Nowa transseksualna posłanka partii Palikota, Anna Grodzka, wczoraj prowadziła w Szczecinie warsztaty "Oswajanie transpłciowości". Pytana o to, jak została przyjęta jako posłanka transseksualna, odpowiedziała, że dostrzega "pewne przejawy braku szacunku" w mediach i polityce. „Tadeusz Iwiński powiedział o mnie, że jestem nie całkiem kobietą” - powiedziała.
„Grodzka jako posłanka będzie chciała zająć się wprowadzeniem ustaw o związkach partnerskich, a także stworzeniem ustawy o określaniu płci, która ułatwi osobom transseksualnym proces zmiany płci i późniejsze funkcjonowanie w społeczeństwie. Proces zmiany płci miałby być w pełni refundowany przez państwo. Zapowiedziała, że będzie również wspierała wejście w życie ustaw: o równości kobiet, świadomym macierzyństwie i o in vitro”- czytamy na wp.pl. A więc tłumacząc to na język normalny, Grodzka będzie domagała się by dwóch panów i dwie panie mogły bawić się w rodzinę, finansowanie przez podatników ( każdego z nas) zmiany płci ludzi, którzy mają problem z tożsamością płciową oraz, jak rozumiem a mam nadzieję, że się mylę, legalizację zabijania dzieci nienarodzonych, jeżeli zostaną uznane za niepotrzebne i robienie ludzi w próbówkach. Oto pomysł czołowego transwestyty III RP na Polskę, który ma jak to ludzie Palikota rozsądne poglądy na gospodarkę ( dodam to by nie być posądzonym o stronniczość).
Jednak nie to jest najważniejsze we wczorajszym przemówieniu Grodzkiej. „Tadeusz Iwiński z SLD powiedział o mnie, że jestem nie całkiem kobietą. Ja po prostu będę sobą i pokażę, że nieprzychylne zdania o mnie są niesprawiedliwe. Mam nadzieję, że posłowie, którzy nie okazują szacunku, zostaną odpowiednio ocenieni przez wyborców w następnej kadencji” – mówi ikona „postępowości” Polski. Tadeusz Iwiński znów ma problem. Niedawno inna znana posłanka PO z Warmii i Mazur, która wsławiła się placem Tybetu w Olsztynie, oskarżyła znanego poliglotę o seksizm. „Mam takie doświadczenie z kolegą Tadeuszem Iwińskim, z którym od sześciu lat pracujemy w komisji spraw zagranicznych, że w swoich wypowiedziach często odnosi się do mojego wyglądu, co mnie dziwi, bo mnie nigdy nie przyszłoby do głowy, by odnosić się do jego zewnętrznej aparycji”- mówiła na antenie Radia Olsztyn Bublewicz. Szybko temat podchwyciła Gazeta Wyborcza. „Na potwierdzenie ( Bublewicz- przyp. Ł.A) przedstawia stenogramy z posiedzenia komisji z listopada 2010 roku, które dotyczyło strategicznych celów polskiej polityki zagranicznej w Azji Centralnej i na Dalekim Wschodzie. Posłanka nie zgodziła się ze stanowiskiem polityka SLD na temat przestrzegania praw człowieka w Chinach. W odpowiedzi usłyszała od Iwińskiego: "Nie chcę prowadzić polemiki z panią poseł Bublewicz, która jest urocza i inteligentna i stoi na czele zespołu tybetańskiego"- czytamy w GW, która przypomniała, że w 2002 roku Iwiński „mocno musiał się tłumaczyć z materiału, który pokazał TVN. Wynikało z niego, że w przerwie szczytu UE w Barcelonie usiłował pocałować polską tłumaczkę i sięgnął ręką pod jej żakiet”.
Nie podejrzewam oczywiście by Iwiński był kiedykolwiek oskarżony o próbę pocałunku Grodzkiej. Iwiński aż tak postępowy nie jest, co w gruncie rzeczy może przełożyć się na jego wynik wyborczy za 4 lata. Iwiński musi w końcu zrozumieć, że Polska lewica zmienia twarz i kawior odchodzi do lamusa. Zamiast niego na salony wchodzi Biedroń ( chyba, że go zamkną za pałowanie policjanta) i osławiona już Grodzka. Iwiński będzie musiał w końcu nauczyć się szacunku dla mężczyzny, który stał się kobietą. Może Grodzka nauczy go również szacunku dla posłanki od Tybetu a nawet samego Tybetu.
Łukasz Adamski

