– Ludzie pragnący poznać prawdę nie będą już teraz na łasce Instytutu Badania Reżimów Totalitarnych (USTR), w którego gestii znajdują się teczki – powiedział "Rzeczpospolitej" Stanislav Penc, były opozycjonista z czasów komunistycznych i twórca strony www.svazky.cz. – Dotychczas, z wyjątkiem kilku wybranych osób pracujących dla instytutu, nikt nie wiedział, jakie informacje są w jego posiadaniu – podkreśla.
Penc w marcu zwracał się z prośbą do czeskiego odpowiednika IPN o udostępnienie danych rejestru. Spotkał się z odmową, dlatego postanowił wziąć sprawy we własne ręce i skorzystał z internetu. Po pierwszej godzinie funkcjonowania strony Penca z listą nazwisk, zainteresowanie było tak ogromne, że padł serwer. W ciągu pierwszych trzech dni odnotowano 140 tysięcy wejść na stronę.
Podobnie jak to miało miejsc w Polsce, po udostępnieniu do publicznej wiadomości rejestru nazwisk, Penc jest krytykowany i poddawany presji. – To, co zrobił, nie jest w porządku pod względem prawnym. Sprawę badają nasi prawnicy – mówi "Rz" Jirzi Reichl, rzecznik USTR. – Poza tym jego strona może wprowadzać w błąd. Nie jest to żadna lista agentów. Są tam osoby, którymi z jakichś powodów StB się interesowała, a więc zarówno współpracownicy, jak i inwigilowani – zaznacza.
Stanislav Penc jako jeden z liderów partii Zielonych, kandydował w wyborach do parlamentu w 2006 roku. W 2007 roku zasłynął plakatową akcją na rzecz propagowania legalizacji marihuany a także promowania jej medycznych właściwości. Obecnie jest działaczem samorządowym.
JaLu/Rz
Zobacz także:
Strona założona przez Stanislava Penca
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

