Kuźmiuk przypomina, że dzisiaj mija termin, w którym Polska miała przedstawić Unii Europejskiej odpowiedź na list dotyczący redukcji deficytu sektora finansów publicznych do poziomu poniżej 3 procent PKB do końca roku 2012. Ale tematem tym nikt w rządzie się nie zajmował, choć komisarz  ds. gospodarczo-walutowych Oli Ren ostrzegał, że nie ma powodu przedłużać Polsce terminu redukcji deficytu do 3 procent PKB z ustalonego 2012 do 2013 roku i że Polska miała dobre wyniki gospodarcze nawet podczas kryzysu, co jeszcze bardziej podkreśla wagę trzymania się celów paktu Stabilności i Wzrostu.

Co z tego wynika? Otóż mniej więcej tyle, że Polska będzie musiała zredukować w przyszłym roku dług publiczny o 60 mld złotych. A to wymaga niezwykle poważnych cięć, o których rząd nic nie mówi, choć będzie zmuszony je przeprowadzić. W skrócie można powiedzieć, że rząd będzie zmuszony odebrać nam jeszcze więcej pieniędzy, pozbawić nas wszystkich ulg, a na koniec ograniczyć budowę dróg i autostrad.

„Minister Rostowski wprawdzie zarzekał się, że nie będzie żadnych podwyżek podatków, ale trudno sobie wyobrazić aby zmniejszenie deficytu sektora o tak olbrzymią kwotę mogło się bez tego obejść” – napisał na swoim blogu Kuźmiuk, a dalej wyjaśnia, jakie to podatki mogą jeszcze wzrosnąć. „Czeka nas zapewne nie tylko podwyżka stawek VAT do maksymalnej wysokości 25% ale pewnie także powrót do poprzedniej wysokości składki rentowej (a więc podwyżka aż 7%) no i drastyczne oszczędności” – podkreśla.

Ale to nie wszystko. Aby uzyskać kwotę 60 miliardów trzeba będzie także zlikwidować całą politykę pronatalistyczną. „Likwidacja ulgi na dzieci w podatku dochodowym od osób fizycznych, likwidacja becikowego, likwidacja ulgi internetowej, obniżenie zasiłku pogrzebowego do 1 tys. zł, brak waloryzacji płac w sferze budżetowej, a także spektakularne zmniejszenie zatrudnienia w tej sferze przynajmniej o 10% oraz brak waloryzacji emerytur i rent” – wylicza dalsze prawdopodobne cięcia Kuźmiuk. I kończy kolejnymi ostrzeżeniami: „Ale wszystkie te posunięcia nie dadzą sumarycznie kwoty 60 mld zł więc zapewne zaproponowano jeszcze jakieś inne z najbardziej prawdopodobnym ograniczeniem po raz kolejny wydatków na budowę i modernizację dróg”.

TPT/Zbigniewkuzmiuk.salon24.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »