„Zapamiętałem, iż w czasie tzw. puczu Janajewa w sierpniu 1991 roku, zatelefonował do mnie Prezydent Lech Wałęsa i nie pytając wprost o radę - co zarzucają mu niektórzy, powiedział: Znając dobrze Rosję, Rosjan, jak Pan ocenia sytuację? Odpowiedziałem, że mam za mało danych, ale wygląda to na niepoważną awanturę. Należy uzyskać więcej informacji. Powyższy fakt m.in. świadczy, iż moje kompetencje w materii rosyjskiej - mentalność, tradycje, doświadczenia - były uznawane. Miałem zresztą tego dowody w całym minionym 20-leciu, w licznych rozmowach z politykami różnych orientacji. Teraz to się kwestionuje, bo mimo bolesnych osobistych doświadczeń nie jestem więźniem stereotypów, nie należę do zapiekłych rusofobów, cieszę się z pozytywnych tendencji w stosunkach polsko-rosyjskich" - pisze były komunistyczny dyktator.

Według Jaruzelskiego, "cała ta wrzawa (...) stała się głównie okazją do realizacji głównego celu – podważenia prestiżu, zaufania, zdyskredytowania Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej". Generał podkreśla też, że choć obecnie w użyciu jest argument, iż jego prezydentura była gorszego gatunku, bo został wybrany przez Zgromadzenie Narodowe i nie był obecny podczas przysięgi Lecha Wałęsy, to miał ze swym następcą bardzo pozytywne stosunki. Podobnie, jak z Tadeuszem Mazowieckim.

Jaruzelski przypomina również, że: „kiedy zostałem zaproszony w maju br. do wizyty w Moskwie z okazji 65. rocznicy Zwycięstwa, moim pierwszym pytaniem było: «czy nie zaszkodzi to Panu Marszałkowi?»". Wojciech Jaruzelski odnosi się również do wydarzeń Grudnia '70 oraz 13 grudnia 1981 roku. Podkreśla, że w październiku 1996 r. Sejm uznał, że "wprowadzenie stanu wojennego uzasadnione było wyższą koniecznością", a on sam "przykładnie uczestniczy" w rozprawach sadowych. "Niezawisłe sądy działają wnikliwie, skrupulatnie. Do czasu ich rozstrzygnięć obowiązuje domniemanie niewinności. Mogłoby to być nieskuteczne, gdybym kandydował do jakiegoś organu, czy urzędu. Ja zaś już tylko kandyduję do miejsca, w którym wszyscy - wcześniej , czy później - się znajdziemy” - kończy patetycznie Jaruzelski.

Ł.A/WirtualnaPolska

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »