Kilka tygodni temu na łamach „Naszego Dziennika” o. Rydzyk sformułował apel do sędziwego, zasłużonego dla Kościoła, prof. Lufta, ojca ministra Lufta z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji: „Proszę zwrócić się do syna i powiedzieć: «Synu, co wyprawiasz?»”. Chodzi oczywiście o postawę ministra Lufta w sprawie miejsca na multipleksie dla TV Trwam. W słowach o. Rydzyka nie ma nic obraźliwego, tym niemniej nie podoba mi się takie publiczne zaczepianie ojca z powodu postępowania syna. Stanowisko KRRiT wobec TV Trwam uważam za dyskryminacyjne, ale nawet jeśli jakiś urzędnik postępuje niegodziwie, to nie powód, aby wzywać na pomoc jego tatusia.
Niestety, prof. Luft potraktował ten incydent jako pretekst do napisania listu otwartego do abpa Józefa Michalika. List został opublikowany – a jakże! – na łamach „Gazety Wyborczej”, która znana jest z „troski” o odnowę Kościoła w Polsce. Nie twierdzę, że każdy tekst opublikowany w „Wyborczej” musi być nic nie wart. Rzadko, bo rzadko, ale taż zdarzało mi się zabierać głos na łamach tej gazety. Czuję jednak niesmak, kiedy list do przewodniczącego Konferencji Episkopatu, będący apelem do biskupów, co i jak należałoby robić, publikowany jest właśnie w gazecie Michnika, która udowodniła na wiele sposobów, jak daleko jej do nauczania Kościoła w różnych ważnych sprawach.
W każdym razie ważniejsze od „gdzie” jest „co” zostało napisane. Profesor Luft zauważa, że Kościół w Polsce jest dziś dramatycznie podzielony. I oskarża tylko jedną ze stron tych podziałów twierdząc: „Polscy katolicy są dzieleni na «prawdziwych» i tych, którzy na to określenie nie zasługują”. No cóż! na słowa trzeba uważać, ale nie widzę nic niewłaściwego w tym, że ktoś oburza się, iż mamy katolików, którzy wspierają poglądy sprzeczne z nauczaniem Kościoła. W takiej postawie rzeczywiście jest coś „nieprawdziwego”. Poza tym w Polsce są też inne podziały: „katolicy otwarci” i katolicy zamknięci”, „rozsądni katolicy na poziomie” i „mohery, oszołomy”, albo „inteligencja katolicka” i „nienawistni fundamentaliści”. Tak więc co do podziałów, to sprawa jest złożona i nie da się jej rozwiązać biciem się w cudze piersi.
Prof. Luft ogłasza bez ogródek: „Dziś polscy katolicy wyprowadzani są na ulice, aby pod krzyżem i obrazem Matki Boskiej wznosić polityczne hasła pełne niechęci, a nawet nienawiści do inaczej myślących”. Śledziłem dość uważnie marsz „Obudź się Polsko” i – niestety – nie mogę tego zdania profesora potraktować inaczej jak tylko zwyczajnej kalumnii. Cele manifestacji były racjonalne, mieszczące się w porządku demokratycznym, i nie ma żadnych powodów, aby włazić z buciorami w serca jej uczestników i dopatrywać się tam nienawiści. Poza tym nikt nikogo nie wyprowadzał. To było zgromadzenie wolnych ludzi, którzy chcieli publicznie coś ważnego ich zdaniem wyrazić. A co do stosunku do „inaczej myślących”, to nie odwracajmy kota ogonem. To przecież urzędnicze dyskryminowania TV Trwam jest przykładem pogardy dla znaczącej grupy Polaków, którzy chcą mieć łatwy dostęp do tej telewizji. „Myślący inaczej”, którzy są dziś ograniczani i sekowani, to właśnie „mohery”.
Paradoks polega na tym, że list prof. Lufta, tak jak wcześniej list o. Wiśniewskiego, z jednej strony nawołują do zgody, a z drugiej pełne są obraźliwych wobec „inaczej myślących” określeń. Prof. Luft pisze o „hałaśliwych demonstracjach”, „hałaśliwych mniejszościach” i powtarza zarzut „wzbudzania nienawiści”. Trochę pokracznie wygląda w tym kontekście napomnienie, że „Kościół ma łączyć, a nie dzielić”. Ludzie (w tym katolicy jako katolicy) mają prawo protestować, jeśli np. uważają, że TV Trwam jest dyskryminowana, że brak rzetelnego, energicznego wyjaśniania katastrofy smoleńskiej, co jest moralnym skandalem, albo że polityka prorodzinna rządu jest żadna, a podniesienie wieku emerytalnego szkodliwe dla społeczeństwa. Fakt, że są katolicy, którzy uważają inaczej, tego prawa nie neguje. Bo jednoczy nas wiara w Jezusa obecnego w Kościele, ale na pewno nie dogmat, że „władza zdaje wspaniale egzamin”.
eMBe/Areopag21.pl/Idziemy
