Przed tygodniem KE otworzyła wobec Węgier postępowanie o naruszenie prawa UE m.in. w sprawie ograniczenia niezależności banku centralnego. Postępowanie wobec Węgier dotyczy też ustaw ograniczających - zdaniem KE - niezależność urzędu ds. ochrony danych osobowych oraz sądownictwa. Jak wiadomo Węgry są dziś głównym wrogiem postępowych sił Unii Europejskiej. Dążący do zmian rząd Victora Orbana jest traktowany (również przez dziennikarskich lemingów z Polski) jako faszystowski, który przebił w dyktatorskich zapędach reżim braci Kaczyńskich. Jednym z głównych krytyków całej europejskiej prawicy jest niemiecki socjalista Martin Shultz, który wiele razy pokazał swoją tolerancję wobec konserwatystów. Teraz będzie on przewodził Parlamentowi Europejskiemu.


Ten były księgarz bez formalnego wykształcenia od 1994 roku zasiada w Parlamencie Europejskim. W PE dał się poznać jako polityk, którego działania graniczyły z awanturnictwem. Po wyborze na przewodniczącego zasugerował, że będzie się różnić od Jerzego Buzka, mówić, że nie będzie "wygodnym przewodniczącym". Nawiązując do kryzysu w strefie euro, skrytykował agencje ratingowe, które - jego zdaniem - podważają wiarę w projekt europejski. Niemiecki socjalista nie miał jednak nigdy dobrej prasy nawet w swoim kraju. Dziennik „Die Welt”, pisząc o nim, używa sformułowania „przebiegły prowokator”. Niemiecka prasa przypominała  jego zachowanie, gdy w 2009 r. nazwał rządzących wówczas w Austrii polityków partii wolnościowej (FPÖ) nazistami i porównał ich politykę do tej uprawianej w III Rzeszy. Atakował też czeskiego prezydenta Václava Klausa, wstrzymującego się od podpisania traktatu lizbońskiego, i zarzucał mu zdradę unijnych interesów. Był obecny przy bezprecedensowym ataku na prezydenta Czech, jaki przeprowadził lewacki rewolucjonista Daniel Cohn- Bendit kilka lat temu podczas spotkania Klausa z przedstawicielami Parlamentu Europejskiego , którzy wymagali podpisania Traktatu Lizbońskiego. Schulz jest znany również  ze swojej nienawiści wobec PiS. Wzywał do izolacji PiS i prezydenta Lecha Kaczyńskiego  w UE po sprzeciwie wobec ustanowienia Europejskiego Dnia przeciwko Karze Śmierci. ”Mam nadzieję, że polski naród jest na tyle mądry, że szybko odeśle ten rząd do domu” - oświadczył podczas debaty w PE, który również  walił jak w bęben w PiS za opóźnienia ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.  Polityk bronił również prof. Bronisława Geremka, gdy ten ostentacyjnie sprzeciwił się poddaniu lustracji.


Ostatnio wziął się również za pouczanie Brytyjczyków, których werbalnie już wyrzucił z Unii. Jego zdaniem premier David Cameron strzelił "potężnego samobójczego gola". „Wątpię, czy Wielka Brytania na dłuższą metę pozostanie w UE” - mówił. „Wielka Brytania jeszcze nigdy nie była w takiej izolacji” - dodał i stwierdził ,że „w razie konieczności UE może działać bez Wielkiej Brytanii, ale Wielka Brytania miałaby większe trudności bez UE”. W rozmowie z gazetą "Stuttgarter Zeitung" powiedział on z kolei, że postawa Londynu na szczycie może być "początkiem końca brytyjskiego członkostwa" w Unii. Najczęściej wystąpienia Schultza są przemilczane przez przywódców europejskich. Jednak dostał on po głowie od Sivio Berlusconiego, który słynął z niewyparzonego języka. Po tym jak włoski premier został zaatakowany przez Niemca, Berlusconi powiedział w PE, że Schultz byłby „byłby idealnym kandydatem do zagrania roli kapo we włoskim filmie”. Czy dziś ktoś odważyłby się na tak frontalny atak na Martina Schultza? Niektórzy komentatorzy uważają, że niemiecki polityk stępi język będąc przewodniczącym PE. Jednak atak na Orbana pokazuje, że będzie on raczej kontynuował swoją antyprawicową tyradę w Unii Europejskiej.


Łukasz Adamski