Marta Brzezińska: Niemal co dzień pojawiają się kolejne szokujące doniesienia w sprawie małej Madzi. Gazety rozpisują się o poszukiwaniu informacji w sieci o cenach trumienek, dziś czytam doniesienia, jakoby rodzice dziewczynki byli na bieżąco informowani o każdym kolejnym kroku podejmowanym przez prokuraturę. Co o tym wszystkim myśleć?

 

Dariusz Loranty: To, o czym rozpisują się szeroko gazety to są rozmaite hipotezy, których wiarygodność trudno zweryfikować. Wyrwane z kontekstu. Logika przebiegu przestępstwa ma pewną mechanikę, którą można dość łatwo przewidzieć. Kiedy matka relacjonowała napad, w którym rzekomo miano jej odebrać dziecka, to znając tę logikę od razu wiedziałem, że nie mówi prawdy. Na podstawie takich materiałów można dedukować możliwy przebieg sprawy.

 

Więc jak mógł wyglądać przebieg?

 

Na obecną chwilę wciąż nie wiemy, jak przebiegała śmierć dziecka. Nie jest wyjaśniona kwestia udziału innych osób prócz matki, która według mnie przyjmuje na siebie część winy, że tylko ona była przy śmierci dziecka lub tylko się do niej przyczyniła. Osobiście, wydaje mi się to wysoce mało prawdopodobne. Do tej pory, na podstawie ujawnionych publicznie faktów, nie znamy rzeczywistych przyczyn śmierci tego dziecka. Pewne okoliczności wskazują ewidentnie „na udział osób trzecich”, czyli ktoś prócz niej był przy tym lub... boję się powiedzieć publicznie... ale też pewne przesłanki wskazują na działania z premedytacją. Zaplanowanego i świadomego działania. Przesłanka taka jak na przykład fakt, że śmierć dziecka nie nastąpiła we wskazanym przez nich terminie.

 

A kwestia ukrycia zwłok dziewczynki?

 

To oddzielne zagadnienie. Wydaje mi się, że w tym także musiała uczestniczyć inna osoba, która pomagała matce. Na drodze dedukcji zakładam, że to była zupełnie inna osoba niż ta, która była przy śmierci dziecka. Oczywiście, oprócz matki. Z technicznego punktu widzenia, sposób pochowania zwłok uniemożliwiał to jednej osobie, musiała tu nastąpić pomoc jeszcze kogoś. Ale wykluczałbym w tym udział tej osoby która była przy śmierci dziecka.

 

Więc kto był przy śmierci, a kto pomagał chować zwłoki?

 

Według mnie to dwie rożne osoby. Nie będę typował że tu ojciec dziecka a tu na przykład brat osoby podejrzanej, choć uważam że społeczeństwo ma prawo oceniać i gdybać bo to oni zainicjowali medialny spektakl który od początku służył odwróceniu uwagi.

 

Czy to już wszyscy czy kogoś jeszcze można podejrzewać o udział w sprawie?

 

Trzecią osobą, którą można podejrzewać w tej sprawie jest ktoś, kto celowo nakręcił koniunkturę medialną, nagłośnił to wydarzenie. Z tym, że oczywiście nie mam tu na myśli Krzysztofa Rutkowskiego, który po prostu wykonuje swoją pracę. Nie wierzę w to, żeby ktoś, kto nakręcił medialny szum wokół sprawy Madzi nie robił tego bez świadomości. Jestem przekonany, że to całe nagłośnienie miało odwrócić uwagę od rzeczywistej przyczyny zgonu. Podsumujmy zatem – jedna osoba musiała być przy śmierci dziecka (cały czas mówimy o kim, prócz matki), inna osoba pomagała chować zwłoki, trzecia – nakręciła koniunkturę medialną. To nic odkrywczego, zwykła metodyka, którą powinni podążać śledczy. Myślę, że są oni (śledczy) w stanie odpowiedzieć na wiele pytań w tym procesie, nie rozumiem natomiast po co robi się takie konferencje prasowe, jak to ma miejsce w tej sytuacji. To ważne – po raz pierwszy mamy przypadek niepolitycznych konferencji związanych ze stosunkową nikłą sprawą kryminalną. To casus w historii Polski od '89 roku – wcześniej oczywiście były podobne konferencje, ale za PRL to nieco inaczej wyglądało.

 

Po co więc takie konferencje?

 

Błędna jest interpretacja, że takie konferencje robiono celem wywarcia wpływu na osoby, które zachowają się zgodnie z oczekiwaniami śledczych, bo zgodnie ze swoją ustawą prokuratura nie robi procesu wykrywczego. Należy to tylko i wyłącznie do obowiązków policji. Może ktoś w prokuraturze chciał się popisać wyszedł przed szereg.

 

Jak ocenia Pan działanie prokuratury w tej sprawie?

 

Prokuratura w tej sprawie od początku robiła straszne blamaże, przyjmując a priori, zeznania matki, w ogóle nie poddając ich w wątpliwość. To dla mnie niezrozumiałe. Być może ktoś chce z hukiem wylecieć z prokuratury, zrobić sobie kapitał polityczny, albo błysnąć przed szefem, żeby awansować. Trudno powiedzieć. Dla mnie, na podstawie analizy przebiegu wydarzenia nie ulega wątpliwości, że działanie rodziców miało znamiona premedytacji.

 

To dlaczego policja tak długo trzymała się wersji z uderzeniem główką w próg jako przyczyną zgonu?

 

Od początku podkreślałem, że mało prawdopodobna wydaje się wersja uderzenia dziecka główką w próg jako przyczyny śmierci. Oczywiście, nie mam świadomości, jak to wszystko dokładnie wyglądało, ale wiem, dziecko w takim wieku ma jeszcze embrionalny odruch i kiedy wysuwa się matce z rąk, to zupełnie inaczej upada. Musi być rzucone lub gwałtownie upuszczone. Zupełnie inaczej wyglądają też obrażenia.

 

A wersja z zaczadzeniem?

 

To też wydaje mi się bardzo mało prawdopodobne. W przypadku jakiegokolwiek zaczadzenia (nawet bez zadymienia) to nie tylko umiera dziecko, ale także u rodziców zmienia się poziom stężenie tych substancji we krwi. Jedna osoba nie może zachorować czy też umrzeć od czadu, jeśli w pomieszczeniu jest osób kilka. Jeżeli byłoby jakiekolwiek zadymienie, to nie wierzę, że sąsiedzi by nie zareagowali. Jednak nie należy wykluczać spowodowanie smierci dziecka poprzez umieszczenie go w miejscu gdzie droga oddechową do organizmu dostanie się trucizna.

 

Co mówi fakt, że ojciec dziecka nie godzi się na przebadanie wariografem?

 

Pominę szczegółowe tłumaczenia, kiedy sprawdza się wariograf, ale nie poddawanie się badaniem sugeruje, że ktoś się boi, że coś wyjdzie na jaw. Pytanie, od kiedy Waśniewski wie o śmierci dziecka. Mężczyzna broni się przed tezą o celowym zabiciu czy współudziale, a matka ma do tego nieco inny stosunek.

/

Jak ocenia Pan zaangażowanie Rutkowskiego w tej sprawie?

 

Nie wypowiadam się na temat metod działania Rutkowskiego, bo czasami łatwo jest krytykować a trudno coś zrobić. Ma dobre i złe strony. Jedni go cenią, są mu wdzięczni inni nie. Bo nawet przy moim domowym stołem spotykają się jego gorliwi zwolennicy i przeciwnicy. Kropka. Znamy się ale chyba nie przepadamy za sobą.

 

Chętnie się Pan wypowiada w mediach, ale temat Rutkowskiego omija, czy to z obawy przed czymś?

 

Chyba nie, choć jako bogaty człowiek mógłby mnie ciągać po sądach. Nie byłem, nie jestem i nie będę detektywem, więc z tego punktu go nie oceniam. Natomiast jako obywatel, jako osoba posiadającą znaczącą wiedzę z zakresu bezpieczeństwa, kryminalistyki i prawa (jestem także biegłym sądowym z zakresu między innymi uprowadzeń) , uważam jego skuteczność, czy raczej fałszywy obraz jego skuteczności jest dowodem na słabość i niekompetentność instytucji bezpieczeństwa państwa. Ludzie lgną do niego, a to administracja państwowa mocą swoich urzędów powinna nas chronić i zabezpieczać.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska