1. Nie rozumiem personifikacji przemian pod postacią Leszka Balcerowicza. Był on po prostu ekonomistą, który zrealizował plan, bez realizacji którego nie doszłoby do grabieży majątku. Bez niego nie powstałaby nomenklatura III RP. Leszek Balcerowicz był więc jedynie twarzą systemu. Nie warto demonizować jego personalnie. Problemem jest do dziś trwający układ, który zaatakował odbudowujące się po komunizmie społeczeństwo i który trzeba obalić przemocą. Ludzie byli bezbronni wobec aparatu przymusu, a nie wobec jednego Balcerowicza. Gdyby nie było jego, byłby na pewno ktoś inny.
2. Idea prezentowana przez Balcerowicza była zasłoną dymną, piramidalnym kłamstwem, służącym do grabienia ludzi pod przykrywką przyznawania im własności i walki o wolność. W wyniku afer, które miały miejsce dwadzieścia lat temu – a to było wcale nie tak dawno temu, pamiętam je jeszcze dobrze – przepompowano masę pieniędzy zwykłych ludzi do cudzych kieszeni. Tak właśnie poprzez plan Balcerowicza powstała nomenklatura. Jego wizja i decyzje nie miały zresztą nic wspólnego z prawdziwym liberalizmem, czy libertarianizmem. Trudno nazwać je też balcerowiczyzmem, jakaś nową jakością. Realizowano pomysły Międzynarodowego Funduszu Walutowego, panów pokroju Jeffreya Sachsa.
Marek Zuber - były doradca ekonomiczny premiera Kazimierza Marcinkiewicza
1. Gdyby nie było Leszka Balcerowicza, być może kto inny przeprowadziłby te reformy. Po przykładzie krajów, które nie wcieliły w życie podobnych "planów" i próbowały realizować swoistą trzecią drogę (jak Bułgaria czy Rumunia) widać, że mają się one dziś znacznie gorzej. Były oczywiście także pomysły mniej radykalnych zmian, ale doświadczenie pokazało, że by się one nie sprawdziły. Przykładowo obecna sytuacja prywatnych spółdzielni rolniczych, które przegrywają z wielkimi sieciami i hurtowniami pokazuje, że takie rozwiązanie problemów PGR-ów nie byłoby skuteczne. Warto także pamiętać, że Plan Balcerowicza był skokiem na główkę na głęboką wodę, której głębokości dokładnie nie znano. W tym kontekście reformy były absolutnie udane, a to, co uważa się obecnie za negatywne skutki projektów prof. Balcerowicza, nie wynikało z jego planu.
2. Balcerowiczyzmem można nazwać model przejścia z jednego systemu gospodarczego do drugiego, który w Polsce się udał, nie można jednak powiedzieć, by był on twórcą doktryny ekonomicznej. Jego poglądy można nazwać liberalnymi, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Określają je swoboda konkurencji, czy niskie wydatki budżetowe. Nie wykluczone jednak, że "balcerowiczyzmem" będziemy mogli za 3-4 lata nazwać coś zupełnie innego – były wicepremier jest wszak osobą nadal aktywną publicznie.
Mateusz Machaj – główny ekonomista Instytutu Misesa
1. Rzekomo autorski program Balcerowicza był tak naprawdę programem Sachsa, tak więc gdyby nie on, to kto inny by go przeprowadził. Leszek Balcerowicz przyszedł nie z własnymi pomysłami, ale po to, by zrealizować program wcześniej ustalony. Trudno powiedzieć, czy była wobec niego jakaś alternatywa. Jeśli rozumiemy ją w granicach zasad real politics, to pole manewru było niewielkie. Można było np. nie usztywniać kursu dolara przy jednocześnie zmieniających się stopach procentowych. Dziś każdy student ekonomii wie, że prowadzi to do drenażu pieniądza z banku centralnego. Ale wiele więcej nie dałoby się zmienić, nie wiadomo też, czy ktoś zgodziłby się na takie zmiany. Jeśli z kolei szukamy innego rozwiązania nie bacząc na rzeczywistość polityczną, mogłoby ono polegać na szybszej i innej redukcji majątku państwowego, oraz odmiennym projekcie wprowadzenia nowego ładu pieniężnego. Można by anulować w całości zadłużenie zagraniczne stwierdzając, że spowodowało je państwo totalitarne, a za długi takiego tworu nie mogą odpowiadać jego zniewoleni obywatele. Takie rozwiązanie można by sobie na upartego wyobrazić. To oznaczałoby jednak pójście na wojnę ze społecznością międzynarodową, brak możliwości zaciągania kolejnych długów i konieczność radykalnego ograniczenia sektora państwowego. A tego politycy nie lubią.
2. Właściwie w przypadku nikogo nie można mówić o całkiem nowych koncepcjach, zawsze coś już kiedyś zostało wymyślone. Także projekty Leszka Balcerowicza nie są wyjątkiem. Na pewno jest on uznawany za ojca chrzestnego polskiego systemu rynkowego i obwiniany za jego niedomogi. Przy czym często zarzuty te są zupełnie nieuzasadnione – liczne afery nie wynikały z planu Balcerowicza, a z ułomności polskiego systemu prawnego. Przecież na początku nie było nawet ustawy o przetargach publicznych – jak w takiej sytuacji miały one odbywać się bez korupcji? Większość zarzutów, jakie stawia się Balcerowiczowi, powinno się postawić naturze PRL.
Dr hab. Ryszard Bugaj – były przewodniczący Unii Pracy, doradca ekonomiczny prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego
1. Gdy dzwoniłem do Leszka Balcerowicza i zapraszałem go do uczestnictwa w obradach okrągłego stołu, ten wykrętnie odpowiedział mi, że nie ma czasu, ponieważ wyjeżdża do Wielkiej Brytanii na wykłady. Myślę jednak, że podobnie jak Tadeusz Syryjczyk – którego bardzo szanuję – nie chciał brać udziału w przedsięwzięciu zdominowanym przez związki zawodowe. Uważał, że przemian nie należy zaczynać od demokracji, gdyż w niej do głosu dochodzą ludzie, którzy nie mają wiedzy i nie dopuszczą do przeprowadzenia trudnych reform. Przekonał się dopiero, gdy zauważył, że sytuacja jest odmienna. Wówczas panowała zupełnie inna atmosfera intelektualna – pod koniec dziesięciolecia, w którym wybory wygrywali ludzie pokroju Reagana czy Thatcher, mieliśmy apogeum myślenia neoliberalnego. Program Balcerowicza był standardową receptą MFW – nie chcę jednak przez to powiedzieć, że był mu narzucony, gdyż minister finansów się z nim absolutnie zgadzał. Jednak gdyby nie było tego Leszka Balcerowicza, to znaleziono by innego. Moim zdaniem istniała alternatywa. Nie było wyboru, czy uruchamiać rynek, czy nie, ale czy zrobić to stopniowo, czy szokowo. Nierówno traktowano przedsiębiorstwa państwowe, ostro obciążono je podatkiem popiwkowym i dywidendą, zmuszając je do szybkiej prywatyzacji. Usunięto także dotacje dla nich – nie dostały czasu na dostosowanie się do nowej sytuacji. I tak trzeba było je sprywatyzować, ale można było zrobić to na o wiele bardziej korzystnych warunkach.
2. Balcerowicz nie zmieni tego, że jest symbolem przemian, ale trudno znaleźć w jego intelektualnym dorobku ważne rzeczy. Razi mnie jego intelektualna sztywność, bardzo dogmatyczne myślenie. On uważa, że jeśli fakty przeczą teorii, to tym gorzej dla faktów. W latach 50-tych uważano, że problemy gospodarcze występują, gdyż nie wdrożono w wystarczającym stopniu centralnego planowania. On myśli podobnie w odniesieniu do wdrażania wolnego rynku. Kiedyś Jan Strzelecki powiedział, że komuniści to ludzie, którzy utrzymują bezpośredni kontakt z historią – to samo można powiedzieć o neoliberałach pokroju Balcerowicza. To, co uważa się za balcerowiczyzm, ma u swoich podstaw przedsięwzięcie, które ma się całkiem nieźle. Jednak na odrzuceniu komunizmu nie można było stracić – można było jedynie zyskać więcej, lub mniej.
Dr. Hab. Krystyna Bobińska – ekspert gospodarczy Instytutu Sobieskiego
1. Do wydarzeń historycznych można podchodzić w dwojaki sposób. W myśl marksizmu można stwierdzić, że jednostka nie ma większego wpływu na to, jak rozwija się historia, istnieje także stanowisko zupełnie odwrotne, twierdzące, że to jednostki kształtują bieg dziejów. Na pewno obie koncepcje mają po części rację i trudno powiedzieć, która interpretacja jest prawdziwsza w tym przypadku. Mimo wielu zastrzeżeń mogę powiedzieć, że Leszek Balcerowicz odegrał jednak pozytywną rolę w naszej historii.
2. Trudno mówić o doktrynie, którą stworzył Leszek Balcerowicz, jednak na pewno można mówić o poglądach, jakie posiada. Znów posługując się porównaniem do Marksa można powiedzieć o "młodym Balcerowiczu" i "starym Balcerowiczu". Ten pierwszy był doktrynersko przekonany do koncepcji gospodarczego liberalizmu i to ten Balcerowicz przeprowadzał reformy podczas transformacji. "Młody Balcerowicz" zauważył jednak, że społeczeństwo także potrzebuje pewnych zabezpieczeń, których rynek, szczególnie szokowo wprowadzany, nie jest w stanie sam wytworzyć. Do tego Balcerowicza jestem bardziej przekonana.
Rafał Ziemkiewicz – publicysta
1. Zastanawianie się nad tym, co by było, gdyby Leszek Balcerowicz się nie urodził, nie ma sensu − gdyby nie on, to te same reformyprzeprowadziłby Grzegorz Kołodko – który chyba do dziś ma jakiś kompleksBalcerowicza – a jeśli nie on, to jeszcze ktoś inny. Te reformy musiałyzostać przeprowadzone. Nie było innego planu, także "Solidarność" go nie miała, choć zapewne Ryszard Bugaj ma na ten temat inne zdanie. Program był taki, żeby zmienić władzę polityczną w Polsce przy jednoczesnym zachowaniu uprzywilejowanej pozycji gospodarczej nomenklatury. I to zrobiono. Zresztą reformy Balcerowicza byłyby dziś zupełnie inaczej postrzegane, gdyby utracie majątku, jaka musiała wynikać z reformy monetarnej, towarzyszyła powszechna prywatyzacja.
2. Leszek Balcerowicz hołduje poglądom, które uważam za zdroworozsądkowe, np. że nie można wydać więcej, niż się zarobi, czy że państwo nie powinno zbytnio ingerować w działalność obywateli. Ale trudno ująć te poglądy w jakąś doktrynę gospodarczą. Były wicepremier był raczej dobrym księgowym, niż twórcą idei.
