonanie o nieskuteczności policji. Skutkuje to tym, że ludzie, którzy powinni się bać stróżów prawa, mają skłonność do wszczynania zamieszek. Nie mają obaw przed policją” – dodaje. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy są nieskuteczne policyjne interwencje, z których często tworzone są filmy i rozpowszechniane w sieci. Najnowszym z nich jest obraz dotyczący sytuacji, w której dwóch policjantów przyjeżdzających na interwencję nie jest w stanie pomóc napadniętemu i bitemu człowiekowi.
Łukasz Warzecha podnosi również kwestię braku odpowiednich metod odziaływania przez policję. „Jedną z dwóch metod jest ucieczka – policja daje się pobić, odebrać sobie broń. Drugą jest sytuacja, w której policja pozwala sobie na zbyt brutalne działania, nieadekwatne do sytuacji. Tym samym nie ma żadnych pośrednich metod.”
Za przyczynę takiej sytuacji dziennikarz podaje dramatyczne niedoszkolenie policji.
„Policjanci odbywają nieliczną liczbę strzelań w przeciągu roku (na poziomie maksymalnie 50 nabojów wystrzeliwanych przez zwykłego policjanta, podczas gdy przeciętny amator strzelania tyle naboi potrafi zużyć w przeciągu tylko jednego tygodnia). Po drugie fatalne wyspożanie, brak jakichkolwiek środków przymusu bezpośredniego, które byłyby pomiędzy użyciem broni a biernością. Można wziąć przykład z policji z Kanady lub ze Stanów, która jest wyposażona w profesjonalne paralizatory elektryczne. W wielu sytuacjach w Polsce taka broń mogłaby być dobrym rozwiązaniem.” – twierdzi.
Kolejnym powodem, który podaje dziennikarz tygodnika „Wsieci” jest narastająca frustracja ludzi.
„ Ludzie są przekonani, że policja sama nie załatwi problemu, a przez to, że policja nie ma pośrednich reakcji, są bardziej ośmieleni, żeby wczynać zamieszki. Sama policja nie jest w stanie poradzić sobie z takimi reakcjami.”
Łukasz Warzecha uważa, że może to być prowokacja, jednak lokalna, dotycząca miejscowych „bandziorków”, którzy mają na pieńku z policją.
„Zawsze wówczas pojawiają się w takich miejscach, żeby po prostu powalczyć sobie z policją. Raczej nie są to osoby z kręgu bliskich nieżyjącego chłopaka. Mam nadzieję, że przynajmniej śledztwo w sprawie śmierci będzie rzetelne, ponieważ uważam, że dużą odpowiedzialność ponosi policja. Mam niebezpodstawne obawy, że jednak funkcjonariuszom nie spadnie włos z głowy. Co najwyżej może przejdą na wcześniejszą emeryturę. Chyba że zostaną im przedstawione zarzuty o naturze karnej.”
Na pytanie o podobieństwa zamieszek antypolicyjnych wybuchających w Polsce, do tych z USA w mieście Ferguson, kiedy policjant zastrzelił czarnoskórego, 18 - letniego Micheal’a Browna, odpowiada, że mimo pozornie podobnej sytuacji, sytuacja społeczna jest kompletnie nieporównywalna.
„W Stanach spotykamy się ze zjawiskiem większej przestępczości wśród czarnych, niż białych i panuje autorytet policji. Zupełnie również inaczej działają organizacje policyjne (nie ma jednej ogólnokrajowej policji). Do tego inny kontekst kulturowy i inne tradycje policyjne, pilnowania porządku.”
Czy frustracja młodych osób może być prognozą większej rewolucji?
Dziennikarz jest wobec tego sceptyczny i uważa, że w Polakach, nie wyłączając młodych, nie ma potencjału do autentyczego siłowego buntu. „Młodzi Polacy, którzy nie mogą sobie tu poradzić, zamiast zaczynać burdę, spakują swój bagaż i wyjadą. Tak się objawia współeczesnych bunt Polaków.” - podsumowuje.
Rozmawiała Karolina Zaremba
