Dlaczego Cieśla został okrzyknięty bohaterem? - Bo w przeciwieństwie do niektórych dziennikarzy nie włączyłem kamery i nie robiłem "gorącego newsa". Bo nie zacząłem zdawać do mojej redakcji relacji na żywo stojąc nad ciałem pułkownika Przybyła. Bo zamiast tego zainteresowałem się człowiekiem i sprawdziłem czy żyje - odpowiada dziennikarz.
Cieśla przyznaje, że jego zachowanie nie jest żadnym bohaterstwem, a pierwszą pomoc rannemu człowiekowi - mimo niewielkiej wiedzy teoretycznej w tym zakresie - uznał za jedyny właściwy ruch w tamtym momencie. - Szkoda, że normalność zaczyna urastać do rangi czegoś niespotykanego - komentuje dziennikarz "Głosu Wielkopolski".
Dziennikarz nie szczędzi gorzkich słów pod adresem tych, którzy nie kwapili się do pomocy rannemu prokuratorowi. - Postawa innych pracowników mediów, którzy nie zważając na okoliczności, "grzali newsa" i nie odpowiadali na moje prośby o pomoc, to podłość. A chodziło tylko o to, by przewrócić na bok leżącego twarzą w kałuży krwi prokuratura. Wiem, że ci którzy nie pomogli, teraz tłumaczą się, że są nauczeni, by w takiej chwili robić materiał. I że przecież wszyscy nie mogli rzucić się na pomoc - pisze Cieśla.
Na koniec dziennikarz przypomina słowa Ryszarda Kapuścińskiego, który twierdził, że do tego, żeby uprawiać dziennikarstwo, przede wszystkim trzeba być dobrym człowiekiem. - Myślę, że to stwierdzenie dotyczy także operatorów kamer, prezenterów oraz innych pracowników mediów... - konstatuje Cieśla.
eMBe/GłosWielkopolski

