Jeremy Swain, szef Thames Reach, jednej z największych brytyjskich organizacji charytatywnych, opowiada, że był wstrząśnięty nędzą w jakiej żyją bezdomni imigranci z nowych krajów członkowskich UE. Stanowią oni więcej niż ¼ bezdomnych w Londynie.
- Widzieliśmy bezdomnych Polaków w północnym Londynie, przyrządzających na grillu szczury. Gryzonie w Londynie są naszpikowane toksynami. Ryzyko dla zdrowia jest więc ogromne – wspomina Swain.
Obóz, będący domem dla polskich imigrantów został zamknięty w marcu. Megan Stewart z Thames Reach znalazła nowe miejsce ich koczowania. Odwiedziła je trzy razy i zastała tam ludzi jedzących ugotowane szczury. Opiekali je wcześniej nad ogniem albo gotowali w garnku. - To najgorsza rzecz, jaką widziałam, podczas 30 lat pracy z bezdomnymi – podsumowuje kobieta.
Przepisy w Wielkiej Brytanii pozostawiają otwartą furtkę do wyzyskiwania bezdomnych imigrantów. Jeden z bezdomnych mężczyzn wspomina, że był zatrudniony przez lokalną hurtownię monopolową do rozładowywania dostaw. Należność wypłacano mu w ... trzylitrowych butelkach jabłkowego wina, które zawierały 22 jednostki alkoholu. To dawka pięć razy większa niż limit dzienny dla człowieka.
- Alkohol jest tu mordercą – mówi Swain. Wspomina, że bezdomni piją koncentrat do mycia rąk, który kradną ze szpitali. - Zawiera 70 proc. alkoholu. Jeśli się go nie wymiesza z odpowiednią ilością wody, jest śmiertelnie trujący – ostrzega.
- Myślę, że to jasne – powrót do domu albo do pracy to najlepszy pomysł w tej sytuacji – mówi doradca burmistrza d/s mieszkań, Richard Blakeway.
Thames Reach współpracuje także z polskimi organizacjami charytatywnymi. Dzięki finansowemu programowi rządowemu pomaga bezdomnym Polakom wracać do kraju. Są oni najpierw poddawani leczeniu umożliwiającemu walkę z nałogiem, a następnie kontaktuje się ich z rodziną i przygotowuje do podjęcia pracy w Polsce.
eMBe/Interia/TheGuardian.co.uk
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

