- Kilka tysięcy ludzi przychodzi do miesiąc do katedry św. Jana Chrzciciela i idzie Krakowskim Przedmieściem modląc się, oddając hołd ofiarom katastrofy i domagając się wyjaśnienia przyczyn tej katastrofy. Byłam tam z kamerą przez kilka miesięcy i bez kamery również i nie widziałam tam przejawów jakiejkolwiek agresji ze strony tych ludzi.
Mam wrażenie, ze „Gazeta Wyborcza” i politycy PO, cały czas próbują podnosić emocje wokoł tych ludzi i kreować ich fałszywy wizerunek. Przypomnę, że w klipie wyborczym PO pt. „Oni pójdą na wybory” wklejono scenę z walk pod krzyżem i zasugerowano, że są to ludzie z Krakowskiego Przedmieścia, że trzeba ich zatrzymać. Wraca więc stara propaganda PO wobec ludzi domagających się prawdy o katastrofie i rozliczeniu za nią odpowiedzialnych.
Uważam, że ci, którzy biorą udział w obchodach każdego 10 dnia miesiąca, nie dadzą się sprowokować. Tam wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane. Jest własna służba porządkowa, właśnie po to, żeby nie dochodziło do niepotrzebnych prowokacji. Oni umieją się przed tym ochronić, są doświadczeni. Jest też wiele osób - dawnych uczestników słynnych Mszy za Ojczyznę w kościele św. Stanisława Kostki w latach 80.
Jestem zdumiona tym eskalowaniem wymyślonego problemu. Nie widzę związku między marszem 10 kwietnia, a meczem dwa dni później reprezentacji piłkarskich Polski i Rosji. Po co podsycać tutaj atmosferę konfliktu. Zrobiłam film „Przebudzenie” właśnie po to, aby tą propagandę PO i niektórych mediów zneutralizować. Niech Platforma nie straszy Rosjan Polakami z Krakowskiego Przedmieścia. To są mądrzy Polacy. Trzeba przyjść aby, to zobaczyć na własne oczy. Będę tam 10 czerwca na Krakowskim Przedmieściu - dodaje Lichocka.
Not. Jarosław Wróblewski

