Paweł Piskorski dziś spekuluje, kto mógłby być następca Donalda Tuska w PO. I podaje dwie zupełnie niepoważne propozycje Hannę Gronkiewicz-Waltz i Ewę Kopacz.

Myślę, że nikt ich – poza być może nimi samymi poważnie nie traktuje jako alternatywy dla Tuska. Przede wszystkim dlatego, że co by o Tusku nie mówić to jest przywódcą, posiada pewne cechy, które są u przywódcy konieczne. To się trochę stępiło w ostatnim czasie, ale wciąż potrafi mówić do ludzi, potrafi wciąż złapać z nimi pewien kontakt. Ani Hanna Gronkiewicz Waltz, ani Ewa Kopacz do takich osób nie należą – są kompletnie drewniane.

Sądzę natomiast, że sam Tusk się zastanawia kto mógłby po nim przejąć partię, bo myślę, że on ma dla siebie plan długodystansowy i nie sądzę żeby był on zakorzeniony w Polsce. Myślę, że w dłuższej perspektywie wyobraża on sobie siebie na jakimś międzynarodowym stanowisku, które zresztą być może dostanie. Na pewno będzie to jakieś stanowisko bez znaczenia praktycznego. W Unii Europejskiej jest dużo takich stanowisk – poza może Komisją Europejską.

W tej chwili żadnego naturalnego kandydata nie ma – Gowin odszedł, Schetyna nie jest człowiekiem z charyzmą, a jego przyszłość jest także niepewna. Jednak natura nie znosi próżni a zatem ktoś prędzej czy później się pojawi, zwłaszcza, że Tusk się zużywa i on sam ma tego świadomość. Dla niego opłacalne będzie odejść w momencie kiedy będzie w kraju jeszcze dużo znaczył, bo wtedy więcej ugra dla siebie samego. Tusk trochę podobnie jak Kaczyński wyczyścił pole zupełnie. Dlatego trzeba teraz poczekać.

Natomiast w naprawdę długiej perspektywie może mógłby to być Rafał Trzaskowski – patrząc po ludziach w dzisiejszym rządzie. Nie jest jeszcze człowiekiem sprawdzonym, ale być może ma cechy które go predystynują do przywództwa.

not. ToR