Tak zaczęła się jedna z najbardziej tajemniczych historii związanych z II wojną światową. Co jakiś czas pojawiają się sie mediach informacje, że jakąś cześć zagadki udało się wyjaśnić, ale prawda jest taka, że na zasadnicze pytania odpowiedzi nie ma, i pewnie długo nie będzie. Wątpliwości nie rozwiały ani ponowne śledztwa, ani ekshumacja i zbadanie ciała Generała ani rzetelne badania historyczne. Rozciągnięta przez Anglików, Rosjan, Amerykanów i Polaków sieć kłamstw, przeinaczeń i niedomówień nie pozwala sprawy wyjaśnić, co więcej, chcący dotrzeć do sedna spotykają się z dziwnym oporem, trudnościami i niewyjaśnionymi przeszkodami. Tak jakby i dziś komuś bardzo zależało, żeby prawda nie wyszła na jaw. Jak a więc jest ta prawda i komu zależy, żeby nie ujrzała ona światła dziennego? Ale nade wszystko, DLACZEGO ma ona nie zostać ujawniona? Jakie są przyczyny tego, że przez 70 lat nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, w jakich okolicznościach i dlaczego zginął premier polskiego rządu na uchodźstwie i wódz naczelny polskiej armii walczącej z hitlerowcami u boku Wielkiej Brytanii?
Pytań związanych z gibraltarską tragedią jest wiele, jedno jednak wydaje się być dla całej sprawy kluczowe: po co na Gibraltar przyleciał tego samego dnia, 4 lipca 1943 roku, rosyjski ambasador Iwan Majski i dlaczego odleciał stamtąd w takim pośpiechu? Informacja to ogólnodostępna, niestety mało eksponowana, przypomnijmy zatem kilka faktów:
Majski na Gibraltarze wylądował o 7 rano teoretycznie po to, by spotkać się z gubernatorem Masonem MacFarlanem, a już około godziny 11 przed południem jego samolot był w powietrzu, w drodze do Kairu. I tutaj zaczyna się robić ciekawie. Samoloty lecące do Egiptu lądowały po drodze, celem uzupełnienia paliwa, na lotnisku w Castel-Benito obok Trypolisu, jednak ten, w na którego pokładzie znajdował się sowiecki ambasador ominął je i poleciał dalej, na wojskowe lotnisko w samym środku pustyni. Dlaczego? Na to pytanie odpowiedzi nie znajdziemy nigdzie, nie wyjaśnia tego ani Majski, ani nikt spośród osób uczestniczących w tajemniczym locie. Na tym jednak nie koniec. Po uzupełnieniu paliwa i szybkim sprawdzeniu maszyny około północy z 4 na 5 lipca Iwan Majski wyruszył w dalszą podróż by dotrzeć do Kairu... ponad trzydzieści godzin później, 6 lipca o 7 rano. Rzecz technicznie niewykonalna bo, po pierwsze przelot z Trypolisu do Kairu zajmuje znacznie mniej czasu, a po drugie samolot ambasadora nie byłby w stanie przez trzydzieści godzin utrzymywać się w powietrzu bez uzupełnienia paliwa. Jeżeli zatem odrzucimy hipotezę o anomalii czasoprzestrzennej, która nagle pojawiła się na trasie samolotu z sowieckim dygnitarzem to wyjaśnienia mogą być tylko dwa: albo Majski znacznie dłużej przebywał na tajemniczym, pustynnym lotnisku albo... wyleciał z Gibraltaru nie 4 lipca przed południem ale dopiero 5 lipca rano. Zresztą przyznał to sam dygnitarz twierdząc, że odleciał w tym samym czasie, w którym Sikorski opuszczał Kair co, jego zdaniem, nastąpiło 5 lipca właśnie. Pytanie czy to zwykła pomyłka, czy źle przeliczył różnice kalendarzowe czy też, być może, zupełnym przypadkiem i przez pomyłkę powiedział prawdę o swoim odlocie z gibraltarskiego lotniska? A skoro tak, i skoro włożono tyle wysiłku w ukrycie tego faktu to czy aby przypadkiem Iwan Michaiłowicz Majski (a właściwie Jan Lachowiecki) nie przyłożył swoich czerwonych paluchów do śmierci Naczelnego Dowódcy Polskich Sił Zbrojnych?
To tylko próbka tego, czym jest tajemnica Gibraltaru. Pytanie dotyczą okoliczności katastrofy, jej przebiegu, kwestii technicznych, losu osób z nią związanych, kontekstu politycznego. W zasadzie nie ma w tej sprawie obszaru, gdzie nie byłoby niewyjaśnionych zagadek, pytań bez odpowiedzi, nieujawnionych dokumentów, sprzeczności w relacjach. Jedno jest pewne: śmierć generała Sikorskiego musiała być dla kogoś istotnym elementem jego planów politycznych i to na tyle istotnym, że po 70 latach lepiej nie ujawniać prawdy. Dziwi także to, że polskie władze nie maja najmniejszej woli, by rzecz wyjaśnić. Czy kiedykolwiek śp. generał Sikorski i jego rodzina będą mieli prawo do prawdy o tej sprawie?
Monika Nowak&Alexander Degrejt
