- Ekipa rządząca Ukrainą zastygła i nie prowadzi reform. Natomiast Kijów to nasz partner i to partner stabilny – mówi publicysta Andrzej Łomanowski, wieloletni korespondent w Kijowie.
Czy Polska jest jeszcze dziś adwokatem Ukrainy w Europie? Ukraińcy tak nas widzą?
Jest duża różnica między społeczeństwem i częścią ukraińskiej elity politycznej a prezydentem Petro Poroszenką i jego otoczeniem. W ciągu ostatniego roku część ekspertów, polityków i dziennikarzy miała ogromne pretensje do Poroszenki o - jak to ujęli – niewłaściwą proporcję stosunków utrzymywanych przez prezydenta z Berlinem, Paryżem, a nawet - jak mówią - podejrzanych kontaktów z Moskwą, na niekorzyść relacji z Warszawą. Oni widzą nas już nawet nie jako adwokata w Unii, ale jako kraj sojuszniczy, najbardziej życzliwy. Nie rozumieją, dlaczego prezydent kontaktuje się ponad naszymi głowami z Berlinem i Paryżem. Dlaczego nie dostaliśmy na przykład dostatecznego wsparcia ze strony Ukrainy, by wejść w skład delegacji na rozmowy w Mińsku. Nasze żądanie dołączenia do rozmów zostało zawieszone w próżni. Poroszenko najwyraźniej uznał, że łatwiej mu będzie załatwiać sprawy z Unią, z dużymi państwami, bo te mniejsze, takie jak my i tak się będą musiały podporządkować. Tu czeka go bardzo nieprzyjemne przebudzenie, bo zniesienie wiz do UE, na które liczy jako na swój jedyny w ostatnim czasie, prawdopodobnie nie nastąpi, bo przywódcy niemieccy burzą się przeciwko temu. Nie zgadzają się premierzy landów, którzy mają już dość uchodźców z Syrii i są przerażeni wizją tłumu Ukraińców, który napłynie do Niemiec do pracy. My nic nie mówimy, choć gdyby wizy zniesiono, to nasz kraj stałby się pierwszym celem emigracji zarobkowej. Poza tym pozostaje jeszcze kwestia współpracy wojskowej. Wyprzedziła nas w tej dziedzinie Litwa, która ogłosiła, że przekazuje Ukrainie broń. Nie sprzęt, maski przeciwgazowe czy saperki, ale broń. Nie wiadomo, co dokładnie Litwini dostarczyli Kijowowi, ale niezależnie od tego liczył się gest polityczny. My takiego gestu boimy się jak ognia i w żadnym wypadku nie chcemy go wykonywać. Czekamy na USA. W Stanach Zjednoczonych znaczna część kongresmenów żąda od prezydenta przekazania broni Ukrainie i on ma to wpisane w budżecie Departamentu Obrony, ale ostateczna decyzja zależy od niego. W dodatku trzeba będzie konsultować się jeszcze z Departamentem Stanu, a ten może postawić veto. Nie zmienia to tego, że znaczna liczba amerykańskich instruktorów wojskowych już na miejscu. A my stoimy z boku i nie chcemy wykonywać żadnych ruchów. Dlatego ciekawa jest wizyta ministra Antoniego Macierewicza na Ukrainie, znacznie bardziej tajemnicza niż podróż prezydenta. Nie do końca wiadomo, co minister Macierewicz zrobił. Tym bardziej, że na Ukrainę przyjechali też ministrowie państw bałtyckich, czyli Litwy, Łotwy i Estonii. W piątkę podejmowano jakieś decyzje. Wizyta Macierewicza miała się zakończyć na poligonie pod Jaworowem. W Jaworowie urodził się Jan Sobieski, więc jako symbol wojskowości miejsce jest naprawdę dobrze dobrane.
Jeśli chodzi o wizytę prezydenta, to pierwsze godziny zajęło składanie kwiatów pod kilkoma pomnikami na terenie Kijowa i w okolicy. W ten sposób Andrzej Duda uczcił pewne tradycje historyczne. Był m.in. pod pomnikiem ofiar głodu na Ukrainie i ofiar totalitaryzmu oraz na naszym cmentarzu wojskowym. Na liście nie było jednak ani jednego ukraińskiego pomnika dotyczącego II wojny światowej. To jest kwestia, w której się z Ukrainą kardynalnie nie zgadzamy i nie zgodzimy. Nasze widzenie ukraińskiego ruchu oporu lat wojny jest kompletnie różne od ukraińskiego. OUN-UPA to w Polsce czerwona płachta na byka i to się nie zmieni. Tak po prostu będzie. Zaznaczanie różnic w politykach historycznych obu krajów nie powinno mieć jednak wpływu na rozwiązywanie obecnych problemów.
Z której strony jest potrzebny gest, żeby zmienić sytuację?
Stosunki nie są złe. Mamy naprawdę dobre relacje z Ukrainą. Ukraińcy mówią, że z ich punktu widzenia jesteśmy dojrzałą demokracją, a to oznacza, że nie wykonujemy radykalnych zwrotów w polityce zagranicznej, szczególnie w odniesieniu do ich kraju. To znaczy, że nadal będziemy wspierali ich dążenie do utrzymania niepodległości i integralności terytorialnej. Tym bardziej, że jest to zgodne z naszymi interesami. Natomiast istnieją pewne niuanse, które mogą, ale nie muszą zostać rozstrzygnięte na spotkaniu prezydentów. Niuanse są różnego rodzaju: począwszy od wspomnianej już polityki historycznej, która nas różni kardynalnie po różnego rodzaju problemy współczesne, jak na przykład to, że do spotkania prezydentów nie doszło wcześniej. Stało się tak, bo Petro Poroszenko nie chciał przyjechać na mecz Sewilli z Dnipro Dniepropietrowsk, gdyż na tym meczu był właściciel Dnipro oligarcha Ihor Kołomojski, którego Poroszenko właśnie wyrzucił ze stanowiska gubernatora i kompletnie nie chciał się z nim widzieć. I dlatego nie doszło też do pierwszego spotkania szefów naszych państw. To z kolei pokazuje, jakie my mamy pretensje do obecnej ekipy rządzącej na Ukrainie, mianowicie takie, że zastygła i nie prowadzi reform, które są konieczne, żeby Ukrainę postawić znowu na nogi. Poprzez swoje zaniechania władze odtwarzają system oligarchiczny, który rządził krajem za czasów Janukowycza i który doprowadził do wybuchu Majdanu.
Rozdźwięk między społeczeństwem, a częścią elit, o którym pan mówił i oligarchizacja wpływająca na politykę zagraniczną nie ułatwiają chyba prowadzenia rozmów. Czy w takim razie Polska może traktować Ukrainę jak stabilnego partnera?
Bez przesady, Ukraina ma demokratycznie wybrane władze i nic nie wskazuje na to, żeby te władze miały być obalone w jakikolwiek nieprawomocny sposób. Najwyżej nadejdą następne wybory i wtedy się ekipa się zmieni. Nie ma co wątpić w trwałość obecnego systemu politycznego. On się może zmieniać wewnątrz, nawet chcielibyśmy tego, bo w ten sposób wiele niebezpieczeństw grożących Ukrainie zostanie odsuniętych. Natomiast Kijów to nasz partner i to partner stabilny. W dodatku Ukraina jest jednym z naszych głównych problemów w stosunkach z Unią Europejską. Niezależnie od tego, kto tam będzie rządził, my nadal będziemy musieli rozstrzygać problemy Unia-Ukraina, takie jak ruch bezwizowy czy wolny handel, bo to dotyczy naszych interesów ekonomicznych i politycznych w regionie.
Rozmawiał Jakub Jałowiczor
