Fronda.pl: Policjant, który skopał uczestnika Marszu Niepodległości usłyszał zarzuty. Kilka miesięcy temu bronił Pan tego funkcjonariusza. Czy zmienił Pan zdanie? 

 

Dariusz Loranty (były negocjator policyjny): Obstaję przy swoim i cały czas bronię tego policjanta. Podtrzymuję wszystko, co powiedziałem Panu kilka miesięcy temu w naszej rozmowie, poświęconej Andrzejowi C.

 

 

Dlaczego?

 

Bo nie znamy całego przebiegu zdarzenia, widzimy tylko pewien element. Ale co działo się wcześniej? Policjant na pewno naruszył prawo, jednak występuję w jego obronie. Pytanie: co robił ten facet przed całym incydentem? Mogło być tak, że rozrabiał na mieście, rozwalał coś, policjant wyłapał go w grupie innych osób i zaatakował. Pies spuszczony z łancucha zawsze będzie gryzł. Zwłaszcza, gdy jest szkolony do tego gryzienia...

 

 

Cały czas pozostajemy w sferze "gdybania". A tymczasem fakty są, jakie są. Widzimy nagranie na którym policjant atakuje spokojnie idącego faceta...

 

Oczywiście nie ulega wątpliwości, że policjant nie może zachowywać się tak w przypadku samego zatrzymania! Prawo nie nadaje policjantowi możliwości bicia osoby, a zwłaszcza w sytuacji, gdy taka osoba przyjmuje postawę, sugerującą, że zamierza się poddać. Policjant musi zatrzymywać zgodnie z prawem, używać środków przymusu bezpośredniego, ale nie ma prawa bić osoby "poddającej się"! Obojętnie kim jest sprawca: mordercą, zbrodniarzem, kimkolwiek... Takiego obywatela w momencie zatrzymywania możemy skuć kajdankami, jeśli stawia opór, możemy również stosować chwyty obezwładniające. To wszystko. Nawet, jeżeli ten facet rozrabiał, to policjant w momencie zatrzymywania nie miał prawa kopania. Ale powtarzam: nadal kwestią otwartą pozostaje zachowanie tego człowieka przed całym zdarzeniem. To mógł być impuls dla tego policjanta i właśnie dlatego go bronię, tak po ludzku. Nie usprawiedliwiam natomiast używania przemocy w momencie samego zatrzymania.

 

 

Policjant nie przyznaje się, odmawia składania wyjaśnień, idzie w zaparte. Czy słusznie?

 

Muszę podkreślić, że nie jestem osobą obiektywną, ponieważ czuję się emocjonalnie związany ze środowiskiem policyjnym, solidaryzuję się z ludźmi, ktorzy narażają swoje życie i zdrowie. Jestem natomiast przekonany, że ten skopany facet musiał odstawić jakiś "niezły" numer na mieście, stąd zainteresowanie jego osobą i pojawienie się pewnego motywu psychologicznego u gliniarza. Tyle, że nie powinien stosować przemocy przy samym zatrzymywaniu. Duchowo jestem z tym policjantem, ale zdaję sobie sprawę, że nie powinien tak robić. To pozostaje poza wszelką dyskusją. Myślę, że jego linia obrony jest słuszna, bo druga strona będzie musiała przedstawić inne dowody, niż nagranie z którym mamy do czynienia.

 

 

Czy sprawa Andrzeja C. będzie miała wpływ na dalszą pracę policji i metody, stosowane podczas takich wydarzeń, jak Marsz Niepodległości?

 

Oczywiście! Teraz policja będzie obawiała się zastosować niektóre środki, właśnie ze względu na możliwość bycia "nagranym" przez jakiegoś obserwatora. Z jednej strony będą ostrożniejsi, ale z drugiej - ostrożność zawsze egzystuje kosztem odwagi. To cienka linia.

 

 

Sugeruje Pan, że funkcjonariusze nie będą zdecydowani w swojej pracy?

 

Dokładnie. Będą obawiać się nie tylko odbioru społecznego, ale również - a może przede wszystkim - konsekwencji prawnych. To jest największy problem.

 


Rozmawiał Aleksander Majewski