AWA (pod takim kryptonimem występuje mężczyzna) wymaga stałej opieki, a jedzenie i picie podawane są mu przez specjalną tubę. W szpitalu przebywał on od 7 do 26 września ubiegłego roku. Codziennie odwiedzała go tam rodzina. Mimo to lekarze, bez konsultacji z nim samym czy rodziną, uznali, że w przypadku zawału nie podejmą działań ratujących życie. A powodem tej decyzji był Zespół Downa i brak możliwości uczenia się. - Rozpoczynamy tę sprawę, bo nie chcemy, by taka sytuacja dotknęła jakiegoś innego kochanego syna czy brata – podkreśla jeden z członków rodziny mężczyzny.

 

Szpital odpowiada na te zarzuty, że jego polityka jest w pełni zgodna ze standardami funkcjonującymi w Wielkiej Brytanii. Chodzi tu o zapisy z 2005 roku, które dopuszczają zaprzestanie normalnej opieki medycznej (i to nawet bez zgody pacjenta czy jego bliskich w przypadku, gdy lekarze uznają to za zgodne z „najlepszym interesem pacjenta”. Obrońcy życia od dawna ostrzegali, że decyzja ta jest w istocie zalegalizowaną eutanazją. I to właśnie na te przepisy powołują się lekarze, którzy chcieli odebrać prawo do leczenia człowiekowi, tylko dlatego, że cierpiał on na zespół Downa.

 

Takie zachowania wobec ludzi z Zespołem Downa nie są w Wielkiej Brytanii niczym zaskakującym. Zdaniem części ekspertów można już mówić o tym zjawisku, jako o problemie dotykającym służbę zdrowia w tym kraju. Są już ofiary takiego działania. Ale w zasadzie nie powinniśmy być tym zaskoczeni, bowiem... jeśli uznajemy, że można zabijać ludzi ze względu na zespół Downa przed narodzeniem, a coraz częściej także po narodzeniu, to w zasadzie dlaczego ktokolwiek miałby ich leczyć? Podejście części lekarzy z Wielkiej Brytanii jest więc tylko prostą konsekwencją założeń, które obowiązują także w Polsce. I uchodzą za wielki kompromis.



TPT/LSN