Dziennikarze austriackiej gazety „der Standard” spytali Evę Glawischnig, czy nie jest dziwne, że chce ona związać partię z lewacką organizacją Attac, która jest przeciwna przyjęciu traktatu lizbońskiego. - Dla Zielonych jest oczywiste, że należy współpracować z NGO-sami. Te organizacje nie muszą zawsze w zupełności podzielać nasze poglądy. Ale są ważną częścią społeczeństwa obywatelskiego – twierdzi Glawischnig.
Przewodnicząca jest sceptyczna wobec ratyfikacji samego traktatu. - Byliśmy zbyt mocno zajęci debatą na temat traktatu lizbońskiego, a za mało projektami reform, które chcemy przeprowadzić na poziomie unijnym – mówi posłanka do austriackiego parlamentu. I nie zostawia na dokumencie suchej nitki. - Z mojego punktu widzenia traktat lizboński jest martwy. Moim zdaniem rozsądna byłaby próba oddzielenia od niego tych fragmentów, które nie wzbudzają kontrowersji i uratowanie ich jako podstawy poprawionego traktatu.
Glawischnig nie pozostawia też wątpliwości co do przystąpienia Turcji do Unii Europejskiej. - Po tym, jak traktat poniósł porażkę, trzeba się starać, by unijne instytucje mogły wydajnie pracować z nowymi członkami Unii. Przecież to nadal jest wielki plac budowy. Pod obecnymi warunkami UE nie ma możliwości przyjęcia nowych członków. Dlatego nikt nie może powiedzieć, kiedy Turcja stanie się członkiem Unii. To kwestia co najmniej dziesięciu, piętnastu lat – stwierdza lewicowa posłanka.
Czy Daniel Cohn-Bendit nakrzyczy na swoją austriacką towarzyszkę, jak zrobił to z czeskim prezydentem Vaclavem Klausem?
sks, standard.de
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

