Libertas – pierwsza ogólnoeuropejska partia polityczna, która rzuciła realne wyzwanie unijnym elitom. Znienawidzony wróg euroentuzjastów, morderca traktatu lizbońskiego. Te określenia z jednej strony zamykają drzwi salonów, z drugiej są dużą zaletą w oczach licznych eurosceptycznych wyborców, którzy z wielką chęcią zagłosują na kandydatów, którzy "wreszcie pokażą tym z Brukseli".
A kto właściwie ma "im pokazać"? Eurosceptykom nigdy nie było łatwo ustalić wspólną platformę wyborczą. Dlatego też wielu polityków w całej Unii Europejskiej może cieszyć się, że ma wspólnego wroga – traktat lizboński, który atakować może zarówno skrajna lewica, jak i narodowa prawica. Symbolem tego fenomenu jest fakt, iż z list Libertas startują w Polsce m.in. politycy LPR, natomiast ugrupowanie – jak sam twierdzi, "w całej Unii prócz Polski" - popiera Lech Wałęsa.
Jak nie libertarianie, to chrześcijańscy konserwatyści
Ciekawym przykładem tej sytuacji są Niemcy, w których formalnie istnieje partia Libertas Deutschland. Pierwotnie założona przez grupkę niedoświadczonych politycznie entuzjastów, próbowała zebrać podpisy pod listą, na której znajdowało się... 16 kandydatów (Niemcy mają 99 mandatów w Parlamencie Europejskim). Declan Ganley grzecznie, acz stanowczo wyjaśnił swoim niemieckim przyjaciołom, iż w ten sposób narażają jego partię na wyśmianie przez media i powinni znaleźć dodatkowych kandydatów. W efekcie na liście, prócz pierwotnych szesnastu, znalazła się grupa kandydatów zupełnie przypadkowych, zarówno liberałów z Liberales Netzwerk, jak i euroentuzjastów z Europe United, która miała tydzień, by znaleźć 4000 osób gotowych ją poprzeć. Okazało się to niemożliwe i Libertas Deutschaland nie startuje jednak w wyborach.
Declan Ganley nie dał jednak za wygraną i znalazł partię, która, dzięki zebraniu podpisów, będzie w stanie reprezentować Libertas w Niemczech. To AUF-Partei: Partia Praca Środowisko Rodzina – Chrześcijanie dla Niemiec; jedna z wielu konserwatywno-chrześcijańskich partii w RFN. Fatalny błąd popełniła "Gazeta Wyborcza" stwierdzając, iż partia ta ma taki sam program, jak CDU i CSU. Bo czy rzeczywiście chadecy, oprócz typowych dla ugrupowań chrześcijańskich postulatów, takich jak "polityka prorodzinna", promują także powrót do standardu złota?
Aborcjoniści ramię w ramię ze zwolennikami życia
Ciekawe, co niemieccy kandydaci Libertas myślą na temat startu pod tym samym szyldem kandydatów z hiszpańskiej partii "Obywatele". Ugrupowanie popiera bowiem politykę premiera Zapatero odnośnie aborcji, czy małżeństw homoseksualnych. Podobnie trudno uznać duńskich zwolenników Libertas za wymarzonych koalicjantów dla chrześcijańskich polityków. Obok Lecha Wałęsy partię Ganleya poparł także Jens-Peter Bonde, założyciel Ruchu Czerwcowego i wieloletni członek Komunistycznej Partii Danii oraz innych skrajnie lewicowych duńskich ugrupowań. W ojczyźnie Andersena bowiem eurosceptycyzm to domena przede wszystkim skrajnej lewicy właśnie. Z kolei w Portugalii z list Libertas startują członkowie ekologicznej Partii Ziemi.
Ten polityczny misz-masz daje konkurentom Libertas możliwość ataków na nieokreśloność poglądową tego ugrupowania. Jako że w Irlandii sceptycyzm wobec traktatu lizbońskiego wiąże się w dużej mierze z obawą przed całkowitą legalizacją aborcji w tym kraju, kontrkandydatka Ganleya z okręgu wyborczego, niezależna Marian Harkin, przypomniała mu fakt startowania z Libertas proaborcyjnych kandydatów w Hiszpanii. - Z naszych list startuje m.in. lider hiszpańskiego ruchu pro-life, Jesus Poveda – odcinał się Ganley, podkreślający swoje przywiązanie do nauki Kościoła. I jak tu nie mówić, że partia ta jest otwarta dla wszystkich?
Kabaret w Brukseli
W Hiszpanii jest straszno, a na Litwie – śmieszno. Choć Libertas koniec końców nie ma tam własnej listy, to blisko współpracuje z Partią Wskrzeszenia Narodowego (TPP) założoną przez satyryka i aktora, Arūnasa Valinskasa. Litwini, zmęczeni tamtejszym politycznym establishmentem postanowili masowo zagłosować na ugrupowanie w wyborach parlamentarnych, które odbyły się rok temu, dzięki czemu TPP weszła w skład koalicji rządowej, zaś sam Valinskas został marszałkiem sejmu.
Libertas jednoczy pod swoim szyldem narodowców, konserwatystów, liberałów i komunistów. Dla wszystkich starczy miejsca na listach ugrupowania. Pytanie tylko, czy tak zróżnicowana koalicja przetrwa dłużej, niż do 7 czerwca 2009. Czy raczej, zamiast o paneuropejskim ruchu reform, będziemy mówić o "komecie Ganleya", która zniknie z unijnego nieboskłonu tak szybko, jak się na nim pojawiła.
Stefan Sękowski
Libertas silna różnorodnością
Fronda.pl: Jaką partią jest Libertas?
Dr hab. Wojciech Sokół (UMCS): Także w przypadku tej partii możemy próbować wyciągnąć wspólny mianownik ideowy. Choć w różnych krajach różnie to wygląda, to jednak Libertas jest najbliższa nurtowi chadecko-konserwatywnemu. Na pewno występuje w niej także nurt konserwatywno-liberalny, zwłaszcza w Czechach.
Jednak są kraje, takie jak Dania czy Hiszpania, w których sympatie wobec Libertas wyrażają także ludzie o poglądach skrajnie lewicowych. Czy ta sytuacja nie zaburza trochę tego obrazu?
Nie tylko w tych krajach, zdaje się, że także w Holandii występuje podobny rozdźwięk. Zresztą w kampanii wyborczej w Irlandii podnoszona jest kwestia niewystarczającego podkreślania pewnych wartości przez Libertas. Na pewno mamy tutaj do czynienia z pewną zbieraniną, w końcu partia ta startuje w różnych państwach i funkcjonuje w zróżnicowanych warunkach. Dobór partnerów był też trochę kwestią przypadku – sam Ganley nie miał konkretnie opracowanej koncepcji tego procesu.
Czy w takim razie Libertas ma szanse na przetrwanie dłużej niż do 7 czerwca? Czy też ewentualni europosłowie z jego list rozejdą się do innych ugrupowań?
Libertas ma szansę na uzyskanie pewnej liczby europosłów, szczególnie w takich krajach jak Francja, czy Czechy. Paradoksalnie to zróżnicowanie, o którym rozmawiamy, może być siłą ugrupowania. Jeśli partia będzie otrzymywać pieniądze, małe partie będą poszukiwać swojej szansy poprzez kontakty z nią. Trzeba jednak pamiętać, że ich funkcjonowanie nie będzie skupiało się na działalności Libertas. Coś takiego jak europejski demos nie istnieje i ludzie bardziej skupiają się na polityce krajowej.
Czy w systemie partyjnym UE jest miejsce dla paneuropejskiej partii eurosceptycznej, która przetrwałaby dłużej niż jedną kadencję?
Jak najbardziej. Dotychczasowe próby budowania eurosceptycznego ugrupowania wokół frakcji w Parlamencie Europejskim się nie powiodły. Libertas budowana jest inaczej, dopiero efektem jej wyborczego sukcesu ma być stworzenie frakcji w Parlamencie Europejskim. To może być przepis na jej na sukces.
Rozmawiał Stefan Sękowski.
Dr hab. Wojciech Sokół jest pracownikiem naukowym Wydziału Politologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Jest współautorem książki "Współczesne partie i systemy partyjne".
Lubisz wyraziste poglądy? Pomóż nam istnieć! Wstąp do Klubu Frondy!
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

