- Staję do tych wyborów, bo po pierwsze moje koleżanki i koledzy muszą mieć wybór, a po drugie - trzeba przerwać dokładanie chrustu do stosu, na którym płonie SLD, i wyrwać Sojusz z tego miejsca – powiedział w Sygnałach Dnia były premier Leszek Miller, który po ciężkim boju z gejem Robertem Biedroniem wszedł jednak do Sejmu. Czyżby SLD chciało się jednak odróżnić „szowinistycznym” wizerunkiem twardziela od poprawnego politycznie, zniewieściałego Ruchu Palikota, który jest obecnie ulubieńcem „ Gazety Wyborczej”? To by tłumaczyło dosyć ostre słowa „kanclerza” o medium Adama Michnika, które wiele lat temu rozpoczęło akcję, skutkującą wypchnięciem Millera z polityki na lata.
- Ja się przed długi czas wahałem, ale podjąłem decyzję o kandydowaniu na szefa klubu. Nie tylko dlatego, że jest stosowna grupa koleżanek i kolegów, która chce mnie zgłosić, ale także dlatego, że nie akceptuję tego, co dzieje się w ostatnich dniach wokół Sojuszu Lewicy Demokratycznej - powiedział Miller w radiowych Sygnałach Dnia. - Mianowicie widać takie wyraźne dążenie do złamania samodzielności i suwerenności klubu, podyktowania mu władz, składu władz i programu działania - dodał. Miller tłumaczył, że ma na myśli m.in. list eurodeputowanych SLD, opublikowany we wtorek w „Gazecie Wyborczej ”.
- Ta gazeta od kilku dni prowadzi intensywny lobbing, uznając, że nie wystarczy akceptacja wyborców - aby być wybranym w SLD trzeba mieć jeszcze akceptację tej gazety - chodzi konkretnie o „Gazetę Wyborczą” . Wczoraj jeden z inicjatorów tego listu, pan Marek Siwiec skierował do redakcji „Gazety Wyborczej” sprostowanie, ale jak rozumiem, nie zostało opublikowane – powiedział były premier, który został zmieciony na pewien czas ze sceny politycznej po aferze Rywina. - Dzisiaj po prostu trzeba rozstrzygnąć, czy klub poselski będzie suwerenny, czy będzie koncesjonowany, taki, który sam wybiera swoje władze, czy taki, gdzie te władze są mu wyznaczone – dodał były „żelazny kanclerz”.
Dziś po raz pierwszy spotkał się nowy - liczący w tej kadencji Sejmu 27 posłów - klub SLD, który wybierze swe kierownictwo. Nasuwa się pytanie czy bliski Kwaśniewskiemu i idei zjednoczonej centroprawicy Kalisz będzie umiał współpracować z twardym betonem reprezentowanym przez Millera. Podobno w celu obalenia Napieralskiego dawna szorstka przyjaźń między „kanclerzem” a prezydentem została ocieplona. Czy jednak na tyle, by wpuścić starego wyjadacza politycznego ponownie na salony? Po przegranym głosowaniu Kalisz ma teraz poważną konkurencję w mediach, które kochają niepoprawnie politycznego twardziela z SLD. Kalisz w objęciach Palikota to nic nowego. W końcu nie raz szalał on na platformach z tęczowymi chłopakami. Trudno w tej roli wyobrazić sobie jednak Millera. Chociaż z drugiej strony czego nie robi się dla poparcia. W końcu były premier gościł już na listach Andrzeja Leppera. Może więc współpracować z jego miejską odmianą.
Łukasz Adamski

