Heather McDougall powołuje się na św. Tomasza Morusa, który według niej twierdził w "Utopii", że eutanazja dla nieuleczalnie chorych była jednym z głównych czynników potrzebnych w społeczeństwie idealnym. Później angielska publicystka powołuje się na wydaną przez Kongregację Nauki i Wiary "Deklarację o eutanazji" (Iura et bona) z 1980 roku. Przytacza jej fragment: - Celowe spowodowanie własnej śmierci jest równie złe jak morderstwo.
- Nikt nie ma w żaden sposób prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej, czy to jest embrion czy płód, dziecko czy dorosły, człowiek stary, lub cierpiący na nieuleczalną chorobę. Ponadto nikt nie może się domagać, aby popełniono ten akt zabójstwa, ani dla siebie lub dla innej osoby powierzonej jego opiece, nie może on wyrazić na to zgody, w sposób wyraźny lub domniemany. Żadna władza nie ma prawa do tego zmuszać ani na to działanie – cytuje watykański dokument, określając go jako podstawę sprzeciwu katolików wobec eutanazji.
Publicystka podkreśla, że w tym dokumencie eutanazja jest zdefiniowana jako "... działanie lub zaniechanie, które samo w sobie lub w zamierzeniu działającego powoduje śmierć".
- Należy podkreślić, że we współczesnej medycynie, nie zawsze jest jasne, jakie działania są "przyczyna śmierci". Przykładowo, lekarz może podać choremu środki uśmierzające ból, które w konsekwencji spowodują zgon. Tak więc dla katolików jest to moralnie dopuszczalne, kiedy podaje się ogromne dawki morfiny, nie mając zamiaru spowodowania zgonu i to jest jasno określone w dokumencie – interpretuje nauczanie Kościoła.
- Co w przypadku sytuacji, w których lekarze są proszeni o narkotyki, których głównym celem jest doprowadzenie do śmierci? - pyta publicystka i stwierdza jednocześnie, że sformułowanie "główny cel podania narkotyków jest niejasny". - W dużej mierze zależy to od stanu świadomości i woli osoby, która podaje środki mające spowodować śmierć, a to jest praktycznie niemożliwe, ponieważ motywy są skomplikowane – pisze.
- Jeżeli lekarz wie, że w wyniku leczenia człowiek może umrzeć, i nie ma on bezpośredniego zamiaru zakończenia życia, to być może to wystarczy aby uczynić ten akt dopuszczalny dla katolików? - snuje swoje wywody.
Autorka tekstu w "Guardianie" uważa, że wielu katolików utrzymuje katolickie stanowisko wobec eutanazji wyłącznie pod "presją swojego wyznania". - Wydaje się, że to coś strasznie okrutnego, kiedy umierającemu człowiekowi pomaga się szybciej umrzeć. Ale być może w nędzy i cierpieniu, jest to gest współczucia i aktywna pomoc umierającym. Jak możemy przekonać do tego katolików? - zastanawia się.
MM/Guardian.co.uk
Autorka tekstu powołuje się na św. Tomasza Morusa, który, miał stwierdzić w "Utopii", że "eutanazja dla nieuleczalnie chorych była jednym z głównych czynników potrzebnych w społeczeństwie idealnym".
Później angielska publicystka powołuje się na wydaną przez Kongregację Nauki i Wiary "Deklarację o eutanazji" (Iura et bona) z 1980 r. Przytacza jej fragment: - Celowe spowodowanie własnej śmierci jest równie złe jak morderstwo.
- Nikt nie może w żaden sposób prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej, czy to jest embrion czy płód, dziecko czy dorosły, człowiek stary, lub cierpiący na nieuleczalną chorobę. Ponadto nikt nie może się domagać, aby popełniono ten akt zabójstwa, ani dla siebie lub dla innej osoby powierzonej jego opiece, nie może on wyrazić na to zgody, w sposób wyraźny lub domniemany. Żadna władza nie ma prawa do tego zmuszać ani na to działanie – cytuje watykański dokument, określając go jako podstawę sprzeciwu katolików wobec eutanazji.
Publicystka podkreśla, że w tym dokumencie eutanazja jest zdefiniowana jako "... działanie lub zaniechanie, które samo w sobie lub w zamierzeniu działającego powoduje śmierć". - Należy podkreślić, że we współczesnej medycynie, nie zawsze jest jasne, jakie działania są "przyczyna śmierci". Przykładowo, lekarz może podać choremu środki uśmierzające ból, które w konsekwencji spowodują zgon. Tak więc dla katolików jest to moralnie dopuszczalne, kiedy podaje się ogromne dawki morfiny, nie mając zamiaru spowodowania zgonu i to jest jasno określone w dokumencie – interpretuje nauczanie Kościoła.
Co w przypadku sytuacji, w których lekarze są proszeni o narkotyki, których głównym celem jest doprowadzenie do śmierci? - pyta publicystka i stwierdza jednocześnie, że sformułowanie "główny cel podania narkotyków jest niejasny". - W dużej mierze zależy to od stanu świadomości i woli osoby, która podaje środki mające spowodować śmierć, a to jest praktycznie niemożliwe, ponieważ motywy są skomplikowane – pisze.
- Jeżeli lekarz wie, że w wyniku leczenia człowiek może umrzeć, i nie ma on bezpośredniego zamiaru zakończenia życia, to być może to wystarczy aby uczynić ten akt dopuszczalny dla katolików? - snuje swoje wywody. Autorka tekstu w "Guardianie" uważa, że wielu katolików utrzymuje katolickie stanowisko wobec eutanazji wyłącznie pod "presją swojego wyznania".
- Wydaje się, że to coś strasznie okrutnego, kiedy umierającemu człowiekowi pomaga się szybciej umrzeć. Ale być może w nędzy i cierpieniu, jest to gest współczucia i aktywna pomoc umierającym. Jak możemy przekonać do tego katolików? - zastanawia się
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

