Z artykułu Łukasza Zalesińskiego dowiadujemy się, że Wójciak, która wybór papieża Franciszka skomentowała "No i wybrali ch..., który donosił wojskowym na lewicujących księży, „zawsze miała skrajnie lewicowe poglądy”. W ten sposób opisał ją reżyser teatralny, wieloletni znajomy, który przy okazji wspomniał obecność wyżej wymienionych plakatów nad jej łóżkiem. Zalesiński komentuje ich nazwiska krótko. Pisze, że Meinhof i Baader byli członkami lewackiej bojówki, która na początku lat 70. działała w zachodnich Niemczech. To oczywiście prawda, ale bardzo skąpa.
Terrorystyczna Frakcja Czerwonej Armii
Meinhof i Baader byli założycielami grupy nazwanej od ich nazwisk Gangiem Baader-Meinhof, z którego wyrosła potem jedna z najbardziej znanych lewackich organizacji terrorystycznych o nazwie Frakcja Czerwonej Armii (Rote Armee Fraktion: RAF). Ta uważana niegdyś za jedną z najlepiej zorganizowanych grup terrorystycznych, znana była z napadów na banki, porwań, morderstw i podkładania bomb. W swoim przekonaniu walczyła na rzecz obalenia kapitalizmu i zaprowadzenia marksizmu. Jej skrajnie antyamerykańscy członkowie uważali, że nadal żyją w kraju rządzonym przez nazistów, dlatego dążyli do obalenia władzy. Współpracowali z innymi organizacjami terrorystycznymi na Bliskim Wschodzie i we Francji (Action Direct). Odbywali szkolenia w Jordanii i Jemenie. RAF oficjalnie rozwiązała się w 1998 r.
Szowinista Baader
Jak pisze w „Shoot the Women First” (1991) brytyjska dziennikarka Eileen MacDonald, Andreas Baader miał szczególnie nieprzyjemny charakter i był „paskudnym szowinistą”. Lubił się perfumować i nosić makijaż, aby przyciągać do siebie homoseksualistów. Sprawiało mu przyjemność agresywne dawanie im kosza, gdy połknęli już jego przynętę. Oprócz tego, jak pisze MacDonald, Baader zwracał się do wszystkich kobiet w podobnym stylu, w jakim artystka Wójciak określiła papieża Franciszka, korzystając przy tym z wulgarnego określenia kobiecego organu płciowego.
Wygląda na to, że Andreas nie tylko kobiet nie lubił. Zdawał się być wściekły na wszystko. Skąd się to wszystko wzięło, trudno powiedzieć. Jego ojciec zmarł, kiedy Andreas był małym chłopcem. Został wychowany, a właściwie rozpieszczony i zepsuty przez matkę, ciotkę i babkę. Wyrzucano go z kilku szkół. Na uniwersytet jednak nie trafił, w przeciwieństwie do swoich licznych koleżanek z organizacji. Trafił za to do więzienia zanim spotkał swoją przyszłą dziewczynę Gudrun Ensslin, która stała się duszą RAFu (Ulrike Meinhof miała być za to jej głową, zaś on sam jej motorem).
Baadera specjalnie nie interesowało dyskutowanie o rewolucyjnej ideologii. Wolał raczej działać. Z opisów MacDonald wynika, że był on osobą skrajnie egocentryczną i agresywną. Wyzwiskami obrzucał swoich towarzyszy. Lubił przechwalać się, że pochodził od sławnego filozofa o tym samym nazwisku. Innym razem, że jest ekspertem od włamań i kradzieży samochodów. Jego hasłem było: „Nie dyskutuj. Niszcz”.

Za jedno takie „niszczenie” trafił do więzienia. Chodziło o atak na sklep, w którym na szczęście nikt nie zginął. Akcja ta miała zwrócić uwagę na amerykańskie poczynania w Wietnamie. Z więzienia został uwolniony przez swoją dziewczynę i Ulrike Meinhof. Kiedy po kolejnym zatrzymaniu przez policję m.in. za zamachy bombowe i napady na banki, znowu trafił za kratki, odwiedził go tam Jean-Paul Sartre. Tak naprawdę nie ma się czemu dziwić, gdyż grupa była bardzo popularna nie tylko w swoim kraju i miała wielu sympatyków. I nie tylko wśród lewicowych autorytetów. Sartre’owi trudno jednak było Baadera polubić. Ujęci wraz z nim członkowie organizacji zostali skazani za morderstwa. On sam zginął zastrzelony w więzieniu w 1976 r., prawdopodobnie w ramach paktu samobójczego wraz z innymi członkami RAF.
Burżuazja walczy z kapitalizmem
Biografia Ulrike Meinhof, która skończyła podobnie do Baadera, przypomina zarówno życiowe doświadczenia tego męskiego lidera RAF, jak i wielu feministek i lewicowych dziennikarek. Tak jak on, Meinhof wychowała się bez ojca, którego utraciła, już jako pięcioletnie dziecko. Studiowała edukację i psychologię. Wyszła za mąż za wydawcę „konkretu” Klausa Rainera Röhla, z którym wzięła później rozwód. Po urodzeniu bliźniaków przeszła operację mózgu. Jak pisze Paige Whaley Eager w “From Freedom Fighters to Terrorists: Women and Political Violence” (2008) prowadziła „burżuazyjne życie”. Meinhof posłała bowiem swoje córki do szkół prywatnych i zatrudniała pomoc do ich wychowania. Chciała, aby u Palestyńczyków przeszły szkolenie bojowe. Na szczęście ojciec dzieci w porę zdążył siedmiolatki przechwycić.
Sama była szkolona w strzelaniu przez Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny, podobnie zresztą do Baadera. Oprócz tego była wcześniej znaną dziennikarką, komentatorką polityczną i często występowała w telewizji. Jak pisze Eager, prawdopodobnie zleciła egzekucję członkini swojej grupy Ingeborg Barz, która chciała ją opuścić. Poparła zamordowanie izraelskich sportowców w Monachium. Ostatecznie popełniła samobójstwo w więzieniu (co było przedmiotem dyskusji jej sympatyków), gdzie była przetrzymywana z Gudrun Ensslin. Obie oskarżone były o 4 morderstwa i liczne próby zabójstwa.
Najpierw strzelać do kobiet
Warto przy okazji wyjaśnić, że tytuł książki MacDonald „Shoot the Women First” (Najpierw strzelać do kobiet) prawdopodobnie wyraża zalecenie organizacji antyterrorystycznej zachodnich Niemiec i Interpolu kierowaną do innych europejskich organizacji antyterrorystycznych. Oficjalnie żadna z tych organizacji tego nie potwierdziła, jednak eksperci od terroryzmu przyznali, że to dobra rada dla ludzi miłujących własne życie, mających do czynienia z grupami terrorystycznymi. Wśród nich był Christian Lochte z niemieckiej sieci organizacji wywiadowczych.
Oprócz Meinhof i Ensslin do RAF należało wiele kobiet: Hanna-Elise Krabbe, jej młodsza siostra Frederike, Barbara Meyer, Andrea Klump, Astrid Proll, Petra Schelm, Margrit Schiller, Inge Viett czy Susanne Albrecht. Wiele z kobiet trafiało do RAF ze swoimi chłopakami. Niektóre dla organizacji opuszczały własne dzieci (Ensslin i Meinhof). Według Eager, w latach 70. ponad 30% lewicowych terrorystów w Niemczech było kobietami. Stanowiły one również 50% członków RAF i 80% ich zwolenników.
Ekspert od terroryzmu, Christian Lochte tłumaczył MacDonald, że im więcej emancypacji kobiet w danym kraju, tym więcej kobiecego terroryzmu. Dlatego nie dziwiła go liczba Niemek w organizacjach terrorystycznych, gdyż uważał je za jedne z najbardziej wyemancypowanych kobiet w Europie, np. dużo bardziej od Włoszek (a i tam były kobiety-terrorystki). Pośrednio za terroryzm winił więc feminizm. Choć jest to dość kontrowersyjne stwierdzenie, warto podać fakt, że -jak pisze Eager- w XX w. kobiety były bardziej zaangażowane w przemoc polityczną po stronie lewicy niż prawicy. Warto dziś o tym pamiętać.
Natalia Dueholm
