Marek Łangalis, Instytut Globalizacji:
Kilogram cukru kosztuje obecnie ok. 5 zł, ponieważ mamy de facto monopol na rynku cukru – Polski Cukier posiada ponad 60 proc. udziałów w rynku. Poza tym limity produkcyjne, jakie narzuca nam Wspólna Polityka Rolna UE, zmniejszają podaż, a to zawsze powoduje wzrost cen, niż gdyby istniała normalna konkurencja. Do tego dochodzi panika wśród konsumentów, która także winduje ceny.
To bardzo zadziwiające, że Unia Europejska zajmuje się ograniczeniem produkcji mleka, czy cukru. Jak każdy limit argumentuje się to troską o rynek pracy w tych segmentach i między wierszami zyskami producentów. Głównie zyskują na tym rolnicy w Niemczech i Francji. Od wejścia Polski do UE produkcja cukru spadła o ok. 30 proc. Gdyby nie limity, producenci mogliby bez problemu zaspokoić zapotrzebowanie w Polsce.
To dobrze, że minister rolnictwa chce podwyższenia limitów na produkcję cukru, ale to działanie na krótką metę. Najlepiej by było, gdyby Polska zaangażowała się w promocję zniesienia limitów w ogóle, ale na realizację takiego postulatu nie ma co liczyć, bo to zaszkodziłoby szczególnie francuskim i niemieckim potentatom. Dopłaty zapewniają niemieckiemu rolnikowi pokrycie dużej części kosztów stałych. Wszystko, co sprzeda na rynku, jest jego czystym zyskiem. W Polsce mamy niższe dopłaty (ok. 30 proc. tego, co w Niemczech) – ale nie powinniśmy się skupiać na ich podwyższeniu, ale na całkowitym ich zniesieniu.
Na poddaniu rolnictwa takim samym zasadom rynkowym, jak reszta gospodarki, zyskaliby w UE szczególnie polscy rolnicy – i zagraniczni konsumenci. Bez dopłat i limitów moglibyśmy zalać 1/3 niemieckiego rynku naszym cukrem. A kilogram cukru kosztowałby w Polsce 2 złote.
not. sks
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

