- Profesor nie powinien firmować nazwą uczelni swoich prywatnych opinii. Sprawdziliśmy, że nie ma regulacji prawnych, które by mu tego zabraniały. By sytuacja była transparentna, poproszę komisję etyki o stworzenie uczelnianego kodeksu – powiedział „Gazecie Wyborczej” prof. Jacek Wysocki po tym, jak prof. Gadzinowski – szef uniwersyteckiej kliniki – wysłał do parlamentarzystów list, w którym sprzeciwia się in vitro.
- Naukowiec wręcz ma obowiązek zabierać głos w ważnych w jego ocenie sprawach, mówic i pisać prawdę oraz podawać swą afiliację! Ma rację red. Magierowski pisząc: „Jeśli ktoś jeszcze nie wie, jak wygląda intelektualny terror w Polsce, to wygląda właśnie tak. Jest wolność słowa, więc profesora Gadzinowskiego nie wsadzą za kraty, ale "Gazeta Wyborcza" pospołu z jednym czy drugim rektorem zrobi z niego nawiedzonego, niedouczonego szamana po to tylko, żeby każdy następny naukowiec czy lekarz, który chciałby się wypowiedzieć publicznie jako katolik w jakiejkolwiek drażliwej sprawie, trzymał język za zębami. Witamy na Uniwersytecie im. Kim Ir Sena”. Wstyd Magnificencjo! - napisał w swoim liście prof. Stefan Sokołowski z Zakładu Modelowania Procesów Fizykochemicznych UMCS.
sks
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

