"W przeciwieństwie do większości amerykańskich mediów i ekspertów, elity na Kremlu wiedzą, że wybór Donalda Trumpa może się okazać znacznie gorszą opcją dla Rosji niż wybór Hillary Clinton" - pisze na łamach Bloomberga Leonid Bershidsky.

Tekst, opublikowany po polsku na portalu Forsal.pl, próbuje przekonać czytelnika, że zwycięstwo wyborcze Donalda Trumpa nie jest bynajmniej powodem do radości dla kremlowskiej wierchuszki.

Bershidsky twierdzi, że "sojusznicy Władimira Putina" wiedzą doskonale, iż rzeczywiste czyny Trumpa mogą być zupełnie inne, niż jego wyborcze zapowiedzi. Chociaż po jego zwycięstwie wydawali się uradowani, to tak naprawdę tylko zabieg taktyczny, próba zyskania sympatii nowego amerykańskiego prezydenta. Autor sądzi jednak, że ta taktyka nie zadziała.

Autor wskazuje, że sam Władimir Putin przyznawał, iż "droga, jaka czeka USA i Rosję jest długa", biorąc pod uwagę bardzo zły stan wzajemnych kontaktów. Z kolei szef komisji ds. zagranicznych Dumy Państwowej Leonid Słucki powiedział w jednym z wywiadów, że "Trump grał przed swoją widownią". Słucki przypomniał... Ronalda Reagana, który "także miał w zwyczaju grać" przed wyborcami, ale w istocie był "jednym z najbardziej antyrosyjskich prezydentów USA". Dalej, Siergiej Kałasznikow, jeden z najwżniejszych rosyjskich parlamentarzystów, uznał, że Rosjanie "błędnie założyli", że Trump będzie dla nich dobry - bo będzie dobry tylko dla USA, a nie dla Rosji.

"Amerykańscy eksperci potraktowali poważnie i dosłownie wypowiedzi Trumpa o łagodniejszym stanowisku wobec Rosji, wyrzuceniu muzułmanów oraz braku akceptacji dla wyników wyborów. Tymczasem ludzie Władimira Putina nie popełnili tego błędu" - pisze Bershidsky. Autor wskazuje, że rosyjscy eksperci i media widzieli jasno, iż najbliżsi współpracownicy Trumpa to tak zwane "jastrzębie", a więc zwolennicy polityki ofensywnej, jeśli chodzi o Rosję. To między innymi wiceprezydent Mike Pence, ewentualny nowy sekretarz obrony Jeff Session, czy dalej Newt Gingricht i Bob Corker. Wszyscy to ludzie Trumpa, a zarazem zdecydowani przeciwnicy Moskwy.

"Jeśli Trump obsadzi najważniejsze stanowiska w polityce zagranicznej jastrzębiami – a to wydaje się bardzo prawdopodobne, gdyż nie ma nikogo innego na jego ławce kadrowej – to Władimir Putin będzie mógł zacząć żałować swojego zadowolenia" - pisze Bershidsky.

Dlaczego zatem Putin dość wyraźnie popierał Trumpa w amerykańskich wyborach? To proste, wskazuje Bershidsky. Kreml chciał po prostu zdestabilizować zachodnie elity polityczne - to pozwala mu zyskać na znaczeniu.

ol/forsal.pl