Łukasz Maślanka : Polska w NATO - instruckja obsługi
Kiedy w marcu 1999 roku minister spraw zagranicznych Polski Bronisław Geremek podpisywał w rodzinnym mieście prezydenta Harry'ego Trumana, razem ze swoimi kolegami z Czech i Węgier, akt wstąpienia naszego kraju do Sojuszu Północnoatlantyckiego, przygniatająca większość Polaków miała wrażenie uczestniczenia w historycznym momencie. O ile głosy środowisk sprzeciwiających się integracji europejskiej były słyszalne zarówno w latach 90., jak i w okresie bezpośrednio poprzedzającym referendum unijne, o tyle przeciwników NATO w Polsce znaleźć można tylko w najbardziej odrealnionych środowiskach skrajnej prawicy, lewackich i anarchistycznych. Członkostwo w NATO wydawało się ostatecznym zerwaniem z geopolitycznym dziedzictwem zimnej wojny i na dobre uplasowało Polskę w strefie hegemonii amerykańskiej.
To dobrze, że w Polsce nie ma silnych przeciwników NATO. Z drugiej strony przeszkadza nam to jednak zrozumieć, że jesteśmy w Europie, razem z krajami bałtyckimi i Wielką Brytanią w tym poglądzie osamotnieni. Sceptycyzm wobec militarnego partnerstwa transatlantyckiego najsilniejszy jest we Francji, krajach Europy południowej i w Niemczech. To, co nam wydaje się zabezpieczeniem niepodległości, tamte społeczeństwa, wraz z częścią swoich elit, postrzegają za poważne ograniczenie suwerenności. Pogląd ten ma głębokie korzenie historyczne. Kierownictwo polityki amerykańskiej nie miało zbyt wielkiej jasności co do przyszłości Europy w pierwszych latach powojennych. Podstawą stosunków na linii Wschód-Zachód były porozumienia jałtańskie i poczdamskie, nie wiedziano jednak czy zrujnowany wojną Związek Sowiecki będzie w stanie strawić swoją nową strefę wpływów. Niedocenienie regeneracyjnych mobilizacyjnych możliwości ZSRR spowodowane było w dużej mierze stopniem dezinformacji sowieckiej na Zachodzie. Wojna domowa w Grecji, wzrost popularności komunistów we Włoszech i we Francji, pospieszna sowietyzacja demoludów uświadamiały stopniowo Amerykanom, że to oni będę musieli włożyć wiele wysiłku, by utrzymać w ryzach własną strefę wpływów w Europie. Ostatni dzwonek alarmowy wybrzmiał w 1949 roku: Stalin ogłosił blokadę Berlina, zaś zatrudniani przez niego naukowcy zorganizowali udaną próbę atomową. Amerykanie przystąpili do pospiesznego porządkowania powojennej Europy zachodniej.
Porządki te przebiegały dwuetapowo. Pierwszym krokiem było podpisanie w kwietniu 1949 roku traktatu o Sojuszu Północnoatlantyckim. Jego filarami były Stany Zjednoczone, Francja i Włochy. Miesiąc później powołano do życia Republikę Federalną Niemiec i Berlin Zachodni. Nie oznaczało to zakończenia okupacji terytorium głównego sprawcy II wojny światowej, lecz sygnalizowało brak jakiegokolwiek porozumienia z ZSRR w kwestii przyszłości Niemiec. RFN pozostawała poza NATO aż do 1955 roku. Związek Sowiecki zareagował na te działania nie tylko powołaniem NRD i Układu Warszawskiego, lecz także intensywnym atakiem propagandowym przeciwko Francji i Włochom, czyli krajom, w których pozycja kompartii była najsilniejsza.
Propaganda ta była niezwykle skuteczna a jej efekty trwałe. Nie ograniczały się do przekonanych komunistów, lecz oddziaływały na całą scenę polityczną wielu krajów członkowskich. Lewica komunistyczna nienawidziła NATO za zablokowanie możliwości propagandy prosowieckiej w armiach państw członkowskich. Już po „odwilży” lewica niekomunistyczna oskarżała Amerykanów, że za pomocą NATO rehabilitują w Europie Zachodniej środowiska faszystowskie i autorytarne (słynna operacja „Gladio”) oraz wspierają niedemokratyczne reżimy Franco i Salazara. Francuska prawica widziała w Sojuszu Północnoatlantyckim ograniczenie dla własnej polityki zagranicznej na Wschodzie. Generał de Gaulle doprowadził do wyprowadzenia Francji z militarnych struktur sojuszu w latach 60. W latach 70. doktryna NATO była zawadą na drodze do nowej Ostpolitik niemieckiej socjaldemokracji. Głosy, które przypominały, że utworzenie NATO miało być zabezpieczeniem nie tylko przed sowieckim imperializmem, lecz także przed odrodzeniem niemieckiej podmiotowości, były – paradoksalnie – najpoważniej traktowane przez konsekwentnie pronatowskie niemiecką i włoską chadecję.
Po zakończeniu zimnej wojny Polska i inne kraje postkomunistyczne mogły wstąpić do NATO tylko z jednego powodu: Stany Zjednoczone uznały, że Rosja przestała być zagrożeniem, zaś kraje Europy Zachodniej, że Rosja jest zbyt słaba, by doprowadzić do pogorszenia stosunków z nimi pod tym pretekstem. Rozszerzenie NATO oraz rozszerzenie UE wydawały się z punktu widzenia Zachodu sposobem przeciwdziałania bałkanizacji Europy Środkowej. Zachód okazał się przy tym na tyle spolegliwy, by zagwarantować Rosji niestacjonowanie swoich wojsk na terenie nowych krajów. Akcesja miała zatem w dużej mierze charakter formalny (jeżeli nie liczyć wymiany informacji wywiadowczych).
Neutralizacja pasa buforowego między Europą Zachodnią a WNP miała być gwarantowana przez ścisłą współpracę trójkąta Chirac-Schröder-Jelcyn/Putin. Jak pisze Michaił Zygar w swojej Krótkiej historii współczesnej Rosji sytuacja ta mogła ulec zmianie wraz z dojściem do władzy George'a W. Busha, którego administracja była na tyle zaniepokojona owocną współpracą Paryża, Berlina i Moskwy, prowadzącą do wypchnięcia USA z Europy i faktycznej likwidacji NATO, że chciała doprowadzić do upodmiotowienia Polski i jej południowych sąsiadów poprzez urealnienie więzi wojskowych z USA. Przeszkodziły temu zamachy z 11 września i zmiana wektorów amerykańskiej polityki zagranicznej. Amerykanie nie tracili mimo wszystko z oczu Europy Środkowej i w zamian za aktywną obecność Polski w Iraku i w Afganistanie miały w Polsce i w Czechach zostać wybudowane elementy tarczy antyrakietowej. Za kadencji Busha Amerykanie starali się zatem jednocześnie utrwalić swoją obecność w naszym regionie (w tym na Ukrainie), w Azji Środkowej i na Bliskim Wschodzie. Średniodystansowym celem tej ambitnej polityki było okrążenie Rosji, zamknięcie jej drogi do porozumienia z Indiami, zaś długodystansowym – zajęcie dogodnej pozycji geopolitycznej w przyszłym konflikcie z Chinami. Mylą się zatem ci, którzy twierdzą, że polityka administracji Busha, skoncentrowana jeszcze na obszarze euroatlantyckim i na Bliskim Wschodzie, była archaiczna i zimnowojenna. Brała jedynie pod uwagę ówczesny stan zaawansowania chińskiej armii, którą należało brać pod uwagę przede wszystkim jako siłę lądową.
Z tej sytuacji starał się wyciągnąć wnioski dla Polski prezydent Lech Kaczyński. Sekundując polityce amerykańskiej chciał doprowadzić do zbliżenia z Zachodem państw Zakaukazia i w ten sposób – za pomocą powiązań politycznych i energetycznych – odciąć Rosję od bezpośredniego kontaktu z Iranem, wówczas uznawanego za głównego wroga świata zachodniego. Drugim celem polityki Kaczyńskiego było stworzenie Polsce i Europie alternatywy dla dostaw surowcowych z Rosji. Najważniejszym jej narzędziem była pospieszna integracja z NATO Ukrainy, Gruzji i Mołdawii oraz ścisłe partnerstwo z Azerbejdżanem.
