Bogumił Łoziński, "Gość Niedzielny": List ojca Ludwika Wiśniewskiego jest na pewno wyrazem głębokiej troski o Kościół w Polsce. To przecież człowiek, który całe swoje życie wiernie temu Kościołowi służył. W tym kontekście oceniam go pozytywnie. Nie wszystkie jednak elementy diagnozy ojca Wiśniewskiego podzielam. Nie podobają mi się również jego propozycje wyjścia z przedstawionych problemów.

Rzeczywiście w polskim Kościele istnieje problem przywództwa oraz "twarzy". Jednak na świecie coraz częściej dochodzi do głosu system kolegialny. To on obecnie dominuje. Jeśli więc nie ma rzeczywistego autorytetu w Kościele, na siłę go nie stworzymy. Po prostu Episkopat musi nauczyć się funkcjonować kolegialnie i budować jedność nie skupiony wokół autorytetu jednej osoby, ale jedności biskupów. To obecnie właściwa droga.

Część diagnoz ojca Wiśniewskiego jest słusznych. Mam na myśli na przykład nie załatwienie do końca sprawy lustracji, zawieszenie jej w próżni. Nie wykorzystano tej sprawy do oczyszczenia pamięci i uporządkowania aksjologicznego życia społecznego. To jest kwestia nie tylko dotycząca Kościoła, ale całego społeczeństwa. Nie wiadomo dziś, kto jest bohaterem, a kto zdrajcą, bo każdy powołuje się na inne wartości. Kościół mimo oczekiwania nie jest punktem odniesienia w tej sprawie, nie mogąc sobie poradzić ze swoją przeszłością.

Myślę również, że ojciec Wiśniewski demonizuje Radio Maryja. Z nim przez długie lata rzeczywiście był problem. Ale mam wrażenie, że od kilku lat jest lepiej, zaangażowanie jest mniejsze. Dla ojca Wiśniewskiego niedopuszczalne jest również, że biskupi drukują artykuły w "Naszym Dzienniku". Nie zauważa on natomiast, że są biskupi drukujący w "Gazecie Wyborczej", która otwarcie zwalcza nauczanie Kościoła i się z nim nie zgadza. To jest według mnie jeszcze większy, jeśli nie równy, problem.

Droga do uzdrowienia polskiego Kościoła, którą wskazuje ojciec Wiśniewski, jest moim zdaniem zupełnie nieskuteczna. Głosu w imieniu Kościoła nie mogą zajmować jakieś zespoły. Przy biskupach są powoływane zespoły zajmujące się różnymi sprawami. One nie przebiły się do opinii publicznej. Głos, który przebija się do społeczeństwa, musi być głosem autorytetu. To musi być głos struktur do tego ustanowionych, czyli Episkopatu i poszczególnych zespołów, które już istnieją. One mają autorytet i są słuchane. Trzeba je po prostu zaktywizować. Jeśli one coś powiedzą, to jest to głos Episkopatu, a nie jakiegoś tam ciała, z którym można polemizować.

Zgadzam się natomiast z ojcem Ludwikiem Wiśniewskim, że istnieje podział wśród polskich biskupów, że jest kakofonia głosów, brak jedności w sprawach mniejszej wagi. Niewątpliwie Kościół powinien się nad tym zastanowić i zrobić agendę celów i ich realizacji.

Księża powinni się angażować w życie społeczne i nawet polityczne, ale obecnie często robią to, popierając konkretne partie. Kościół powinien być o wiele aktywniejszy w życiu publicznym, ale nie w życiu partyjnym. I tu jest również problem polskiego Kościoła.

Not. żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »