Jürgen Vietor, drugi pilot samolotu „Landshut” porwanego przez palestyńskich terrorystów w solidarności z uwięzionymi lewakami, uczynił ten gest w proteście przeciwko przedterminowemu zwolnieniu z więzienia Christiana Klara. Ten wielokrotny zabójca, skazany na pięciokrotne dożywocie i 15 lat więzienia za dziewięć morderstw i jedenaście usiłowań zabójstwa, wyjdzie na wolność w styczniu przyszłego roku, po odsiedzeniu jedyni 26 lat kary.

Klar nigdy nie wyraził skruchy. - Szanuję uczucia drugiej strony, ale ich nie podzielam – mówił w telewizyjnym wywiadzie pytany czy nie odczuwa poczucie winy. - Głęboko dotyka mnie, że akurat tu, w bogatych krajach, zbyt wiele ludzkich żywotów się nie liczy – relatywizował terrorysta. Cały czas wyznaje komunistyczne przekonania. W 2007 roku wysłał na konferencję Fundacji im. Róży Luksemburg (think tank Partii Lewicy) pozdrowienia, w których nawoływał swoich towarzyszy do dalszej walki. Tej sytuacji nie mogą znieść ofiary RAF i rodziny zamordowanych.

W sierpniu Federalny Krzyż Zasługi oddała wdowa po Jürgenie Ponto, zamordowanym w 1977 roku. Zrobiła to w odpowiedzi na ukazanie się – po części za pieniądze publicznej telewizji – w kinach tendencyjnego filmu „Der Baader-Meinhof Komplex”, opowiadającego historię Frakcji.

Ruch Vietora popiera żona drugiego pilota „Landshut”, który został z zimną krwią zamordowany przez Palestyńczyków. – Ofiary RAF zostały pozostawione same sobie – mówi Monika Schumann. – Społeczeństwo bardziej przejmuje się tym, czy Klar dostanie kolejną szansę, niż pamięcią o jego ofiarach.

sks, Rz

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »