I choć umowa obowiązywała zaledwie parę godzin, pociągnęła za sobą lawinę wydarzeń, które dziś w istotny sposób zmieniają światowy porządek. To nie pierwszy raz, gdy Radosław Sikorski popchnął wydarzenia naprzód, ale tym razem nie sposób nie zauważyć, że Polak staje się polityczną gwiazdą, jakiej Europa Środkowa nie miała od lat 90., kiedy to świat wsłuchiwał się w Vaclava Havla, czy Lecha Wałęsę” - można przeczytać w najnowszym numerze czeskiego tygodnika Respekt. Okładka idzie jeszcze dalej, ukazując naszego szefa MSZ jako... „nowego lidera Europy”.

Po okładce czeskiego tygodnika trzeba było powiększyć gabinet ministra Radosława Sikorskiego, bo ego przestało się mieścić i drzwi nie można było zamknąć. To byłby najkrótszy, żartobliwy komentarz, jaki napisałem na Twitterze” - mówi w rozmowie z Fronda.pl Łukasz Warzecha, autor wywiadu-rzeki z Sikorskim pt. „Strefa zdekomunizowana” (książka ukazała się w 2007 roku).

Nie mam pojęcia, czym kierowała się redakcja Respektu, uznając Sikorskiego za nowego lidera Europy. Nie znam też w całości tego tekstu, więc nie wiem, jakie uzasadnienie podano. Patrząc z polskiego punktu widzenia, można powiedzieć tylko tyle, że to jest po prostu śmieszne. Myślę, że wszyscy, którzy znają Radosława Sikorskiego (i mam tu na myśli komentatorów polskiego życia politycznego ze wszystkich stron, a także jego partyjnych kolegów, którzy oficjalnie mówią oczywiście to, co muszą, ale już nieoficjalnie – coś zupełnie innego), doskonale zdają sobie sprawę z tego, że Sikorski żadnym liderem Europy nie jest” - ocenia Warzecha.

Zdaniem publicysty, minister ma pewne cechy osobowościowe, które powodują, że kimś takim, jak na przykład Vaclav Havel nigdy nie zostanie. „Jedna z tych cech to właśnie wspomniane przeze mnie, nadmiernie rozdęte ego i poczucie własnej ważności. Można zapytać, czym konkretnie objawia się to przywództwo Sikorskiego. Sięgając pamięcią kilka lat wstecz, do czasów, kiedy Sikorski został szefem MSZ, prawdę mówiąc, kryzys ukraiński był jedynym momentem, kiedy można było powiedzieć, że robił on dokładnie to, co polski minister spraw zagranicznych robić powinien. I tak też się zachowywał” - mówi Warzecha. I dodaje, że od tego do przywództwa w Europie jest jeszcze daleka droga.

Warzecha docenia fakt, że szef MSZ znalazł się w grupie, która negocjowała, jak się późnej okazało – chwilowe, złagodzenie konfliktu na Ukrainie. „Świetnie, ale to absolutnie nie oznacza przywództwa. Trzeba rozumieć, że jeżeli mówimy o przywódcy, o kimś, kto w dyplomacji ma poważną wizję, to należałoby oczekiwać, że ten ktoś wystąpi z jakąś nową koncepcją. Od razu przychodzą mi tu na myśl projekty śp. Lecha Kaczyńskiego, który taką strategiczną wizję miał, a którą Sikorski całkowicie zdemontował. W ogóle jej nie kontynuował, demontując wszystko to, co po niej zostało. Osobiście, nazwałbym go raczej antyliderem, aniżeli liderem Europy. To właściwie wszystko, co można powiedzieć na temat okładki Respektu” - konstatuje publicysta.

I dodaje, że oczywiście, chętnie przeczytałby tekst tygodnika w całości. „Ciekaw jestem, czy redakcja opiera się na jakichś nieporozumieniach, słabym poinformowaniu o tym, jak wygląda życie polityczne w Polsce, przeinaczeniach... Jedno jest pewne – Radosław Sikorski jest dobry w robieniu samemu sobie PR'u, nie tylko w Europie, ale również w Stanach Zjednoczonych, dzięki różnym znajomościom, wizerunkowi wykształconego, czarującego światowca, dzięki żonie. W PR jest bardzo dobry, być może okładka „Respektu” to jeden z jego elementów” - ocenia Warzecha.

Not. MBW