W radzie nadzorczej jest większość potrzebna do zawieszenia Tejkowskiego – donosi "Gazeta Wyborcza", na której łamach po emisji posypały gromy na autorów dokumentu. - Uważamy, że w mediach publicznych polska historia nie może być tak zakłamywana. Generał Jaruzelski sam, bez niczyjej pomocy bierze odpowiedzialność za wiele niedobrych momentów naszej historii, choć oczywiście mówi o czasie, kontekście i rysuje tło – oburza się poseł SLD Jerzy Wenderlich.

- To skandal i bezczelność ze strony lewicy, której wydaje się, że nadal żyje w PRL i może ręcznie sterować telewizją – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl pisarz i publicysta Rafał Ziemkiewicz, który po emisji dokumentu prowadził dyskusję w telewizyjnym studio. I trudno się dziwić postulatom lewicy, skoro w dyskusji w TVP do liftingu Jaruzelskiego rękę przyłożyli nawet publicyści Jacek Żakowski i Wojciech Mazowiecki.

Mazowiecki nie bawił się nawet w próby komentowanie filmu, tylko od razu przeszedł do "słusznej narracji" oburzania się na "pisowską telewizję". Publicystyczną forpocztę podchwycili politycy lewicy, którzy najpierw interweniowali w tej sprawie u prezesa TVP Romualda Orła. A teraz domagają się odwołania członka zarządu.

Poseł Wenderlich rzuca przy tym oskarżenia, które pod znakiem zapytania stawiają to, czy oglądał film, o którym mówi. - Jakaś obsesja, która jest jedynie historycznym zmyśleniem autorów filmu – oburza się polityk lewicy na dokument oraz jego autorów Roberta Kaczmarka i Grzegorza Brauna. Twórcy dokumentu w ogóle się tym nie przejmują.

- Towarzysz generał ma pod sobą towarzyszy redaktorów, towarzyszy prokuratorów. To pospolite ruszenie tego środowiska – mówił nam producent i współautor filmu Robert Kaczmarek o histerycznych reakcjach po emisji dokumentu. A pokazana w nim została postać Jaruzelskiego przed 1989 r. - Żadnych nowych informacji, zebraliśmy w jedną opowieść rozproszone wiadomości – wskazał Kaczmarek.

mm

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »