- Jest regulamin, który mówi, że treść ogłoszeń nie może przekraczać norm etyczno-moralnych - tłumaczy Tomasz Łazarski, dyrektor Zakładu Usług Komunalnych i działacz SLD. - Społeczeństwo nie życzy sobie tego typu plakatów. Gdy sprawa pojawiła się w lokalnych mediach, ludzie na forach internetowych byli jej zdecydowanie przeciwni... - dodaje.
Chodzi o plakaty w ramach akcji "Miłość nie wyklucza" prezentujące pary homoseksualistów. Wcześniej akcja napotkała przeszkody w innych miastach, ale "na Podlasiu sprzeciwili się jej członkowie SLD - partii zapowiadającej, że przedstawi w Sejmie projekt uchwały o związkach partnerskich" - z żalem podkreśla "Gazeta Wyborcza".
-Po co to wieszać na ulicach? - pyta szef podlaskiego SLD, Krzysztof Zaręba, ale zaraz dodaje, że generalnie jest za ustawą o związkach partnerskich. - Skoro homoseksualiści wybrali sobie taką drogę, to niech żyją, jak chcą. Tylko czy muszą się z tym obnosić w Suwałkach? - dodaje.
Zszkokowana Katarzyna Piekarska, wiceprzewodnicząca SLD i autorka projektu uchwały o związkach partnerskich, twierdzi, że plakaty nie tylko nie wzbudzają kontrowersji, ale też "są bardzo przyjemne, a ludzie na nich przyjaźni". - Człowiek lewicy musi rozumieć, jak ważna jest kwestia praw człowieka, osób homoseksualnych. Edukacji Polaków służą przecież takie kampanie. Jeśli członek SLD odmawia przeprowadzenia takiej akcji, to jest to dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Aż nie mogę w to wszystko uwierzyć. Ten pan musi się zastanowić, czy chce być dalej członkiem partii - mówi i zapowiada, że Łazarski będzie musiał złożyć wyjaśnienia.
- Zdarzenie z Suwałk pokazuje, że lewica nie jest wcale taka gay-friendly, na jaką się kieruje. Kiedy już ktoś publicznie występuje, to powinien przynajmniej wiedzieć, jaka jest oficjalna linia swojej partii - komentuje Wojciech Szot, rzecznik kampanii "Miłość nie wyklucza".
eMBe/Gazeta.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

