Dowodem na to jest najnowsza książka Marka Migalskiego „Nieudana rewolucja. Nieudana restauracja”, która jest próbą publicystyczno-eseistyczno-politologicznego uchwycenia istoty wydarzeń z ostatnich pięciu lat. Latający ornitolog próbuje w niej zrozumieć, dlaczego projekt IV RP się nie udał, dlaczego drogi dwóch partii, głoszących konieczność odnowy państwa, tak szybko się rozeszły, i dlaczego jedna z nich ostatecznie przeszła na stronę postkomunizmu.
I choć rozważania te pisał Migalski jeszcze jako polityk Prawa i Sprawiedliwości, to nie są one apologią partii Jarosława Kaczyńskiego. Migalski uznaje, że główną przyczyną klęski projektu IV RP było podwójne zwycięstwo Kaczyńskich w wyborach. Gdyby było inaczej, zdaniem autora, Tusk zacząłby budować nowe państwo, a wspierany przez Kaczyńskiego zrobiłby to o wiele skuteczniej, niż mógł to wykonać sam Kaczyński w dość paskudnej (choć jak przyznaje Migalski - niezbędnej politycznie) koalicji z Lepperem. Efektem tego podwójnego zwycięstwa (czy też podwójnej przegranej PO) był pakt stabilizacyjny, a później koalicja i „wejście PO w smugę postkomunizmu”, a PiS w „smugę populizmu”. I właśnie wtedy drogi obu partii się rozeszły, a szansa na mocną refolucję (czyli rewolucję za pomocą reform) stała się przeszłością.
Nie oznacza to, że Migalski uznaje, iż okres rządów PiS był stracony. Przeciwnie, widzi w nim wiele pozytywnych efektów, ale podkreśla, że niekiedy Jarosław Kaczyński chciał zrobić i powiedzieć zbyt wiele, otwierał za dużo frontów walki, i dlatego nie wszystkie był w stanie zakończyć. Zabrakło, zdaniem Migalskiego, także stworzenia mocnych instytucji, które przetrwałyby okres rządów Prawa i Sprawiedliwości, i stałyby się trwałym dziedzictwem IV RP. Ta surowa ocena nie przesłania jednak politologowi sukcesów lidera PiS, czy trudności, z jakimi musiał się on zmierzyć. „Kaczyński idąc na wojnę z WSI, szedł w istocie na wojnę z ciemną stroną III RP i budował nową Rzeczpospolitą, w której służby specjalne miały być wykorzystywane przez państwo dla dobra obywateli, a nie – jak to miało miejsce po 1989 rou – przez polityków, wobec polityków, dla polityków” – zaznacza Migalski.
Ten spadek IV RP otrzymał Donald Tusk, który w ciągu roku od momentu swojej największej klęski z umiarkowanego zwolennika IV RP przekształcił się w zdecydowanego obrońcę III RP i symbol walki z tym, co najlepsze w projekcie zbudowania mocnego państwa. I choć wielu spadkobierców postkomunizmu miało nadzieję, że lider PO błyskawicznie zrestauruje państwo ich marzeń, w którym obywatel jest nikim, a prawa mają tylko elity, to tak się nie stało. Tuskowi, wskazuje Migalski, taka pełna restauracja się nie opłacała. Gdyby się to bowiem udało, on sam przestałby być potrzebny. I dlatego Polska trwała w zawieszeniu między Polską Kwaśniewskiego i Kaczyńskiego, była „syntezą ich obu, wypadkową walki tych dwóch światów, kompromisem między nimi, kolażem i melanżem”.
Ta diagnoza zmienia się jednak na kartach książki Migalskiego. Ta, w miarę optymistyczna wersja, zapisana jest przed kwietniem 2010 roku. W epilogu dopisanym po wygranych przez Bronisława Komorowskiego wyborach prezydenckich Migalski jest już bardziej pesymistyczny i wskazuje, że choć nie wszystko udało się postkomunistom i ich sympatykom odzyskać, to III RP jest w zdecydowanym natarciu i sprawia wrażenie zwycięskiej. „Skrzecząca rzeczywistość śmieje nam się w oczy, postkomunizm inkarnuje się w osobie nowego prezydenta, IV RP jest systematycznie likwidowana. Nic nie jest przesądzone, nic nie jest jeszcze zdecydowane, ale coraz bardziej widać, jak niewiele zostało zrobione przez ostatnie pięć lat i jak niedaleko uciekliśmy od miejsca, w którym Rywin przychodzi do Michnika, Polska chce zgadzać się być brzydką, ale sympatyczną panną na wydaniu, pułkownik Lesiak inwigiluje partie opozycyjne, a wielki oligarcha ma grupę własnych posłów na posyłki. Kiedy porówna się to, co mogło być, z tym, co się stało – chce się płakać. Kiedy jednak porówna się to, co się stało, z tym, co się dzieje – chce się wyć. Ale może kiedy jednak porównamy to, co się dzieje, z tym, co może się stać – jest nadzieja” – zauważa Migalski. Oby ta nadzieja była.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

