Irlandzki reżyser zadebiutował w 2007 roku filmem o Czarnobylu „Prypeć”. Później pracował m.in. przy tworzeniu dokumentacji w Gruzji po wojnie rosyjsko-gruzińskiej w 2008 roku. W 2011 r. udał się do Izraela i Palestyny, gdzie powstał jego pierwszy film długometrażowy „Czterdzieści odcieni szarości”. Okazało się, że ten film zmienił nastawienie lewicującego twórcy do konfliktu na Bliskim Wschodzie. „Dziwne. Mój gniew na Izrael rozpoczął się od akcji militarnej w Gazie, w grudniu 2008 r., kiedy ponad 1200 Palestyńczyków straciło życie, w porównaniu do tylko 13-tu Izraelczyków. Byłem więc tak rozjuszony tą masakrą, że pozowałem w arafatce do zdjęcia, które miało się znaleźć w katalogu wystawy. Krótko potem, zwróciłem się do Irlandzkiej Rady Artystycznej z wnioskiem o grant na film o Izraelu i Palestynie. Chciałem porozmawiać z tymi żołnierzami, żeby rzucić wyzwanie ich czynom - i rzucić wyzwanie izraelskim obywatelom, którzy ich wspierali”- pisze w „Independent”.


Tekst Larkina publikuje na swoich stronach Forum Żydów Polskich. Reżyser pisze, że Izraelczycy traktowali go z dużą podejrzliwością, bo Irlandczycy należą do największych krytyków Izraela na świecie. „Potem pojechałem na Zachodni Brzeg. Nagle bycie Irlandczykiem przestało być problemem. Znajome graffiti zdobiło Mur. Betlejem było Las Vegas dla fanów Jezusa - neonowy krucyfiks górował nad plakatami z podobiznami męczenników. Ci męczennicy prześladowali nas na całym Zachodnim Brzegu. Patrzyli ze słupów i ścian gdziekolwiek poszliśmy. Jak stare obrazki z Jezusem z sercem miłosierdzia. Ale im bardziej przyglądali mi się męczennicy, tym bardziej czułem się zakłopotany. W końcu mantrą palestyńską był "opór bez przemocy". To było ich motto, powtarzane ciągle i ciągle, jak na katolickiej mszy”- zauważa artysta.„Kiedy przeprowadzałem wywiad z Hindą Khoury, byłą członkinią rządu palestyńskiego, pochylała się w złości na krześle, kiedy odmawiała potępienia zamachowców-samobójców. Cała była przepełniona agresją. Ta agresja była kontynuowana w Hebronie, gdzie zobaczyłem swastykę na ścianie. Kiedy ustawiłem kamerę, Izraelski żołnierz krzyknął do mnie ze swojego posterunku na dachu. Kilka miesięcy wcześniej mógłbym zignorować go, jako mojego politycznego przeciwnika. Ale teraz zatrzymałem się, żeby porozmawiać. Mówił tylko o "Taybeh" - lokalnym palestyńskim piwie”- pisze reżyser i dodaje, że wstrząsem był dla niego wywiad z izraelskim żołnierzem, który opowiadał m.in. o 20 arabskich nastolatkach ze Strefy Gazy odurzonych tabletkami ecstasy, których wysyłano biegiem w kierunku bazy, której pilnował. Każdy z nich miał na sobie pas z materiałami wybuchowymi i detonator w ręku. Narkotyki w ich systemie oznaczały, że nie czuli bólu. Tylko strzał w głowę mógł ich zatrzymać.


Larkin stawia tezę mówiącą, że Izrael jest „schronieniem, ale schronieniem oblężonym, miejscem ucieczki, gdzie deszcz rakiet spada z nieba. Próbowałem wczuwać się w sytuację, patrząc na świat ich oczami. Zacząłem nową podróż intelektualną, taką, która nie spotka się z entuzjazmem w mojej ojczyźnie”. Niestety przemiana twórcy była początkiem jego problemów w Irlandii. Twórca opowiada jak w Dublinie czekano na film antyizraelski. „Ode mnie, jako irlandzkiego artysty, oczekuje się, że będę podpisywał bojkoty, nosił arafatkę i głośno demonstrował przeciwko "Okupacji". Ale nie tylko od artystów oczekuje się nienawiści do Izraela. Bycie nastawionym przeciwko Izraelowi ma być częścią naszej irlandzkiej tożsamości, tak samo, jako powinniśmy czuć niechęć do Anglików”- mówi odważnie. Larkin ubolewa nad kondycją wolności słowa w Irlandii, która powoduje, że, gdy opowiada się za Izraelem, „panowie i paniusie patrzą na mnie z potępieniem, jakbym nasikał im na buty”. Reżyser pokazuje również absurdalność lewicowych akcji przeciwko Izraelowi. „Nakłaniano supermarkety, żeby zdjąć z półek wszystkie izraelskie produkty - a był to krok, który bezpośredni zaszkodził palestyńskim rolnikom, którzy większość produktów sprzedają pod izraelską marką” - mówi.


W bardzo ważnym tekście, który jest niewątpliwym przejawem odwagi młodego filmowca, przyznaje on, że będzie miał wielkie  problemy we własnym środowisku. Zwraca on również uwagę, że irlandzcy artyści nie mają pojęcia przeciwko czemu protestują. Jako przykład podaje on bojkot Izraela firmowany przez Irlandzko-Palestyńską Kampanię Solidarności. „Co ci krytycy z tylnego siedzenia wiedzą o Izraelu? Czy mogą wymienić 3 izraelskie miasta, albo marki?” - pisze i zadaje fundamentalne pytanie: „Dlaczego mamy naszych artystów poddawać szablonowemu myśleniu o Izraelu? Czy może to jest postrzegane jako przyczynek do kariery?”. „Każdy artysta wart siebie, powinien być gotowy na zmianę swojego poglądu wobec tych nowych informacji. Więc wzywam wszystkich tych 216 artystów, którzy przyrzekli bojkotować państwo izraelskie, żeby spędzili trochę czasu w Izraelu i Palestynie. Może kiedy wrócicie, wyrzucicie do śmieci swoją arafatkę. Ja tak zrobiłem” - kończy swój tekst irlandzki filmowiec.


Ł.A/FZP/independent.ie