Na kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi odwołani zostali prezydenci Jerzy Kropiwnicki z Łodzi i Tadeusz Wrona z Częstochowy. Obaj politycy są od lat kojarzeni z prawicą, znani są nie tylko jako zadeklarowani konserwatyści, ale także katolicy. Niektórzy publicyści, jak Igor Janke czy Piotr Skwieciński, zwracają uwagę, że do ich upadku doprowadziła antyklerykalna kampania Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Łódź: Nie Trzej Królowie, ale wyjazdy

W obu przypadkach religijność włodarzy miała znaczenie. W różnym jednak stopniu. - Argumenty antykatolickie nie pojawiały się w oficjalnej kampanii – mówi portalowi Fronda.pl łódzki korespondent KAI, Łukasz Głowacki. - Pojawiały się natomiast w wypowiedziach na forach internetowych. A tam też toczy się przecież kampania – dodaje dziennikarz.

Argumenty przeciwników byłego przewodniczącego Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego nie dotyczyły jednak chętnie przytaczanej przez media kampanii Kropiwnickiego na rzecz uczynienia Święta Trzech Króli dniem wolnym od pracy. Ten temat był poruszany z areligijnego, bardziej ekonomicznego punktu widzenia. Jeden z poważniejszych zarzutów wobec prezydenta Łodzi dotyczył jego częstych, zagranicznych wojaży – głównie do Ziemi Świętej. - Ludzie w czasie prywatnych dyskusji często poruszali ten temat. Często komentowali, że jeździ do kolebki religii chrześcijańskiej i mojżeszowej – komentuje Głowacki.

Mateusz Szczeciński z Fundacji Projekt Łódź potwierdza, że w nieoficjalnych wypowiedziach Łodzian pojawiały się argumenty antysemickie. - Nie było raczej antyklerykalizmu, częściej antysemityzm. Kampania opierała się przede wszystkim na braku zaangażowania prezydenta w gospodarczy rozwój miasta. W ciągu kadencji Kropiwnickiego mieszkańców denerwowały problemy komunikacyjne – wciąż spóźniające się autobusy i tramwaje, korki, czy niedostateczne odśnieżanie dróg. Polityka zgubiła także osobista buta i częsta nieobecność w mieście – dodaje Szczeciński w rozmowie z portalem Fronda.pl.

Głowacki dodaje także, iż prezydent Łodzi nie otrzymał wielkiego wsparcia ze strony Kościoła. - Tutejszy biskup nie wypowiadał się w sprawie referendum, w niektórych parafiach pojawiło się proprezydenckie pismo „Łodziak”. Księża nie nawoływali do głosowania, ani do niegłosowania w referendum – podsumowuje dziennikarz.

Częstochowa: Prezydent na pasku paulinów?

Głowacki uważa tezę o zbytnim znaczeniu argumentów antykatolickich w kampanii referendalnej za „naciąganą”, jednak bardziej odpowiednią w przypadku Częstochowy. Już w nagłówku strony internetowej przeciwników prezydenta Tadeusza Wrony możemy przeczytać: „Stracił województwo... straci miasto... zostanie tylko przyklasztorna wioska!”. Zwolennicy odwołania włodarza miasta chętnie posługiwali się także stereotypem polityka idącego „na pasku kleru”. W tym wypadku, zakonu paulinów.

- Przynajmniej na zewnątrz wydawało się, że prezydent ma bardzo dobre relacje z Jasną Górą. Ponadto panowało przeświadczenie, że polityk zaniedbuje miasto, jednocześnie dbając np. o remont Alei Najświętszej Maryi Panny, która prowadzi do klasztoru – tłumaczy radny sejmiku wojewódzkiego Włodzimierz Skalik w rozmowie z portalem Fronda.pl. - Takie argumenty mają u nas wzięcie. Wbrew pozorom Częstochowa nie jest bardzo katolickim miastem. Komuniści zrobili wiele, by zniwelować wpływ Jasnej Góry. Myślę, że w stosunku do reszty kraju, Częstochowa może uchodzić za ponadprzeciętnie antyklerykalną – dodaje samorządowiec.

Polska: Na antyklerykalizmie mało kto wygrywa

To, że argumenty antykatolickie w kampanii padały, jest niezaprzeczalne. Jakie jednak miały znaczenie? - Obaj prezydenci nie przegraliby, gdyby nie zaszkodzili sobie także w inny sposób. Prezydenta Łodzi zgubił styl prezydentury, nie zaś otwarte wyznawanie przez niego wiary katolickiej – tłumaczy w rozmowie z portalem Fronda.pl politolog dr Antoni Dudek z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dudek uważa, że w Polsce nie da się na antyklerykalizmie zbić wielkiego kapitału politycznego. - Nie da się wskazać w ostatnich 20 latach polityka, który przegrałby dlatego, że był demonstracyjnie katolicki. Było raczej odwrotnie: politycy w latach 90-tych starali się zdobywać głosy dzięki spotkaniom z biskupami. Za ostatnią taką próbę można by uznać spotkania niektórych polityków z kard. Stanisławem Dziwiszem – dodaje Dudek. - Łączenie kwestii religijnych z samorządowymi jest nieporozumieniem. Politycy działają fatalnie, gdy wykorzystują swój światopogląd w celach politycznych - dodaje naukowiec z UJ.

Jego zdaniem w przypadku Jerzego Kropiwnickiego pewną rolę mógł odegrać wątek antysemicki. - Niestety Łódź jest miastem słynącym z ekscesów antysemickich. Prezydent Kropiwnicki mocno zaangażował się w walkę z tym niekorzystnym stereotypem i to mogło nie spodobać się ludziom z kręgów moczarowskich, którzy łączą poglądy lewicowe z antysemityzmem – dodaje Dudek.

Stefan Sękowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »