Z Dariuszem Lorantym, byłym policjantem i negocjatorem, rozmawia Maciej Walaszczyk
Dlaczego policja zdecydowała, że będzie osłaniała zamaskowanych bandytów z pałkami w dłoniach, a wielki, około 30-tysięczny marsz patriotyczny potraktowała jak zgromadzenie potencjalnych przestępców?
- Nie wiem dlaczego, dziwię się zachowaniu policji, choć nie samym pojedynczym policjantom. Policja powinna przede wszystkim zabezpieczać manifestację, w tym wypadku legalny marsz, który miał zgodę władz samorządowych. Tak się dzieje na przykład w przypadku parad homoseksualistów. To znaczy policja powinna iść wzdłuż takiego marszu i pilnować, by nie został on przez nikogo zaatakowany. I takie jest prawidłowe działanie służb prewencji.
Uczestnicy marszu, z chwilą zmiany jego trasy, gdy wyruszał z pl. Konstytucji, nie byli jednak chronieni. Można było chyba temu zapobiec?
- Grupy, o których mamy wiedzę, że stanowią jakieś potencjalne zagrożenie, policja powinna skrajnie izolować. I w ten sposób zabezpieczyć. W pobliżu manifestacji może być ukryta np. w pobliskich podwórkach lub samochodach grupa mundurowa z pałkami i tarczami, gotowa do działania. Powinni znajdować się jednak bardziej z boku, by nie prowokować, bo zasada jest taka, że ich bezpośrednia obecność wzmacnia agresywność. Tak było choćby w 2004 roku, gdy do stolicy zjechały grupy antyglobalistów z całego świata.
Wtedy miasto było doskonale przygotowane, zebrano informacje o potencjalnych lewicowych zadymiarzach, np. Czarnym Bloku, który brał udział w demolowaniu Pragi, Mediolanu.
- Byłem wtedy członkiem sztabu. Informacje na ich temat ściągano z wielu państw, a w szczególności z Niemiec. Policja posiadała różne informacje na ich temat, a więc zdjęcia, opisy, dane, formy ich zachowań.
Jak rozumiem, przyniosło to pozytywny skutek?
- Można wtedy podjąć pierwsze skuteczne działania prewencyjne, które tak naprawdę są działaniami odstraszającymi. Zatrzymujemy autobus, legitymujemy i wytrącamy z poczucia anonimowości. W 2004 r. działania tych grup były monitorowane. Warszawska policja miała ciągły przepływ informacji na temat tego, gdzie się znajdują i co robią, by być przygotowaną na działania. Poprzez obecność policji, gdziekolwiek się znajdują, muszą mieć poczucie, że ktoś się nimi interesuje.
To teraz policja nie jest zdolna do tego typu działań? Pytam dlatego, że byłem świadkiem wielu manifestacji zdesperowanych stoczniowców, górników, rolników, a także wspomnianych przez Pana parad homoseksualnych, które również były blokowane, odbywały się kontrmarsze. I jak się okazywało, policja potrafiła być skuteczna.
- Jestem święcie przekonany, że polska policja, a dokładnie warszawska policja, jest w stanie to zrobić. Dowodem tego są właśnie inne zdarzenia, czasem o mniejszych rozmiarach, bo trzeba przyznać, że ten marsz był w ostatnich latach największym zgromadzeniem patriotycznym, jakie miało miejsce w stolicy. Trzeba również podkreślić, że nie było w nim celowo ukierunkowanej agresji. I to jest bardzo istotne.
Ale niestety byli też chuligani.
- W każdej manifestacji czy zgromadzeniu są osoby niekontrolowane, które czekają na zaczepkę, prowokację.
Intencją strony blokującej, a więc uczestników wiecu "Kolorowa Niepodległa", była konfrontacja: "Zatrzymać marsz faszystów".
- Takie zachowanie, a więc tego rodzaju blokowanie, jest zakłóceniem porządku w ramach przepisów dotyczących porządku publicznego. Jestem pewien, że gdyby chodziło o marsz homoseksualistów, policja szłaby w stronę blokady, odsuwając ją z trasy przemarszu. Dlatego nie rozumiem działań policji z 11 listopada. Przede wszystkim tego, dlaczego zmieniono trasę przemarszu. I nie ma znaczenia, jaka była kolejność rejestrowania tych imprez. "Kolorowa Niepodległa" była punktowym wiecem, który powinien zostać zabezpieczony jedną drużyną policji. Proszę mi wierzyć, że do pacyfikacji tłumu wystarczy czasem dziesięciu dobrze wyszkolonych i sprawnych policjantów. Oni potrafią to zrobić i jest to standardowe działanie.
A czy standardem jest tolerowanie setki zamaskowanych osób z pałkami w rękach? Sam wieczorem widziałem bruk rozebrany w miejscu, gdzie stał ten "pokojowy wiec". Co powinna zrobić policja?
- Widząc coś takiego, policja powinna natychmiast dyskretnie przekazać informację do Stołecznego Stanowiska Kierowania o tym, co ma miejsce, a więc że stoją tam zamaskowani, gotowi do zadymy ludzie z pałkami, że jest rozebrany bruk. I poprosić o przysłanie pomocy. Następnie taka grupa powinna zostać odizolowana i zepchnięta. Po odizolowaniu powinna zostać systematycznie wylegitymowana, a następnie powinien zostać uruchomiony proces rejestracji tego, co tam zastano na poczet postępowania przygotowawczego skierowanego do sądu. Tak powinno się stać, bez względu na to, kto to robił. Były to przecież przygotowania do jakiegoś przestępczego, chuligańskiego działania. To, co się stało, miało zresztą swoje kolejne konsekwencje. Tacy ludzie mają poczucie bezkarności i anonimowości. A po drugiej stronie, która to widzi, zwiększa się agresja. To naturalny ludzki odruch, na który policja powinna być uczulona i przygotowana.
W mediach wzywano otwarcie do blokady, konieczności "zatrzymania faszystów". Bojówki z Niemiec i Polski nie wzięły się znikąd, znalazły swoją bazę w kawiarni "Nowy Wspaniały Świat". Jest na to paragraf?
- Z podżeganiem mamy do czynienia wtedy, gdy ktoś komuś podpowiada, podsyca do określonych zachowań przestępczych. Natomiast pomocnictwo w czynie przestępczym, w mojej ocenie, odnosi się do tego, co robiła "Krytyka Polityczna". Pomocnictwo to wsparcie przestępczego działania w praktyce, a więc przygotowanie lub przechowanie narzędzi, pomoc w przemieszczaniu się.
Teraz są plany zmiany prawa o zgromadzeniach. Propozycje pojawiły jeszcze 11 listopada wieczorem.
- Uważam, że to zły pomysł. Dlatego, że zrzucenie odpowiedzialności na organizatorów za przebieg zgromadzenia spowoduje, iż każdy prowokator jest w stanie skompromitować organizatorów imprezy. Przeciwnie, zmiany powinny iść w kierunku zwiększenia społecznej kontroli. W cywilnym sztabie powinni znaleźć się przedstawiciele organizatorów, gdzie uzyskaliby podgląd i kontrolę przebiegu działań zabezpieczających i przebiegu manifestacji. Gdyby ludzie z Marszu Niepodległości tam byli, z pewnością widzieliby, czy wszystko jest prawidłowo zabezpieczone. Wtedy unikniemy prowokacyjnych zachowań.
JW/NaszDziennik.pl

