Los widzących po zakończeniu objawień w Fatimie
Visconte di Montelo był tylko jedną z setek osób, które przychodziły do domów wizjonerów. Te ciągłe wizyty były prawdziwą udręką dla dzieci, które nigdy nie przyzwyczaiły się do roli «gwiazd», o których mówiła cała Portugalia. Gdy tylko mogły, uciekały do grot na stoku góry, by tam modlić się i czynić pokutę.
kaplica_objawienCova da Iria przyciągało niezliczonych pielgrzymów, którzy przybywali na to święte miejsce, by zanosić swe modlitwy i prośby Maryi. Sytuacja ta stała się nie do zniesienia dla lokalnych władz, które uciekały się wręcz do prowokacyjnych gestów. Pewnej nocy na przykład zniszczono drewniany łuk zwieńczony krzyżem, wzniesiony na miejscu objawień. Rozeszła się także wiadomość, że wycięto dąb, na którym ukazywała się Madonna.
Łucja natychmiast pobiegła do Cova i z ulgą stwierdziła, że wycięto jakieś drzewo oliwkowe, a nie dąb. Na dodatek okolica była ciągle patrolowana przez żołnierzy, którzy czasami straszyli dzieci mówiąc, że je zabiją.
Również proboszcz Fatimy zaczął okazywać swe niezadowolenie z sytuacji, która wymykała się spod jego kontroli. Pewnego dnia zarzucił Łucji: «I cóż z tego, że te tłumy padają na kolana w jakichś dzikich zaroślach, gdy tymczasem Bóg Żywy, Bóg naszych ołtarzy w Przenajświętszym Sakramencie pozostaje sam, opuszczony w tabernakulum. Po co te pieniądze, które ludzie zostawiają tam pod dębem, skoro nie można ukończyć budowy kościoła z powodu braku pieniędzy».
Na domiar złego matka Łucji ciężko zachorowała. Dziewczynka musiała znosić wyrzuty starszych sióstr, które oskarżały ją o to, że przyczyniła się do choroby Marii Rozy, i rzucały jej wyzwanie, wysyłając ją do Cova da Iria, by poprosiła Madonnę o uzdrowienie matki. Jakże wielki musiał być ból Łucji oskarżanej o spowodowanie cierpień matki! Dziewczynka płacząc pobiegła na wzgórze i błagała Madonnę o uzdrowienie rodzicielki, obiecując, że jeżeli spełni jej prośbę, będzie przychodzić na kolanach do dębu objawień przez dziewięć dni. Po trzech dniach matka poczuła się nagle lepiej i wkrótce wróciła całkowicie do zdrowia.
Tymczasem dzieci zaczęły uczęszczać do szkoły w Fatimie posłuszne Matce Bożej, która poleciła im nauczyć się czytać i pisać. Idąc rankiem do Fatimy wstępowały do kościoła, by pomodlić się przed Najświętszym Sakramentem. Franciszek często zostawał w kościele, tłumacząc dziewczynkom: «Idźcie do szkoły, a ja zostanę tutaj z Chrystusem ukrytym. Nie ma sensu, bym chodził do szkoły, skoro już niedługo pójdę do nieba». Spędzał tam całe przedpołudnie pocieszając «Chrystusa, który jest taki smutny» i modląc się w intencji tych wszystkich, którzy go o to prosili: Po lekcjach dzieci wracały do swoich domów i wykonywały drobne prace zlecone im przez rodziców. Łucja nie pasała już trzody, gdyż matka zmuszona była ją sprzedać; zostawiła jedynie trzy owce, które trzymano w zagrodzie. Wieczorami uczyła się więc szycia i tkactwa. Jakże nie przywołać w tym miejscu słów Ewangelii według Marka dotyczących dzieciństwa Jezusa w Nazarecie: «Potem poszedł z nimi... i był im poddany. ... Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i ludzi» (Mk 2, 51-52). Proste i święte życie widzących z Aljustrel było nieustanną modlitwą i hymnem wznoszonym do Boga.
Tymczasem skończyła się I wojna światowa i w zrujnowanej Europie zapanował pokój. Niestety, w Portugalii wybuchła epidemia grypy, która dziesiątkowała wycieńczoną, kryzysem wojennym ludność. Pod koniec 1918 r. także Hiacynta i Franciszek, wraz z cała rodziną, zapadli na grypę. Ojciec - jedyna osoba, która nie uległa grupie musiał opiekować się chorą żoną i całym potomstwem. Łucja odwiedzała kuzynów nie myśląc nawet, że mogłaby się zarazić. Wkrótce u Hiacynty i Franciszka do grypy dołączyło się zapalenie płuc i dla dwojga dzieci zaczęła się ziemska Kalwaria. Choroba była dla nich jeszcze jedną okazją do umartwiania się oraz ostatnim etapem życia, który miał je doprowadzić do niebiańskiego spotkania z Chrystusem i Jego Niepokalaną Matką.
źródło tekstu: http://www.mbf.archidiecezja.lodz.pl/index.php/przeslanie-fatimskie/50-los-widzacych-po-zakonczeniu-objawien
oprac.MP
