Stalinowi natomiast – podkreślał duchowny w wywiadzie dla Radia Radoneż – pycha nie pozwoliłaby publicznie się przeżegnać. – Jego krótkie ręce nigdy nie podniosłyby się na tyle, by przeżegnać się znakiem krzyża – dodał o. Smirnow. I dlatego, jego zdaniem, trzeba docenić obecnych władców Rosji, którzy nie obawiają się "publicznie manifestować swojej wiary".
Nie zmienia to jednak tego, że komunistyczna pseudoreligia nadal głęboko przenika Rosję. – Nadal są ludzie gotowi przelewać krew za wujaszka Lenina albo kłaniać się czerwonym gwiazdom – ubolewał duchowny. – W naszym kraju portrety Dzierżyńskiego nadal wiszą w gabinetach osób publicznych. A ile miast i ulic nosi jego imię! – podkreślał o. Smirnow. – Jeśli ludzie nadal uważają się za naśladowców Lenika i Stalina, tych obrzydliwych potworów, gangsterów, to wyjaśnia to, dlaczego w naszym kraju jest tak, jak jest – dodał duchowny i zaznaczył, że już sama obecność pomników Lenina zatruwa atmosferę w kraju.
TPT/Interfax
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

