Nie jest wykluczone, że Platforma Obywatelska doszła do wniosku, że najlepszym sposobem na zwycięską kampanię swego kandydata jest przykrycie kampanii prezydenckiej w ogóle. To jakie może mieć to pozytywne skutki udowodniła niedawna powódź. Dramat na dalszy plan odsunął kwestie wyborów, kandydaci siłą rzeczy zawiesili aktywność polityczną i … jedynie Bronisław Komorowski– jak wyraziła to prof. Jadwiga Staniszkis – „drepczący za Donaldem Tuskiem” był widoczny codziennie: na wałach, wśród powodzian, czy w gumiakach na zaporze.

Oczywiście, prócz nieśmiałych głosów opozycji, mało kto mówił o wykorzystywaniu tragedii powodzi do kampanii prezydenckiej, mimo, że osoba marszałka sejmu wyzierała z kadrów telewizji na granicy natarczywości. Gdy powódź się skończyła, zaczęły się kłopoty – kandydat PO zaliczył znów kilka wpadek (takie jak ta z umieszczeniem Marka Belki w ONZ), ale nawet nie to jest najbardziej niezręczne w prowadzeniu kampanii. Kandydat PO może się nie mylić, a wypada blado. Na tle Jarosława Kaczyńskiego nawet bardzo blado.

Ta różnica klas jest widoczna przy okazji spotkań kandydatów z wyborcami – Komorowskiemu nie udało się jeszcze ani razu wygłosić czegoś, co byłoby równe wystąpieniu Kaczyńskiego w Zakopanem, ani wywołać takich emocji wśród swych wyborców, jak bez trudu przychodzi to kandydatowi PiS. To co przed kilkoma tygodniami sformułowała właśnie prof. Staniszkis, ów fakt, że ktoś ma charyzmę, a ktoś inny jej nie ma, widać w czasie normalnie prowadzonej kampanii jak na dłoni.

Na dodatek, ku utrapieniu spin doktorów PO, niewielki ma na to wpływ praca sztabów. PO zrealizowała lepszy spot niż PiS o sadzeniu dębu, sprawniej też skupia zainteresowanie mediów, a niemal nadludzkie wysiłki, by kreować Bronisława Komorowskiego na męża stanu warte są docenienia. Pomysł z uruchomieniem Rady Bezpieczeństwa Narodowego, wyznaczaniem Marka Belki na szefa NBP były w tym kontekście celne – miały pokazać, że Komorowski to polityk decyzyjny, mający własne pomysły, kreujący rzeczywistość polityczną. I byłoby to wszystko zapewne niezwykle skuteczne, gdyby nie to, że nikt, łącznie z wyborcami PO w ten obraz… nie wierzy. Bo wystarczy zobaczyć migawki ze spotkania Komorowskiego z sołtysami i już, co tu dużo pisać, przychodzi do głowy myśl, że no właśnie na sołtysa, to jeszcze można by takiego Komorowskiego wybrać, ale żeby gdzieś wyżej…

Zwłaszcza, że głównym rywalem jest niewątpliwie wybitny lider polityczny, jakim jest Jarosław Kaczyński, a obok występuje utalentowany polityk Donald Tusk, faktyczny przywódca obozu PO i niejako szef Komorowskiego. Być może dlatego sztab PO doszedł do wniosku, że normalna kampania, taka w której ścierają się poglądy, programy i co niebagatelne osobowości kandydatów nie jest czymś co służy Bronisławowi Komorowskiemu. Wydaje się, że to m. in dlatego tak chętnie politycy PO zdecydowali się ujawnić stenogramy z rozmów w kabinie pilotów Tu 154 zaraz po tym jak dotarły one do Polski. Nie pozwolono nawet prokuraturze wyrazić opinii na ten temat – nie o to chodziło, czy pożytecznym dla postępowania jest ujawnienie wszystkiego natychmiast, chodziło o to, by cała Polska mówiła o stenogramach, o katastrofie, a nie o kampanii.

To umiejętna żonglerka – jest to oczywiście wykorzystywanie struktur i instytucji państwa do prowadzenia kampanii, przy jednoczesnym zepchnięciu innych kandydatów na plan dalszy. Taktyka ta eksponuje Komorowskiego, pozwala istnieć Jarosławowi Kaczyńskiemu jako jego alter ego, ale innych kandydatów zmiata bezwzględnie na margines.

O Waldemarze Pawlaku, Grzegorzu Napieralskim czy Andrzeju Olechowskim w tej sytuacji słuch ginie – w tak sformatowanej kampanii po prostu nie istnieją. To przysłanianie innych kandydatów i kreowanie tylko pary Komorowski - Kaczyński jest dla PO korzystne. Bronisław Komorowski nie ma wprawdzie szans na wygranie wyborów w pierwszej turze, ale przy wypchnięciu innych kandydatów z przestrzeni medialnej ma szanse na dobry wynik, który będzie mu potrzebny do zmierzenia się z liderem PiS w drugiej turze.

Dlatego, jeśli miałabym przewidywać kolejne ruchy Platformy, to takie, które będą skupione na kreowaniu zdarzeń i sytuacji, które będą przykrywać kampanię. Tak, żeby mało kto mówił o spotkaniach wyborczych kandydatów i zwracał na nie uwagę. Fakt, że wówczas przykrywane będą też wyborcze spotkania Komorowskiego nie będzie zapewne sztabowcom PO spędzać snu z powiek.

Joanna Lichocka, publicystka TVP

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »